Pakowałam się z płaczem i nadzieją ,że Lucyfer jeszcze to cofnie. Wiem, wiem. Strasznie histeryzuje ale ogromnie się boję ludzkości.I więzienia w niebie. Muszę robić wszystko ,żeby do niego się nie dostać! W taki sposób, gdy już nabiere sił spróbuję zdemaskować gdzie jest wejście do wymiaru N.Najgorsze jest to, że muszę chodzić do szkoły! I to z ludźmi.. Okropieństwo. Tracę nadzieje na sens mojego istnienia w tym miejscu.Dopiero po tylu latach się opamiętałam, co ja narobiłam. Teraz muszę siedzieć w tym gównie. I to sama! Nie mam znajomych na ziemi. Może kogoś poznam. Może.. Właśnie.. Wątpię ,że mnie zaakceptują.Wkładając ostanie rzeczy do torby spojrzałam na zdjęcie ojca. Gdybyś ze mną był.. Nie zrobiłabym tego. Posłuchałabym wtedy serca. Wiedziała ,że tak nie można, że krzywdzenie ludzi jest złe, że hektolitry krwi są zbędne. Ale cóż.. Trzeba iść do przodu. Jesteś silna - Powtarzałam sobie w myślach. Usiadłam na łóżku i czekałam na wysłannika. Po piętnastu minutach się zjawił.
- Trzeba iść - Powiedział sucho.
- Wiem - wstałam , zabrałam swoje rzeczy i podążałam za nim. - Żegnajcie mury piekła i inne komnaty mi tak bliskie. - Słona łza spływała po moim policzku. Wiedziałam ,że bez tego się nie obejdzie. Płakałam choć nawet nie wiem czemu? To tylko zejście na ziemię. Czy wszyscy z piekła tak mają? Wchodząc w pod piekła zobaczyłam czerwono-krwisty portal, a obok niego Lucyfera i Salomona. Któż to nas zaszczycił.. Przełamał się i wyszedł z nory. Połykałam ślinę i próbowałam wyrównać oddech.
- Spokojnie.. Wszystko będzie dobrze. Każdy się tak denerwuje. To tylko kwestia przyzwyczajenia. Potem nawet nie będziesz chciała tu wracać. Co gorsza możesz chcieć wstąpić do Nieba. - Jego twarz zmieniła wyraz na poważny. - Boisz się?
- Tak - Wyjąkałam cicho.
- Naprawdę nie ma czego. To tylko ziemska natura. Wpasujesz się, bez obaw.- Chwycił moją dłoń.- Gotowa?
- Nie.- Ten chyba nie dosłyszał i pociągnął mnie do portalu. Miałam ochotę stracić życie. Obudziłam się w czyimś ogrodzie. Muszę przyznać ,że jest całkiem, całkiem. Chryzantemy,Róże, Cykorie, - Kwiaty, to co kocham na ziemi. Wszędzie pełno różnobarwnych motyli i rozmaitych drzew. Powoli wstałam i odgarnęłam włosy.Ujrzałam duży, dwupiętrowy dom koloru białego z dużymi oknami na dole a mniejszymi u góry.Drzwi były ze świerku i pomalowane na ciemno. Podeszłam do nich i zapukałam kołatką i czekałam.Po dłuższej chwili kobieta w brunet włosach otworzyła wielkie, skrzypiące drzwi. Na pierwszy rzut oka wyglądała na bardzo miłą i sympatyczną kobietę.
- O! Już jesteś! Cieszę się ogromnie. Samanta jestem. - Podała mi dłoń.
- Ta.... Ja jestem Mercy.
- Wiem kochana. Wejdź, wejdź nie stój na tym dworze.. - Zamknęła za mną drzwi.- Rozgość się i czuj jak u siebie.
- Dziękuję. - Skinęłam głową i usiadłam na fotelu. Myślałam, że go złamałam bo strasznie skrzypiące są tu meble. Torby położyłam obok siebie i czekałam na resztę rodzinki.
Po chwili zauważyłam, że Samanta niesie zapażoną herbatę i ciasto. Za nią szedł mężczyzna i dziewczyna.
Wszyscy usiedli na przeciw mnie i gapili się jakbym im kogoś bliskiego zabiła.
- Jestem Jack, a to nasza córka Anya. - Przywitałam się z nią i zamilkłam.
- Powiedz nam. Ile masz lat? Tak normalnie. - Odezwała się Samanta.
- 1600.
- Takiej młodziutkiej dawno nie mieliśmy. Anya Zaprowadź Mercy do jej pokoju proszę.
- Dobrze. Chodź za mną.
