Żeby tylko szybko wyjść. Żeby tylko szybko! Nie mogą mnie zauważyć, szybko, szybko. Kurde.. Mają mnie. Odwróciłam się w kierunku opiekunów z nie chęcią bo bałam się co mi powiedzą.
- Kiedy Wróciłaś? - Spokojnym tonem zaczął Jack.
- Było koło trzeciej coś. - Chciałam już wyjść! Szybko wyjść.
- Martwiliśmy się o Ciebie! Zdajesz sobie sprawę z tego, że przez Ciebie mieliśmy zamęt w głowie?! Mogłaś się zabić czy coś! Do tego musimy powiedzieć całą prawdę, której nie znasz! Teraz idź do szkoły. Idź! - Zdenerwował się bardzo. Jaka prawda.. Mam dość prawd. Jedną muszę ukrywać. Otwarłam drzwi i trzasnęłam nimi na znak, że też jestem wkurzona. Był ponury dzień. Tym razem szłam wolno i smutno. Krople deszczu rozmazywały mi tusz do rzęs. Przykryłam głowę kapturem, schowałam ręce w rękawy i szłam dalej. Dzisiaj nie będzie miło. Dzisiaj jestem w okropnym nastroju. Potem musze wrócić na miejsce gdzie spotkałam demony. Tylko nie pamiętam gdzie ono było. Może Jonathan będzie wiedział? Gdy doszłam do mojej męczarni usłyszałam dzownek. Na prawdę wolno szłam. Skierowałam się do sali chemicznej. Usiadłam i zdjęłam mokry kaptur. Bez sympatii do nauczyciela patrzyłam na tablicę. Rozmawialiśmy o związkach chemicznych i robiliśmy doświadczenia. Potem był wuef. Następnie francuski, potem biologia i matematyka. Kilka przedmiotów i szkoła poszła w nie pamięć. Zdesperowana szukałam Jonathana ale nie umiałam Go znaleźć. Stanęłam więc przed drzwiami do szkoły i czekałam. Nie myliłam się. On znalazł mnie. Od razu poprawił mi się humor.
- Szukałaś mnie?
- Tak. Jesteś mi potrzebny. - Posłałam mu uśmiech a on Odwzajemnił.
- Do czego? - Zdziwił się.
- Pamiętasz jak mnie obroniłeś?
- Trudno zapomnieć, tak a co? - Zaśmiał się.
- Muszę tam wrócić. Możesz mi powiedzieć gdzie to jest?
- Po co? Nie powiem. Zaprowadzę. Chodź. - Ruszył a ja za nim - to po co?
- Bo upuściłam tam cukier. - Zabrzmiało to idiotycznie a On patrzył tak na mnie. Jak na idiotkę.
- Mówisz serio? Możesz kupić jeszcze jeden. Akurat jesteśmy obok sklepu. - Wskazał na niego książka.
- Ale tamten cukier, był szczególny.
Zrobił pytającą minę.
- Co?!
- Edycja limitowana. Bardzo mi na tym zależy!
- Żartujesz? - Wyglądał na rozbawionego, w sumie nie dziwie mu się. To brzmiało komicznie.
- To dla mnie bardzo ważne! Chcesz mi pomóc?
- Okey.. Skoro nalegasz.
Szliśmy koło piętnastu minut ale było warto. Dowiedziałam się co nieco o nim a on o mnie. Po dotarciu na miejsce kucnęłam nad ziemią i dotknęłam jej. W taki sposób mogłam przywoływać wspomnienia. Swoje i innych. Zobaczyłam to, co tamtego dnia. Ale trochę bardziej zrozumiale. Wtedy byłam roztrzęsiona i nie wiedziałam co mam robić. Po kilku minutach do żywych przywołał mnie Jonathan.
- Hej! Tu leży. - Podał mi cukier, który wczoraj zgubiłam. - Ma takie opakowanie jak każdy inny.
- Zawiodłam się na tym cukrze. Miał mieć w środku kapsla z pokemonem. - Rzuciłam głupkowato.
- Mówisz poważnie? - Znów ten jego uśmiech. Jest piękny jeśli mam być szczera.
- Tak! Oszustwo.. Więcej nie uwierzę moim znajomym.. Z poprzedniego miasta.
- Jesteś dziwna - Popatrzył w niebo, potem na mnie. - Widziałaś się dzisiaj w lustrze?
- Oczywiście!
- Masz coś czarnego pod oczami - zwiną swój szary rękaw i mnie wytarł.
- To pewnie tusz. Padało.
- Racja. Nie powinnaś nakładać tapety. Zasłaniasz swoją urodę. - Zaczęliśmy gdzieś iść.
- Naprawdę? Wiem o Tym. - Zarumieniłam się. Chyba pierwszy raz w życiu.
- Blokujesz chłopców - puścił mi oczko.
- O to chodzi - szepnęłam.
Idąc myślałam o tym co będzie gdy on się dowie. Miałam mieszane uczucia. Kiedy wreszcie powie mi co nieco o niebie! Doszliśmy do jakiegoś urwiska. Usiedliśmy na skraju i spuściliśmy nogi w dół.
- Lubię tu przychodzić. Czuję się wtedy jak w domu. - Powiedział . Ja zamierzałam wykorzystać sytuacje.
- Mówisz o niebie? - Przygryzłam warge.
- Tak.. Jest tam pięknie. I pachnie tak jak tu. Zabiorę Cię kiedyś - Spojrzał na mnie i patrzył głęboko w oczy. To było fajne uczucie ale krępujące.
- Dlaczego tak na mnie patrzysz? - Próbowałam to przerwać.
- Dlaczego to kontynuujesz?
- Przestań! - Klepnęłam go w ramię. I znów patrzyłam w dal.
- Mogę Cię o coś spytać? - Odezwał się po chwili.
- Jasne. Jestem otwarta na każde tematy. Wal śmiało.
- Miałaś kiedyś chłopaka? - Dobra, to mnie zaskoczyło.
- Szczerze? Nigdy w życiu. Czekam na księcia z bajki. - Zaśmiałam się a on ze mną. - A Ty dziewczynę?
- Kilkakrotnie razy ją miałem. Ale żadna nie odpowiadała moim standardom. - Znów się uśmiechnął.
- A.- Tylko to powiedziałam. Nie wiedziałam co mam rzec. Nie jestem z tych mądrych. - Robi się późno. Rodzice się pewnie martwią, muszę lecieć. Pa!
- Cześć.
Spacerkiem doszłam do domu i śmiałam się w myślach z niektórych wydarzeń. Na ustach malował mi się uśmiech a wszyscy nie wiedzieli co mi się dzieje.
- A Ty co taką cieszy-jape masz? - Na powitanie rzuciła Anya.
- A no tak jakoś! - Ściągłam buty i płaszcz, odłożyłam na miejsce i poszłam na górę do mojego pokoju. Wypakowałam się i włożyłam do torby książki na jutro i zeszyty. Zabrałam się za odrabianie pracy domowej z matmy. Poszło szybko. Skończyłam po pięciu minutach. Zaczęłam oszczyć moją broń i sprawdzać czy pyłki dymne są w dobrym stanie. Wszystko było w porządku. Przebrałam się w rzeczy do chodzenia po domu i zeszłam do salonu. Usiadłam na moim ulubionym fotelu i piłam kakao. Dzisiejszy dzień tylko z rana był kiepski. Myślałam, że już nic nie jest w stanie go zepsuć. A jednak.
- Mercy, kochaniutka. Musimy Ci o czymś powiedzieć - Te słowa wydobyły się z ust Samanty. A Jack usiadł na przeciw mnie.
- O czym? - Zaciekawiłam się trochę.
- Bo wiesz.. My znamy pewne wytłumaczenie na twoje wczorajsze zachowanie wobec Lucyfera. - Jego twarz zmieniła wyraz na poważny.
- Nie chcę o tym mówić.
- Ale musimy! - Przerwała Samanta. - Wczoraj gdy wyszłaś powiedziałam im prawdę, kolej na Ciebie. Zacznijmy od tego, że Lucyfer to twój brat.
- Co?! To nie możliwe!
- Posłuchaj! Twoja matka na początku była żoną poprzedniego Lucyfera. Potem stała się Aniołem ale miłość między nią a twoim ojcem była niezmienna. Przespała się z nim i zaszła w ciążę. Potem zeszła na ziemię i tam zakochała się w ziemianinie. Jakimś cudem jego nasienie wmieszało się w płód. Gdy Bóg się o tym dowiedział odebrał moc Hany, twojej mamy a Ty przyszłaś na świat. - Skończyła mówić i kontynuowała gotowanie. Ja zaniemówiłam. Nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć. I... Czym ja jestem.
- Wszystko gra? - Czułym głosem Spytał Jack.
- Tak, jakby - opuściłam głowę w dół i jedna malutka łezka zleciała po moim bladym policzku. Szybko ją wytarłam i wybuchłam płaczem u siebie w pokoju. Poduszka była cała mokra. Chciałam się cofnąć w czasie i wszystko odwrócić. Znowu. Mam Dejavu. Do pokoju weszła Anya. Usiadła obok i przytuliła mnie. Ten gest załatał pęknięcie w moim sercu. Jest ich mnóstwo ale ból trochę ustąpił.
- Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz. Nie ważne jakich masz rodziców ale jak się Tobą opiekują.
- Tak! Tylko, że prawdziwy tata miał mnie w dupie. Jak moja mama mogła zakochać się w tym czymś?! - Uderzając głową w łóżko mówiłam.
- Dobra, tu masz trochę racji. Ale jesteś silna babka i wierzę, że dasz sobie radę. Moja mama i tata też nie są święci.
- Dlaczego? - Pociągłam nosem.
- Samanta jest medium a Jack polował na demony. Ale nie martw się już wszystko gra!
- No to rzeczywiście nie źle. Moim opiekunem jest ktoś, kto kiedyś by mnie zabił. - Uśmiechnęłam się. Zrobiło mi się lepiej. Rozmowy działają. - A Ty? Nie masz żadnego daru?
- Nie. I w sumie dobrze. Same problemy przez to.
- Tak, Jonathan dalej myśli, że widzę istoty nadprzyrodzone. Powiedział, że mam dar.
- Kiedy zamierzasz mu powiedzieć? O tym, że jesteś z piekła?
- Nie zamierzam. To wszystko zepsuje. Nasze relacje. Jestem bliska zobaczenia Nieba. Gdy już tam wejdę to zniszcze je.
- Aha... - Posmutniała - Właśnie! Jak tam ze znajomymi?
- Przyjaźnie się tylko z Jonathanem. Nikt więcej.
- Aha. Zacznij kogoś poznawać! Może będzie ktoś z twoich. - Poklepała mnie po ramieniu i wyszła z pokoju. Zostałam samotna... Pomyślałam, że się poucze! Fizyki...To niezbyt fajny pomysł ale podszkolić nie zaszkodzi. W końcu muszę zdać tą klasę. Najmniejszy problem stwarza historia. Idzie łatwiej niż każdy inny przedmiot. Nie wliczając w to sportowych zajęć. Mój znak na dłoni zaczął świecić co oznacza, że mam misję. Udałam się do lasu zaopatrzona w miecze i inne bronie. Czekałam na Chimere. Ona powiadamia mnie gdy coś się dzieje.
- Wszystkie Anioły śmierci... Na ulicę Holly... Kilka małych dzieci z piekła jest ranne... - Zniknęła. Ja popadłam w panikę. Wzięłam się w garść i poleciałam na miejsce zdarzenia. Niektórzy już tam byli i pomagali innym.
- Pomóż tamtej dziewczynce! - Ktoś z niepokojem powiedział do mnie. Podeszłam do dziecka i ujrzałam odcięte skrzydła. Krwawią i są w złym stanie. Z ust dziewczynki ciekła czarna substancja. Zdjęłam kurtkę i Przykryłam skrzydła dziecka.
- Jak masz na imię? - W panice mówiłam. Wszyscy biegali i wymieniali się bandażami i lekami. Inne dzieci były bardziej uszkodzone i potrzebowały większej pomocy. Dziewczynka zaczęła coś jąkać.
- Casandra... - Zamykały jej się oczy.
- Casandra! Patrz na mnie. Skup się na moim głosie! Nie odpływaj! - Krzyczałam żeby ktoś mi pomógł. Po ponad pół godzinie dostałam potrzebne rzeczy i zabandażowałam jej uciętę skrzydełka i wbiłam zastrzyk z antidotum. Casandra straciła przytomność ale to dobry znak. Zaniosłam dziewczynkę do innych uleczonych i spytałam kogoś kto nie jest zajęty.
- Co tu się stało?!
- Anioły... Zaatakowały dzieci! Powiedzieli, że będzie dobrze. Okłamali je.. To tylko dzieci... - Z płaczem wytłumaczyć zdołała mi Georgia. Znałam ją z zajęć zabijania.
Panował hałas i wszyscy byli przejęci. Ofiar było dwadzieścia. Wszystkich dzieci czterdzieści osiem. Z czego dziesięć jest w stanie krytycznym. Zebraliśmy się wszyscy i zdecydowaliśmy, że się zemścimy. Zabraliśmy dzieci do piekła i zakradliśmy się do sierocinca z aniołkami i wszystkich zamordowaliśmy. Było ich szesnaście. Jeszcze cztery osoby. Wybraliśmy dzieci archaniołów. Sprawiło im to na pewno ból ale sami zaczęli. Robiłam to z nie chęcią ale byłam tak zła, że zdolna do wszystkiego. Upaćkana krwią dzieci, które ratowałam, bo te zabite były zastrzelone z łuku, wróciłam do domu. Otwarłam drzwi i stanęłam przed nimi w środku.
- Boże... Co Ty zrobiłaś? - Zapytał Jack.
- Mściłam się. Ale to nie jest krew moich ofiar, ale tych, którym pomagałam. Anioły zaczęły! To ich wina! Zabiłam szesnaście anielskich dzieci i cztery archanielskie. Tina, Nadya, Match i Silver. Nie żyją!
- Rany boskie.. Idź się przsepać. To na pewno była
masakra. Idź, odpocznij. No już! - Zapędzała mnie szmatką Samanta. Gdy położyłam się spać to wszystko mętliło mi w głowie. To, że Lucyfer jest moim bratem i szefem, że Anioły posunęły się do takich czynów, te demony i mój cukier... To była najgłupsza rzecz jaką kiedykolwiek powiedziałam. Pomijając to, że na biologi zamiast tego co miałam powiedzieć, odpowiedziałam wynikiem równania. Pani zaczęła się ze mnie śmiać a ja dopiero po dłuższej chwili zajarzyłam o co chodzi. Wyszłam na głupią ale to nic. Bardziej martwi mnie fakt, że nasi, są w stanie masakry. Biedne dzieci. Mordują się tylko w tym niby szpitalu w piekle. Była pełnia co nie pozwalało mi zasnąć. Nigdy nie umiałam spać przy pełnym księżycu. Może to jakiś lęk czy coś. Sprawdzałam facebooka i inne portale społecznościowe. Potem czytałam różne opowiadania. Zeszło mi to do czwartej nad ranem. Leżałam nie wyspana. Ogarnęłam się i poleciałam zabrać kilka dusz, które miałam zabrać w sobotę. Jak zrobię to wcześniej to będę mieć wolne. Są jakieś korzyści. Coś mnie natchnęło żeby pomyśleć o Anyi, nie rozumiem tego czemu inni sądzili, że jest głupia. To bardzo mądra dziewczyna i wspaniała przyjaciółka. Umie nawet Pocieszać. Nie do końca ale się stara. To tylko człowiek, nie można dużo od niej wymagać. Ale na pewno mi dużo może pomóc.Gdyby Jonathan wiedział... Gdybym mogła mu powiedzieć! Przecież muszę zniszczyć niebo... Coraz mniej mi na tym zależy. Nawet nie wiem czy to zrobię. Nic nie wiem.