Jak mi powiedziano tak i zrobiłam. Gromadka trochę sztywna ale ujdzie. Dom parterowy i stary. Białe ściany. Ciemne meble. Nawet. Nawet.
- To tu - Wskazała na podarte drzwi i weszła do swojego pokoju obok. Ja do swojego.
Nie robił wrażenia. Ściany oczywiście białe. Komoda i biurko stare i ciemne. Pod ścianą łóżko - stare. Krzesło i półka nad "spaniem ". Do komody włożyłam ciuchy. Na półkę postawiłam perfumy i takie tam a ma biurko swoje cenne książki o piekle. Pod łóżkiem był schowek. Włożyłam do niego broń i pyłki dymne . Usiadłam na łóżku i ciężko wzdychałam. Do żywych przywróciło mnie pukanie.
- Proszę! - Nie zadowolona powiedziałam. Chciałam mieć chwilę dla siebie. Drzwi się otworzyły a do pokoju weszła Anya.
- Cześć - Powiedziała nie śmiało.
- Cześ.
- Przyniosłam Ci ręczniki - podała je.
- Ty wiesz kim ja jestem?
- Tak. Ale... - Opuścił wzrok.
- Ale?
- Nie znam was. Żadna taka osoba ze mną nie rozmawiała. Uważali, że jestem głupia bo inaczej myślę. I jestem śmiertelnikiem. Dlatego.
- O. Współczuję... Widziałaś kiedyś Anioła Śmierci?
- Pod jego postacią nie ale zwyczajnie tak. Widziałam za to Anioła. Miał piekę białe i puszyste skrzydła - Mówiła z pasją.
- Chcesz zobaczyć czarne?
- Jeśli możesz to jasne.
- Okey - Stanęłam i swoje ogromne skrzydła rozłożyłam. Pięknie się prezentują, muszę przyznać. Stanęłam dumnie przed dziewczyną i czekałam na reakcję.
- Woow... Jakie mają wymiary?
- Dwa metry w długości a 150 cm w szerokości. - Zadowolona powiedziałam. Nie każdy może zadowalać takimi dużymi. Normalnie ma się mniejsze.
- Piękne. Jakie lśniące... Mogę dotknąć?
- No jasne! Co za pytanie. - Byłam mile zaskoczona tym pytaniem. Nigdy wcześniej tak nie postępował.
- Cudne. - Zachwyciła się nimi bardzo. Ruszyła nimi czasem. Głaskać też spróbowała.
- Możesz zrobić zdjęcie jak chcesz. Ale pod jednym warunkiem. Nie pokażesz Go, nikomu normalnemu.
- Najlepsza propozycja jaką dostałam - Ucieszyła się Anya. Poszła po aparat fotograficzny i w mig zrobiła kilkanaście zdjęć. Potem wspólnie wybierałyśmy najlepsze i tak nam zleciał dzień. Pod wieczór wzięłam kąpiel, zjadłam kolację i położyłam się spać. Rano czekał mnie ciężki dzień. Musiałam zabrać kilka dusz i pochłonąć trochę wiedzy. O społeczeństwie szkolnym. I lekcjach...
***
Wstałam, nie chciało mi się ogarniać więc użyłam trochę mocy. Nie powinnam ale zasady to zasady. Stworzone do łamania. Spakowałam broń i wyleciałam przez okno. Musiałam wznieść się wysoko żeby ludzkość nie zastanawiała się co to za gatunek ptaka. Lecąc mijałam innych upadłych. Znacznie brzydszych. Nie żeby coś. Mieli poszarpane skrzydła...
Po dotarciu na miejsce przesiadłam na mogile. O. Nie muszę zabijać... Wystarczy zabrać duszę. Weszłam do kostnicy i podeszłam do odpowiedniego ciała. Położyłam dłoń na głowie zmarłego i Zamknęłam oczy. Po chwili przede mną stał duch mordercy. Tym lepiej dla mnie. Doznał chyba szoku.
- Ki ...Kim jesteś?! - Przerażony odskoczył.
- Spokojnie. Przykro mi ale idzie pan do piekła. Woli pan sale prostytutek czy tortur?
- To pierwsze.. Ekstra!
- Cieszę się, że tak to przyjąłeś. - Teleportowałam Go do piekła.
No! Zostało jeszcze dokładnie piętnaście osób. Szybko zleci.
***
Po tych wszystkich zmaganiach się z tym okropieństwem wróciłam do domu. Na powitanie usłyszałam głos Jack'a.
- Gdzie byłaś?!
- W pracy.
- Nie możesz bez mojej zgody wychodzić z domu. - Wyraźnie był zdenerwowany.
- Ależ mogę! - Stawiałam opór.