O to kolejny rozdział. Wiem, że jest krótki ale tylko na tyle mnie było stać. :) Zacznie się teraz szkoła i będzie mniej czasu także rozdziały mogą być rzadziej.
Teraz życzę wam udanego roku szkolnego i dobrych ocen.
Pozdrawiam! Buziole :*
Nicol <3
Blog opowiada o nastolatce ,która została wybrana do tego, żeby zabierać dusze ludzi. Na drodze do rozpowszechniania zła staje jej jednak pewien chłopak.
poniedziałek, 31 sierpnia 2015
środa, 26 sierpnia 2015
Rozdział trzeci.
Usłyszałam dźwięk budzika. Już wiedziałam, że codzienna proza normalnego człowieka... Czeka mnie. Lecz jest jakaś nadzieja. Ostatnio wszystko co moje związane z nadzieją... Ehh.. Nie wiedziałam jak się ubrać.. Zasięgłam rady Any. Przyszła chętnie i gotowa do działania także nie miałam się czym martwić co do ubioru. Jeansy, wyższe botki. Biała bluzka i skórzana kurtka. Do tego torba i włosy rozpuszczone. Moja ulubiona fryzura. Anya musiała już iść bo miała na wcześniejszą godzinę i zostawiła mnie samą na pastwę miliony pytań Jacka. Ogarnęłam się i zeszłam na dół do jadalni. Nie minął mnie pytający i czuły wzrok Samanty. Gdy chwytałam już za klamkę poczułam na ramieniu dłoń. Odwróciłam się i nie pomyliłam się. Był to Jack.
- No co? Mam się spowiadać co będę robić?
- Nie, chcę żebyś uważała! I nie tylko to. Nie zawieraj znajomości z jakimiś divami. - Zaśmiał się.
- Oh! Co ja filmów nie oglądam? Wiem co jest grane w szkołach.. Proszę was.. - Uśmiechnęłam się i na pożegnanie pocałowałam opiekunów w policzek.
Dzisiaj chłodny dzień więc mój strój niczym się nie wyróżniał, ale za to postawa tak. Wszyscy przymuleni i mało energiczni szli jakby na wyrok. Ja ze słuchawkami radośnie maszerowałam i niczym się nie przejmowałam. Zapomniałam o fizyce ale to jakoś ujdzie. Nie każdy chyba jest taki dobry? Ja umiem na 4 i to już coś za jeden dzień! Dobra.. W wykonaniu kogoś z nadprzyrodzonymi mocami niezbyt. Ale to tylko drobne szczegóły. Gdy już dochodziłam do mojej nowej "budy " zdęłam słuchawki i z wrażenia lekko Otwarłam usta. Oczom nie wierzę! Szkoła jak ze snów. Z stolikami na lunch przed wejściem i poidełkiem. Ale gdy weszłam do środki nic mnie nie zaskoczyło. Wygląd rodem z amerykańskiego filmu o zakochanych nastolatkach ze szkołą w tle. Podeszłam do kartki z nowymi uczniami i zobaczyłam, że jestem w klasie C! Jej. Zawsze w niej byłam i mega się ucieszyłam. Moja pierwsza lekcja to historia. Dzień poprawił się jeszcze bardziej! Zadzwonił dzownek a ja czekałam pod drzwiami klasy aż nauczyciel po mnie wyjdzie. Po dłuższym czasie Otwarły się drzwi a on zmęczony powiedział: Wejdź.
Jak nakazał tak zrobiłam.
- Klaso! Powitajcie ciepło nową uczennice! Mercy Daredevil! Usiądź tam, za Jonathanem.
- Dobrze - Cicho powiedziałam i poszłam na miejsce. Oglądałam się za siebie i jedna osoba miałam specyficzne spojrzenie. Spojrzenie Ducha Świętego. Poczułam straszny ból głowy. I ledwo usiadłam. Ból trwał dopóki nauczyciel nie kazał odwrócić się duchowi. Ja odparłam z ulgą i spokojnie się rozpakowywałam.
- Świetne nazwisko. - Powiedział chłopaka z ławki przede mną.
- Tak. Znamy się?
- Nie. Ale jestem pierwszą osobą, która się do Ciebie odezwała. I raczej ostatnią.
- Słucham? Ty coś sugerujesz? Nie lubię takich typów.
- A ja takich ja Ty - Odwrócił się z powrotem do tablicy.
Lekcja zleciała a ja usiadłam na schodach i kontynuowałam czytanie fizyki. Jest nawet skomplikowana. Znów poczułam ten ból. Znów się na mnie gapi! Wstałam, podeszłam do niego i stanęłam na przeciw.
- Nie wiesz z kim zadzierasz istoto z wymiaru N!
- Z czarnym Aniołem złotko.
- Tak się składa, że z Upadłym. Do łazienki! - Chwyciłam wroga za kołnierz i zaciągłam do WC.
- Walczyć umiesz? - Spytał.
- Jasne! - Wyciągłam miecz i szybkim ruchem odcięłam mu głowę. Poszło jak składka. Miałam na koncie pierwszą niebiańską osobę. Teraz muszę tylko ukryć ciało. Z resztą.. Samo odpłynie do Nieba.
Wyszłam z łazienki jak gdyby nigdy nic i wróciłam na swoje miejsce. Super! Pierwszy dzień i już kogoś zabiłam. Nie dawno co myślałam, że to jest złe i brzydziłam się sobą. Druga lekcja była z naszym wychowawcą. Wpadł wprost na genialny pomysł. Marzyłam o tym...
- O! Mercy już jesteś! Panie Andersenn. Oprowadź koleżankę po szkole. Zwolnienie z lekcji - Uśmiechał się gruby w brylach.
- Oczywiście. Z miłą chęcią - Odpowiedział sarkastycznie.
Wstałam i wyszłam z klasy za nim.
- Mam pomysł. Możemy sobie gdzieś pójść i poudajemy, że mnie oprowadzałeś!
- Nie znasz pana Tomasa. Wypytuje wszystkich o wszystko.
Czemu zaprzeczył mojemu pomysłowi? Przecież nie przypadliśmy sobie do gustu?
- Słuchaj! Ty chcesz to zrobić?
- Jasne, że nie! -
Oburzył się nieco.
- To po co mam za Tobą łazić? I tak Cię nie będę słuchała!
- Bo musisz! Próbuje Ci pomóc. - Nachylił się nade mną bo muszę przyznać, że jest wysoki.
- Pomóc? W jaki sposób? - Odsunęłam się.
- Zrobię Ci teraz wykład bo sama tego chciałaś! Słuchaj, w tej szkole jest inaczej! Nie cieszę się, że padło na mnie i wogule mnie to dziwi! Jeżeli potem będziesz błądzić po szkole i pytać będą mieli Cię za idiotkę za Przeproszeniem! Muszę też wyjaśnić Ci jakie klasy są od czego!
- Tyle, że ja to wiem.. - Cicho wymamrotałam..
- Co?
- Nie, nic idźmy dalej.
Po dwóch godzinach nudnych zwiedzin szkoły były lekcje. Po lekcjach dom. Wzięłam swoje rzeczy i ze skwaszoną miną, wolno szłam do domu.
Nie poznałam nikogo miłego. Znaczy.. Jonathan był nawet. Ale czuję, że mi nie spasował.
Zaczęło pokrapywać więc przyspieszyłam krok. Kilka minut i już byłam na miejscu. Weszłam do sieni i Samanta podała mi gorąca czekoladę i koc. Ściągłam mokrą kurtkę i buty i usiadłam w fotelu. Grzejąc się myślałam o dzisiejszym zdarzeniu w szkolnym kiblu. Wpatrzona w świeczkę, która stała na stole odtwarzałam sobie moment ucięcia głowy . Podszedł do mnie Jack.
- Jak było?
- Koszmarnie! Wszyscy jacyś dziwni i każdy nauczyciel przynudza. Spotkało mnie dużo obraźliwych tekstów.
- Eh.. Tak to jest, poradzisz sobie - delikatnie Poklepał mnie po ramieniu a ja ukoiłam nerwy.
Po kilku minutach byłam już sucha i przestało padać. Samanta poprosiła mnie bym poszła do sklepu po cukier. Ubrałam się i wyszłam z domu. Nikogo w pobliżu nie było więc mogłam spokojnie użyć skrzydeł. Jak pomyślałam tak też zrobiłam. Po dotarciu na miejsce,
wylądowałam w niewidocznym miejscu i weszłam do sklepu. Kupiłam ten cholerny cukier i kierowałam się do domu. Gdy byłam już w połowie drogi zobaczyłam coś niepokojącego. Cukier spadł mi na ziemię a ja lekko odskoczyłam. Ludzie tego nie widzieli ale ja tak. Stały przede mną trzy demony, które się sprzeciwiły. Byłam w kropce. Nie mogłam użyć mocy bo by się zorientowali co jest grane. To był mój koniec. Ale co jest? Ktoś jednemu wbił miecz w serce... Drugiemu skręcił kark. Trzeci był najsilniejszy. I chwilowo Zamarł.. Moim oczom ukazał się Anioł. Piękne, rozłożyste białe skrzydła a w ręku złota włócznia. Odwrócił się w moją stronę i jeszcze bardziej nie mogłam uwierzyć. Był to Jonathan.
- Uciekaj! Nie stój tak! Uciekaj! - Wrzeszczał. Posłuchałam Go, byłam kompletnie zdezorientowana. Zdyszana wróciłam do domu i szybko Zamknęłam drzwi. To wszystko działo się tak szybko. Wszyscy Podbiegli do mnie i zadawali mnóstwo pytań na, które nie umiałam odpowiedzieć. Ocknęłam się z nieprzytomności i czekałam ma ich reakcję. Jack zaprowadził mnie do mojego pokoju i usiadł obok mnie.
- Co się stało? Dlaczego jesteś osłabiona? - Widać było, że się martwi.
- Trójca... Sprzeciwionych.. - Nie zdołałam więcej powiedzieć. Odpłynęłam.
Sen
Widzę małą dziewczynkę... To ja! Bawię się w ogrodzie z moim tatą. Jest pogodnie i słonecznie. Nagle niebo robi się szare a tata znika. Nigdy nie wiedziałam co się z nim stało i gdzie jest pochowany.
Potem silna jak nigdy idę korytarzem. Jest cięcie i widzę nagrobek a na nim napis: " Dave Ebrue ". Przypominam sobie, że to przyjaciel mojego taty... Widzę kartkę, palącą się kartkę i ostatnie słowa :" Mercy! Kryształ Przełamania. Mogiła - informacje. Demony coś planują...
Momentalnie się budzę. Cała spocona i Zdyszana. Wokół mnie, Samanta, Anya, Jack i Salomon?
- Muszę iść na cmentarz! - Krzyczę.
- W takim stanie? Po co?! - Pyta zatroskany Jack.
- Zwłoki Dave'a... Trzy Demony się wydostały! Chcą Kamienia!
- Na litość Lucka! Co do diabła?! Skąd wiesz? - Zdenerwowany Salomon pytał.
- Miałam sen! Proroczy...
Sprawy się lubią komplikować. To właśnie jedna z nich.
- Lucyfer musiał Ci go zesłać. Ale to trzeba na spokojnie. Jakim cudem Wróciłaś skoro napotkałaś trójce?
- Anioł mnie uratował.
- Anioł? - Powiedzieli równocześnie Jack i Salomon. Byli zdziwieni.
- W tym mieście nie ma żadnego Anioła. - Kontynuował Jack.
- No to Archanioł. - Powiedziałam spokojnym głosem.
- Co on z nimi zrobił?!
- Jednemu skręcił kark A drugiemu wbił w serce włócznie . Trzeci żyje.
- Tamte też będę żyć! Muszą się zregenerować. Odkrywanie tajemnicy twojego snu może poczekać. Demony odnawiają się około trzech do pięciu miesięcy. Znasz tego archanioła?
- Tak, jestem z nim w klasie. Jonathan Andersenn.
- O mój Lucku.. - Salomon jakby zasłabł.
- Coś nie tak?
- Emm... To jeden z tych, których Bóg niesamowicie kocha. I trzyma u boku. Ale nie powie mu, że jesteś z piekła. Teraz masz szansę na zdobycie jego zaufania. Wpuści Cię do Nieba a wtedy Ty je zniszczysz. - Zadowolony Salomon mówił. Za jego plecami płakała Samanta, Jack patrzył na mnie z żalem a Anya kręciła głową. Co miałam odmówić? Nie mogłam.
- Niestety w sumie to nie jest dobry pomysł, aby w pełni zniszczyć niebo. Ludzie zostaną wtedy z niczym - Oznajmił Jack. Wiedziałam, że ma rację ale nie mogłam zawieść mojego pana.
Po całym zamieszaniu poszłam spać. Bałam się jutra.
***
Szłam spokojnie korytarzem szkolnym z nadzieją, że mnie nikt nie zaczepi ale moje myśli były mylne. Poczułam dłoń na moim nadgarstku. Był to Jonathan i zaciągnął mnie do Kantora.
- To co wczoraj widziałaś... Słuchaj jestem Aniołem takim wyższym. I możesz przeżywać masakrę emocjonalną ale to prawda. Wierzysz mi? Masz dar bo widzisz zjawiska paranormalne i teraz musisz trzymać się mnie.
- Spoko. - Zadowolona powiedziałam. To był pierwszy krok do Przodu.
- Wogule nie zaszokowana?
- Czytałam gdzieś o aniołach. - Próbowałam wyprostować sytuacje.
- Aha. Dlaczego masz rękawiczkę? - Kurde. Mam znak piekieł i musiałam Go zakryć.
- Bo się tnę.
- Pokaż, wyleczę - Wziął moją dłoń.
- Nie! - Szybko mu ją Wyrwałam - Nie lubię jeśli ktoś mnie dotyka.
- Dobra rozumiem. Chodź na lekcję, po szkole pogadamy.
Mijały godziny, mijał czas. Szukałam wytłumaczenia na każde jego pytanie, które może mi zadać i nie interesowała mnie żadna lekcja. Gdy wreszcie usłyszałam dzownek szybko wybiegłam przed szkołę i czekałam na Jonathana. Po kilku chwilach się zjawił.
- Dobra. Najpierw powiedz mi co o mnie wiesz.
- Wszystko - Patrzyłam w dal.
- Jak To?
- Wszystko co powinnam. Czyli, że masz skrzydła, moce i możesz czytać w myślach i te podstawowe rzeczy. - Ruszyłam w drogę, on za mną.
- W twoich nie mogę. Wiem, że wszystko może Ci się wydawać dziwne przez to zdarzenie. Nie bez powodu na Ciebie trafiłem. Coś za tym stoi - Lekko się uśmiechnął.
- Znaczy.. W domu miałam moment Przełamania i prawie bym się wygadała bo dziwnie się czułam ale tego nie zrobiłam. Ludzie to osoby, które lubią wchodzić do dupy i by Cię znaleźli.
- Ehh.. Reakcja typowego człowieka.