- Abizu nie wyraził na to zgody! - Stawiał na swoje ale trochę się pomylił..
- Przepraszam bardzo ale Abizu nie miał nic wspólnego z tym , że zostałam wysłana na ziemię. Nawet mnie nie uczył! - Powiedziałam stanowczo.
- Jak to? - Jego głos się zmiękczył i wystraszył się mojej wypowiedzi.
- Tak to! - Do salonu przebiegła Samanta.
- Co tu się dzieje?! Mercy idź do pokoju. - Nie posłuchałam i schowałam się za ścianę.
- Ta dziewczyna uważa, że może wychodzić bez mojej zgody z domu!
- Człowieku, czyś Ty na głowę upadł?! Takie powitanie? Co ona sobie o nas pomyśli! A tak po za tym ma rację!
- Jakim cudem?!
- Słodki Jezu! Czytałeś to co nam z piekła wysłano?
- Nie. Zawsze pisze to samo. Po co miałem się wysilać. - Patrzył na małżonkę dziwacznym spojrzeniem.
- Nie zawsze. Geniusz normalnie. Zesłał ją sam Lucyfer! Najwyższy z najwyższych. I może robić co chce i kiedy chcę! Masz gówno do rządu Jack.
- Boże - Oparł się o rogówkę.
- Właśnie! Niezła partia.
- Nie wiedziałem. Mercy! Wybacz - Krzyknął. A ja nie zainteresowana przeprosinami poszłam czytać ziemskie książki. Znaczy... Wogule ich nie ruszyłam, zajęłam się lekcjami takimi jak: geografia, chemia. Biologia i te inne..Byłam znudzona i nieźle chciało mi się spać. Oczy same mi się zamykały i ciągle ziewałam. Wyczarowałam sobie kubek kawy i czytałam dalej. Najbardziej interesowała mnie historia.
Do pokoju wszedł zażenowany Jack. Stanął pod ścianą i schował ręce do kieszeni.
- Przepraszam Cię, to nie powinno się tak potoczyć. - Spuścił wzrok.
- Nie no, spoko. Rozumiem Cię, mieliście już sporo osób. Mogłeś się nie spodziewać, że ktoś z wyższej półki się tu zjawi. A tak na marginesie, jesteś pierwszą osobą, która mnie przeprosiła. W piekle się tego nie robi. - Próbowałam wyprostować sytuacje.
- Uff... Kamień mi z serca spadł. Sądziłem, że mnie jakoś ukarzesz za niewłaściwe zachowanie. - Uspokojony wyszedł z pokoju a ja pogrążyłam się w rozpaczy. Wogule nie rozumiałam fizyki ...
Pod wieczór zeszłam na kolację. Podano sałatkę i sok. Byłam zadowolona. Lubię sałatki.
Była taka cisza, że nie mogłam wytrzymać. Dobra, słyszałam mlaskanie Jacka i pociągania nosem Samanty.
- To kiedy pójdę do szkoły?
- Jutro. - Odpowiedziała Samanta.
- Co?! - Przestraszyłam się - Ale ja muszę jeszcze opanować jeden przedmiot!
- Zrobisz to w między czasie. - Odparł Jack.
- Będę tam z An...- Nie dokończyłam.
- Nie. Ja chodzę do innej szkoły, znaczy liceum. Do gorszego. Ale znam dużo osób z Armado. - Śpiesznie powiedziała Anya.
- Armado?!
- Twoje liceum nazywa się tak na cześć prezydenta tego miasta. De'lative. Ogólnie są tam spoko ludzie. Życzę powodzenia. - Z uśmiechem oodniosła talerz i szklankę do zlewu po czym skierowała się na górę.
Lekko wzdychałam i zrobiłam to samo. Potem walnęłam się na łóżko i Zamknęłam oczy.
Myślałam co to będzie? Czy ja nie zwariuje? I czy wytrzymam...
*******
Rozdział drugi trochę dłuższy <; W następnym Mercy pozna Jonathana,choć nie będzie to miły początek (:
Nicol ♥
:O Jonathan <3 Mercy! Zfiksuj kogoś dla Any Buachchcchchcha
OdpowiedzUsuńNo świetnie się czyta ;)
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny
Piszesz trochę podobnie do mnie, może tylko bardziej delikatnie x]
OdpowiedzUsuńMała rada, nie dodawaj spoilerów na końcu, to raczej psuje ciekawość, nie wzmaga jej. Przynajmniej takie jest moje odczucie.
http://cotylkomam.blogspot.com/ <==== Zapraszam również do mnie :)
Dziękuję za wskazówkę ;)
UsuńJakaż to miła rodzinka huehue... ;)
OdpowiedzUsuń