Co? Nie! Nie chcę żeby mnie miał za typowego człowieka! Bo nim nie jestem. Jestem z piekła! Prawie bym mu powiedziała ale był jakiś wybuch, który totalnie mnie ogłuszył i chłopak stojący przed chwilą na przeciwko właśnie opierał się nade mną nad ziemią.
- Nasze drugie spotkanie a już romantyczne chwile mamy za sobą - Puścił się jedną ręką i Momentalnie leżał obok.
- Szczery jesteś - Dysząc powiedziałam.
- Czasami aż do bólu - Wstał i podał mi rękę bym mogła zrobić to samo. - Powiedz mi jedno. Wiedziałaś o tym, że masz dar?
- Nigdy. - Po tych słowach dostałam SMS-a. Był on od Any.
" Wracaj szybko. Lucyfer tu jest. "
- Cholera!
- Mercy? Wszystko w porządku? Jaki Lucyfer? - Dojrzał kawałek mojej wiadomości.
- Mój pies obronny. Nazywa się tak bo daje piekielne znaki, że może Cię zagryźć. I po prostu jest jak demon.
- Aha.
- Ty mówisz aha. Ja słyszę: Super, nie obchodzi mnie to.
- Już nigdy więcej nie powiem aha - Zaśmiał się. A ja Śpiesznie wracałam do domu.
- Muszę iść!
- Czekaj! Proszę!
Zatrzymałam się bo w jego głosie było coś, co nie pozwalało mi biec dalej.
- Co?!
- Nie powiedziałem Ci czegoś jeszcze.
- Dużo masz jeszcze tajemnic? Streszczaj się! - Sama nie byłam taka szczera ale to wina tego, że musiałam zniszczyć jego dom. I rodzinę..
- Tak naprawdę na wasze, ludzkie lata mam 19...
- Żartujesz? - Co! Lucyfer, on rżnie głupa czy co? - Jakim cudem się tu uczysz?
- Anielskie sztuczki. Leć, skoro to takie ważne. - Odwrócił się i znikł a ja zrobiłam to samo. Pojawiłam się przed drzwiami mojego domu i usłyszałam krzyki. Krzyk Jacka, Samanty i Lucyfera. Bałam się tam wejść.Gdy sytuacja trochę się opanowała weszłam jak gdyby, nigdy nic.
- Mercy! Musimy porozmawiać! I to poważnie! - Był bardzo zdenerwowany. Nie mam zielonego pojęcia dlaczego. Zrobiłam coś źle?
- To dziecko! - Wrzasnął Jack.
- Już nie. - Chwycił mnie mocno za ramię i zaprowadził do mojego pokoju. - Idziemy! Sami!
Zamknął drzwi i zaczął swoją gadkę , co ja to robię źle i takie tam. W końcu przeszedł do rzeczy.
- Pytam ostatni raz! Kochasz Go?! - Uderzył pięścią w stół.
- Nie! Jakbym mogła zakochać się w jeden dzień! Zwariowałeś?
- Musi być coś nie tak skoro demony się odezwały! Musi! To jest przez Ciebie, i Ty to odkręcisz!
Będziesz musiała zabić kilka osób. W prawdzie niewinnych ale no cóż. - Zachichotał. Byłam oburzona jego zachowanie i miałam ochotę wyrwać mu ten ogon! Wszystkie jego pazury i zmasakrować obślizłą twarz tego czegoś!
- Myślisz ,że ja tego chcę?! To się grubo mylisz! Będę robiła co będę chciała a nie to, co jakaś pokraka mi karze! - Ups! Chyba powiedziałam coś źle..
- Jak mnie nazwałaś? Śmiesz się sprzeciwiać? - Podniósł mnie w górę za gardło. Nie mogłam oddychać. On chyba serio jest moim ojcem, to co się ze mną działo ... Było nie do wytłumaczenia. Moje oczy.. Białe jak chmury. Stałam się demoniczną suką za przeproszeniem. Nie kontrolowałam tego a Salomon w końcu otwarł drzwi. Stał i oczom nie wierzył. W sumie , ja sobie też. Teraz rolę się odwróciły. On klęczał a ja trzymałam jego szyję.
- Błagaj o wybaczenie! Śmieciu! Błagaj! - Krzyczałam głosem, którego nie znałam. Po chwili się uspokoiłam i moje ciało wróciło do normy. Lucyfer przerażony dalej klęczał a wszyscy inni patrzyli na mnie wzrokiem potworów.
- Uczeń przerósł mistrza - Jak zawsze spokojny Salomon oznajmił.
- Co to było do cholery?!
- Jack... Ja nie wiem! - Wszyscy dawali mnóstwo pytań! Nie wiedziałam co zrobić! Gdy oni skakali sobie do gardeł ja z płaczem wyleciałam przez okno. Chciałam wrócić do domu. Do piekła. Na ziemi mam za dużo problemów. Moi opiekunowie myślą o mnie nie wiadomo co, jedyna osoba, którą najbardziej lubię - Anya pewnie też. Do Jonathana nie mogę polecieć i mu się zwierzyć bo by mnie na miejscu zabił. Co ja mam robić? Odebrać sobie życie? Jeszcze te trzy demony... Nie mam z nimi szans, nie sama! Chcę się cofnąć w czasie i wszystko odwrócić. Jak będę ukrywała prawdę przed innymi gdy dostanę takiego ataku jak dziś? Nie nam z kim porozmawiać... Nie chcę tak żyć. Mogłam być normalną osobą. Nie żyła bym w tej chwili i wszystko byłoby super. Ale oczywiście moja naiwność jest ode mnie silniejsza i w tym problem. Ciekawe co sobie myśli Jonathan... Nie jest głupi. Szybko złapie o co chodzi. Tym gorzej dla mnie.
~ Oczami Jacka ~
- Nie byłoby takich problemów gdybyś kilkaset lat temu nie zgwałcił jej matki! To wyłącznie twoja wina. Przyjąłeś ją bo wiedziałeś!
- Nie masz o nas pojęcia Jack! Jesteś zwykłym śmiertelnikiem!
- Ty za to nie odróżniasz jawy od rzeczywistości - Zdenerwowana Samanta Wtrąciła.
- Co?!
- Właśnie! Ciągle to pytanie. Gdybyś miał choć trochę jej genów, wiedziałbyś, że czasem śpisz gdy rozmawiasz z Tracy.
- Czyli nie jestem ojcem Mercy? - Zszokowany powiedział.
- Gorzej. Jesteś jej bratem! - Po tych słowach dosłownie nie ogarniam co tu się dzieje. Jakaś Tracy, Lucek bratem Mercy... Kim do cholery jest Anya? Lub moja żona?
- Jakim cudem? - Spytałem zakładając, że wszystko się wyjaśni.
- A takim! Matka naszej małej nie była wcale zwykłym człowiekiem. Najpierw była żoną poprzedniego Lucyfera. I urodziła Ciebie. Potem stała się Aniołem.
- Czekaj, czekaj. Jonathan chyba nie jest bratem Mercy?
- Nie przedstawiam wam prawdy z Darów Anioła. Nie jest jego matką.
- Dobra mów dalej - Zastygły Salomon wydał z siebie głos.
- Stała się Aniołem ale miłość między nią a twoim ojcem była niezmienna. W pewną noc przespali się razem. Dwa miesiące później znalazła innego. Ziemianina i boskim cudem jego nasienie wmieszało się w płód. Gdy Bóg dowiedział się o Tym , odebrał moc Hany, bo tak naprawdę miała na imię. Mercy stała się kimś. Nie wiemy dokładnie kim ale jedno jest pewne. Nie jest tylko osobą z piekła.
~ Oczami Jonathana ~
Ona się dzisiaj dziwnie zachowywała. Co z nią jest nie tak? Lucyfer? Jak można tak nazwać psa? Ta rękawiczka... Nie wydaje mi się żeby ona mogła się ciąć. Nie mogę czytać jej w myślach. Przez ten dar? Ona coś ukrywa.
~ Powrót do Mercy ~
Szybowanie uspokaja. Ten wiatr we włosach. Do tego już jest ciemno i lata się o piekło lepiej. Nikt nie przeszkadza i nie robi zdjęć, które lądują później w telewizji i wymyślają jakieś dziwne rzeczy typu człowiek ćma czy Chupacabra. Wylądowałam na skraju lasu i usiadłam na wielkim kamieniu. Otarłam łzę i przypomniałam sobie co mówiłam gdy chciałam dostać się do piekła. Kim ja wtedy byłam? Zabiłam mnóstwo ludzi. Zabiłam matkę. Tata ponoć umarł ale nie jestem pewna. Nie mogę Go zlokalizować.
Patrzyłam na drogę i czekałam aż zrobi się jasno. Koło trzeciej zaczęły jeździć samochody, skutery i ciężarówki. Jeden z nich się zatrzymał. Gościu w czarnym aucie z zaciemnionymi szybami. Otwarł drzwi i patrzył na mnie.
- No cześć, dowieźć Cię do domu? - Spytał i uśmiechał się wystawiając zęby.
- Nie dziękuję.
- No wsiadaj. Obiecuję, że z mojego domu pojedziemy prosto do twojego.
- Głuchy jesteś?! Nie!
- Wsiadaj! - Wyszedł z auta i podszedł do mnie. Chwyciłam Go za palec i złamałam. Tak by kość mu wystawała.
- Radzę panu posłuchać psycho-rapu. Na przykład Słoń - Ania. Wtedy będziesz sadysto wiedział, że lepiej nie gwałcić dzieci , a tym bardziej nastolatek, które potem są w niechcianej ciąży. Spływaj, albo będzie z Tobą źle. - Jeszcze tylko lewy sierpowy i odjechał. Ja ruszyłam do domu. Miałam nadzieję, że sytuacja się ustabilizowała i nie będzie żadnych krzyków.
Dzisiaj szkoła. Muszę się wyspać. Reszta na pewno się o mnie martwi.
*************
Rozdział taki pomieszany i można się pogubić wiem, ale nie hejtujcie mnie za to €: Miałam taką koncepcję żeby się tak namieszało.
Pozdrawiam
Nicol <3
- No co? Mam się spowiadać co będę robić?
- Nie, chcę żebyś uważała! I nie tylko to. Nie zawieraj znajomości z jakimiś divami. - Zaśmiał się.
- Oh! Co ja filmów nie oglądam? Wiem co jest grane w szkołach.. Proszę was.. - Uśmiechnęłam się i na pożegnanie pocałowałam opiekunów w policzek.
Dzisiaj chłodny dzień więc mój strój niczym się nie wyróżniał, ale za to postawa tak. Wszyscy przymuleni i mało energiczni szli jakby na wyrok. Ja ze słuchawkami radośnie maszerowałam i niczym się nie przejmowałam. Zapomniałam o fizyce ale to jakoś ujdzie. Nie każdy chyba jest taki dobry? Ja umiem na 4 i to już coś za jeden dzień! Dobra.. W wykonaniu kogoś z nadprzyrodzonymi mocami niezbyt. Ale to tylko drobne szczegóły. Gdy już dochodziłam do mojej nowej "budy " zdęłam słuchawki i z wrażenia lekko Otwarłam usta. Oczom nie wierzę! Szkoła jak ze snów. Z stolikami na lunch przed wejściem i poidełkiem. Ale gdy weszłam do środki nic mnie nie zaskoczyło. Wygląd rodem z amerykańskiego filmu o zakochanych nastolatkach ze szkołą w tle. Podeszłam do kartki z nowymi uczniami i zobaczyłam, że jestem w klasie C! Jej. Zawsze w niej byłam i mega się ucieszyłam. Moja pierwsza lekcja to historia. Dzień poprawił się jeszcze bardziej! Zadzwonił dzownek a ja czekałam pod drzwiami klasy aż nauczyciel po mnie wyjdzie. Po dłuższym czasie Otwarły się drzwi a on zmęczony powiedział: Wejdź.
Jak nakazał tak zrobiłam.
- Klaso! Powitajcie ciepło nową uczennice! Mercy Daredevil! Usiądź tam, za Jonathanem.
- Dobrze - Cicho powiedziałam i poszłam na miejsce. Oglądałam się za siebie i jedna osoba miałam specyficzne spojrzenie. Spojrzenie Ducha Świętego. Poczułam straszny ból głowy. I ledwo usiadłam. Ból trwał dopóki nauczyciel nie kazał odwrócić się duchowi. Ja odparłam z ulgą i spokojnie się rozpakowywałam.
- Świetne nazwisko. - Powiedział chłopaka z ławki przede mną.
- Tak. Znamy się?
- Nie. Ale jestem pierwszą osobą, która się do Ciebie odezwała. I raczej ostatnią.
- Słucham? Ty coś sugerujesz? Nie lubię takich typów.
- A ja takich ja Ty - Odwrócił się z powrotem do tablicy.
Lekcja zleciała a ja usiadłam na schodach i kontynuowałam czytanie fizyki. Jest nawet skomplikowana. Znów poczułam ten ból. Znów się na mnie gapi! Wstałam, podeszłam do niego i stanęłam na przeciw.
- Nie wiesz z kim zadzierasz istoto z wymiaru N!
- Z czarnym Aniołem złotko.
- Tak się składa, że z Upadłym. Do łazienki! - Chwyciłam wroga za kołnierz i zaciągłam do WC.
- Walczyć umiesz? - Spytał.
- Jasne! - Wyciągłam miecz i szybkim ruchem odcięłam mu głowę. Poszło jak składka. Miałam na koncie pierwszą niebiańską osobę. Teraz muszę tylko ukryć ciało. Z resztą.. Samo odpłynie do Nieba.
Wyszłam z łazienki jak gdyby nigdy nic i wróciłam na swoje miejsce. Super! Pierwszy dzień i już kogoś zabiłam. Nie dawno co myślałam, że to jest złe i brzydziłam się sobą. Druga lekcja była z naszym wychowawcą. Wpadł wprost na genialny pomysł. Marzyłam o tym...
- O! Mercy już jesteś! Panie Andersenn. Oprowadź koleżankę po szkole. Zwolnienie z lekcji - Uśmiechał się gruby w brylach.
- Oczywiście. Z miłą chęcią - Odpowiedział sarkastycznie.
Wstałam i wyszłam z klasy za nim.
- Mam pomysł. Możemy sobie gdzieś pójść i poudajemy, że mnie oprowadzałeś!
- Nie znasz pana Tomasa. Wypytuje wszystkich o wszystko.
Czemu zaprzeczył mojemu pomysłowi? Przecież nie przypadliśmy sobie do gustu?
- Słuchaj! Ty chcesz to zrobić?
- Jasne, że nie! -
Oburzył się nieco.
- To po co mam za Tobą łazić? I tak Cię nie będę słuchała!
- Bo musisz! Próbuje Ci pomóc. - Nachylił się nade mną bo muszę przyznać, że jest wysoki.
- Pomóc? W jaki sposób? - Odsunęłam się.
- Zrobię Ci teraz wykład bo sama tego chciałaś! Słuchaj, w tej szkole jest inaczej! Nie cieszę się, że padło na mnie i wogule mnie to dziwi! Jeżeli potem będziesz błądzić po szkole i pytać będą mieli Cię za idiotkę za Przeproszeniem! Muszę też wyjaśnić Ci jakie klasy są od czego!
- Tyle, że ja to wiem.. - Cicho wymamrotałam..
- Co?
- Nie, nic idźmy dalej.
Po dwóch godzinach nudnych zwiedzin szkoły były lekcje. Po lekcjach dom. Wzięłam swoje rzeczy i ze skwaszoną miną, wolno szłam do domu.
Nie poznałam nikogo miłego. Znaczy.. Jonathan był nawet. Ale czuję, że mi nie spasował.
Zaczęło pokrapywać więc przyspieszyłam krok. Kilka minut i już byłam na miejscu. Weszłam do sieni i Samanta podała mi gorąca czekoladę i koc. Ściągłam mokrą kurtkę i buty i usiadłam w fotelu. Grzejąc się myślałam o dzisiejszym zdarzeniu w szkolnym kiblu. Wpatrzona w świeczkę, która stała na stole odtwarzałam sobie moment ucięcia głowy . Podszedł do mnie Jack.
- Jak było?
- Koszmarnie! Wszyscy jacyś dziwni i każdy nauczyciel przynudza. Spotkało mnie dużo obraźliwych tekstów.
- Eh.. Tak to jest, poradzisz sobie - delikatnie Poklepał mnie po ramieniu a ja ukoiłam nerwy.
Po kilku minutach byłam już sucha i przestało padać. Samanta poprosiła mnie bym poszła do sklepu po cukier. Ubrałam się i wyszłam z domu. Nikogo w pobliżu nie było więc mogłam spokojnie użyć skrzydeł. Jak pomyślałam tak też zrobiłam. Po dotarciu na miejsce,
wylądowałam w niewidocznym miejscu i weszłam do sklepu. Kupiłam ten cholerny cukier i kierowałam się do domu. Gdy byłam już w połowie drogi zobaczyłam coś niepokojącego. Cukier spadł mi na ziemię a ja lekko odskoczyłam. Ludzie tego nie widzieli ale ja tak. Stały przede mną trzy demony, które się sprzeciwiły. Byłam w kropce. Nie mogłam użyć mocy bo by się zorientowali co jest grane. To był mój koniec. Ale co jest? Ktoś jednemu wbił miecz w serce... Drugiemu skręcił kark. Trzeci był najsilniejszy. I chwilowo Zamarł.. Moim oczom ukazał się Anioł. Piękne, rozłożyste białe skrzydła a w ręku złota włócznia. Odwrócił się w moją stronę i jeszcze bardziej nie mogłam uwierzyć. Był to Jonathan.
- Uciekaj! Nie stój tak! Uciekaj! - Wrzeszczał. Posłuchałam Go, byłam kompletnie zdezorientowana. Zdyszana wróciłam do domu i szybko Zamknęłam drzwi. To wszystko działo się tak szybko. Wszyscy Podbiegli do mnie i zadawali mnóstwo pytań na, które nie umiałam odpowiedzieć. Ocknęłam się z nieprzytomności i czekałam ma ich reakcję. Jack zaprowadził mnie do mojego pokoju i usiadł obok mnie.
- Co się stało? Dlaczego jesteś osłabiona? - Widać było, że się martwi.
- Trójca... Sprzeciwionych.. - Nie zdołałam więcej powiedzieć. Odpłynęłam.
Sen
Widzę małą dziewczynkę... To ja! Bawię się w ogrodzie z moim tatą. Jest pogodnie i słonecznie. Nagle niebo robi się szare a tata znika. Nigdy nie wiedziałam co się z nim stało i gdzie jest pochowany.
Potem silna jak nigdy idę korytarzem. Jest cięcie i widzę nagrobek a na nim napis: " Dave Ebrue ". Przypominam sobie, że to przyjaciel mojego taty... Widzę kartkę, palącą się kartkę i ostatnie słowa :" Mercy! Kryształ Przełamania. Mogiła - informacje. Demony coś planują...
Momentalnie się budzę. Cała spocona i Zdyszana. Wokół mnie, Samanta, Anya, Jack i Salomon?
- Muszę iść na cmentarz! - Krzyczę.
- W takim stanie? Po co?! - Pyta zatroskany Jack.
- Zwłoki Dave'a... Trzy Demony się wydostały! Chcą Kamienia!
- Na litość Lucka! Co do diabła?! Skąd wiesz? - Zdenerwowany Salomon pytał.
- Miałam sen! Proroczy...
Sprawy się lubią komplikować. To właśnie jedna z nich.
- Lucyfer musiał Ci go zesłać. Ale to trzeba na spokojnie. Jakim cudem Wróciłaś skoro napotkałaś trójce?
- Anioł mnie uratował.
- Anioł? - Powiedzieli równocześnie Jack i Salomon. Byli zdziwieni.
- W tym mieście nie ma żadnego Anioła. - Kontynuował Jack.
- No to Archanioł. - Powiedziałam spokojnym głosem.
- Co on z nimi zrobił?!
- Jednemu skręcił kark A drugiemu wbił w serce włócznie . Trzeci żyje.
- Tamte też będę żyć! Muszą się zregenerować. Odkrywanie tajemnicy twojego snu może poczekać. Demony odnawiają się około trzech do pięciu miesięcy. Znasz tego archanioła?
- Tak, jestem z nim w klasie. Jonathan Andersenn.
- O mój Lucku.. - Salomon jakby zasłabł.
- Coś nie tak?
- Emm... To jeden z tych, których Bóg niesamowicie kocha. I trzyma u boku. Ale nie powie mu, że jesteś z piekła. Teraz masz szansę na zdobycie jego zaufania. Wpuści Cię do Nieba a wtedy Ty je zniszczysz. - Zadowolony Salomon mówił. Za jego plecami płakała Samanta, Jack patrzył na mnie z żalem a Anya kręciła głową. Co miałam odmówić? Nie mogłam.
- Niestety w sumie to nie jest dobry pomysł, aby w pełni zniszczyć niebo. Ludzie zostaną wtedy z niczym - Oznajmił Jack. Wiedziałam, że ma rację ale nie mogłam zawieść mojego pana.
Po całym zamieszaniu poszłam spać. Bałam się jutra.
***
Szłam spokojnie korytarzem szkolnym z nadzieją, że mnie nikt nie zaczepi ale moje myśli były mylne. Poczułam dłoń na moim nadgarstku. Był to Jonathan i zaciągnął mnie do Kantora.
- To co wczoraj widziałaś... Słuchaj jestem Aniołem takim wyższym. I możesz przeżywać masakrę emocjonalną ale to prawda. Wierzysz mi? Masz dar bo widzisz zjawiska paranormalne i teraz musisz trzymać się mnie.
- Spoko. - Zadowolona powiedziałam. To był pierwszy krok do Przodu.
- Wogule nie zaszokowana?
- Czytałam gdzieś o aniołach. - Próbowałam wyprostować sytuacje.
- Aha. Dlaczego masz rękawiczkę? - Kurde. Mam znak piekieł i musiałam Go zakryć.
- Bo się tnę.
- Pokaż, wyleczę - Wziął moją dłoń.
- Nie! - Szybko mu ją Wyrwałam - Nie lubię jeśli ktoś mnie dotyka.
- Dobra rozumiem. Chodź na lekcję, po szkole pogadamy.
Mijały godziny, mijał czas. Szukałam wytłumaczenia na każde jego pytanie, które może mi zadać i nie interesowała mnie żadna lekcja. Gdy wreszcie usłyszałam dzownek szybko wybiegłam przed szkołę i czekałam na Jonathana. Po kilku chwilach się zjawił.
- Dobra. Najpierw powiedz mi co o mnie wiesz.
- Wszystko - Patrzyłam w dal.
- Jak To?
- Wszystko co powinnam. Czyli, że masz skrzydła, moce i możesz czytać w myślach i te podstawowe rzeczy. - Ruszyłam w drogę, on za mną.
- W twoich nie mogę. Wiem, że wszystko może Ci się wydawać dziwne przez to zdarzenie. Nie bez powodu na Ciebie trafiłem. Coś za tym stoi - Lekko się uśmiechnął.
- Znaczy.. W domu miałam moment Przełamania i prawie bym się wygadała bo dziwnie się czułam ale tego nie zrobiłam. Ludzie to osoby, które lubią wchodzić do dupy i by Cię znaleźli.
- Ehh.. Reakcja typowego człowieka.
Co? Nie! Nie chcę żeby mnie miał za typowego człowieka! Bo nim nie jestem. Jestem z piekła! Prawie bym mu powiedziała ale był jakiś wybuch, który totalnie mnie ogłuszył i chłopak stojący przed chwilą na przeciwko właśnie opierał się nade mną nad ziemią.
- Nasze drugie spotkanie a już romantyczne chwile mamy za sobą - Puścił się jedną ręką i Momentalnie leżał obok.
- Szczery jesteś - Dysząc powiedziałam.
- Czasami aż do bólu - Wstał i podał mi rękę bym mogła zrobić to samo. - Powiedz mi jedno. Wiedziałaś o tym, że masz dar?
- Nigdy. - Po tych słowach dostałam SMS-a. Był on od Any.
" Wracaj szybko. Lucyfer tu jest. "
- Cholera!
- Mercy? Wszystko w porządku? Jaki Lucyfer? - Dojrzał kawałek mojej wiadomości.
- Mój pies obronny. Nazywa się tak bo daje piekielne znaki, że może Cię zagryźć. I po prostu jest jak demon.
- Aha.
- Ty mówisz aha. Ja słyszę: Super, nie obchodzi mnie to.
- Już nigdy więcej nie powiem aha - Zaśmiał się. A ja Śpiesznie wracałam do domu.
- Muszę iść!
- Czekaj! Proszę!
Zatrzymałam się bo w jego głosie było coś, co nie pozwalało mi biec dalej.
- Co?!
- Nie powiedziałem Ci czegoś jeszcze.
- Dużo masz jeszcze tajemnic? Streszczaj się! - Sama nie byłam taka szczera ale to wina tego, że musiałam zniszczyć jego dom. I rodzinę..
- Tak naprawdę na wasze, ludzkie lata mam 19...
- Żartujesz? - Co! Lucyfer, on rżnie głupa czy co? - Jakim cudem się tu uczysz?
- Anielskie sztuczki. Leć, skoro to takie ważne. - Odwrócił się i znikł a ja zrobiłam to samo. Pojawiłam się przed drzwiami mojego domu i usłyszałam krzyki. Krzyk Jacka, Samanty i Lucyfera. Bałam się tam wejść.Gdy sytuacja trochę się opanowała weszłam jak gdyby, nigdy nic.
- Mercy! Musimy porozmawiać! I to poważnie! - Był bardzo zdenerwowany. Nie mam zielonego pojęcia dlaczego. Zrobiłam coś źle?
- To dziecko! - Wrzasnął Jack.
- Już nie. - Chwycił mnie mocno za ramię i zaprowadził do mojego pokoju. - Idziemy! Sami!
Zamknął drzwi i zaczął swoją gadkę , co ja to robię źle i takie tam. W końcu przeszedł do rzeczy.
- Pytam ostatni raz! Kochasz Go?! - Uderzył pięścią w stół.
- Nie! Jakbym mogła zakochać się w jeden dzień! Zwariowałeś?
- Musi być coś nie tak skoro demony się odezwały! Musi! To jest przez Ciebie, i Ty to odkręcisz!
Będziesz musiała zabić kilka osób. W prawdzie niewinnych ale no cóż. - Zachichotał. Byłam oburzona jego zachowanie i miałam ochotę wyrwać mu ten ogon! Wszystkie jego pazury i zmasakrować obślizłą twarz tego czegoś!
- Myślisz ,że ja tego chcę?! To się grubo mylisz! Będę robiła co będę chciała a nie to, co jakaś pokraka mi karze! - Ups! Chyba powiedziałam coś źle..
- Jak mnie nazwałaś? Śmiesz się sprzeciwiać? - Podniósł mnie w górę za gardło. Nie mogłam oddychać. On chyba serio jest moim ojcem, to co się ze mną działo ... Było nie do wytłumaczenia. Moje oczy.. Białe jak chmury. Stałam się demoniczną suką za przeproszeniem. Nie kontrolowałam tego a Salomon w końcu otwarł drzwi. Stał i oczom nie wierzył. W sumie , ja sobie też. Teraz rolę się odwróciły. On klęczał a ja trzymałam jego szyję.
- Błagaj o wybaczenie! Śmieciu! Błagaj! - Krzyczałam głosem, którego nie znałam. Po chwili się uspokoiłam i moje ciało wróciło do normy. Lucyfer przerażony dalej klęczał a wszyscy inni patrzyli na mnie wzrokiem potworów.
- Uczeń przerósł mistrza - Jak zawsze spokojny Salomon oznajmił.
- Co to było do cholery?!
- Jack... Ja nie wiem! - Wszyscy dawali mnóstwo pytań! Nie wiedziałam co zrobić! Gdy oni skakali sobie do gardeł ja z płaczem wyleciałam przez okno. Chciałam wrócić do domu. Do piekła. Na ziemi mam za dużo problemów. Moi opiekunowie myślą o mnie nie wiadomo co, jedyna osoba, którą najbardziej lubię - Anya pewnie też. Do Jonathana nie mogę polecieć i mu się zwierzyć bo by mnie na miejscu zabił. Co ja mam robić? Odebrać sobie życie? Jeszcze te trzy demony... Nie mam z nimi szans, nie sama! Chcę się cofnąć w czasie i wszystko odwrócić. Jak będę ukrywała prawdę przed innymi gdy dostanę takiego ataku jak dziś? Nie nam z kim porozmawiać... Nie chcę tak żyć. Mogłam być normalną osobą. Nie żyła bym w tej chwili i wszystko byłoby super. Ale oczywiście moja naiwność jest ode mnie silniejsza i w tym problem. Ciekawe co sobie myśli Jonathan... Nie jest głupi. Szybko złapie o co chodzi. Tym gorzej dla mnie.
~ Oczami Jacka ~
- Nie byłoby takich problemów gdybyś kilkaset lat temu nie zgwałcił jej matki! To wyłącznie twoja wina. Przyjąłeś ją bo wiedziałeś!
- Nie masz o nas pojęcia Jack! Jesteś zwykłym śmiertelnikiem!
- Ty za to nie odróżniasz jawy od rzeczywistości - Zdenerwowana Samanta Wtrąciła.
- Co?!
- Właśnie! Ciągle to pytanie. Gdybyś miał choć trochę jej genów, wiedziałbyś, że czasem śpisz gdy rozmawiasz z Tracy.
- Czyli nie jestem ojcem Mercy? - Zszokowany powiedział.
- Gorzej. Jesteś jej bratem! - Po tych słowach dosłownie nie ogarniam co tu się dzieje. Jakaś Tracy, Lucek bratem Mercy... Kim do cholery jest Anya? Lub moja żona?
- Jakim cudem? - Spytałem zakładając, że wszystko się wyjaśni.
- A takim! Matka naszej małej nie była wcale zwykłym człowiekiem. Najpierw była żoną poprzedniego Lucyfera. I urodziła Ciebie. Potem stała się Aniołem.
- Czekaj, czekaj. Jonathan chyba nie jest bratem Mercy?
- Nie przedstawiam wam prawdy z Darów Anioła. Nie jest jego matką.
- Dobra mów dalej - Zastygły Salomon wydał z siebie głos.
- Stała się Aniołem ale miłość między nią a twoim ojcem była niezmienna. W pewną noc przespali się razem. Dwa miesiące później znalazła innego. Ziemianina i boskim cudem jego nasienie wmieszało się w płód. Gdy Bóg dowiedział się o Tym , odebrał moc Hany, bo tak naprawdę miała na imię. Mercy stała się kimś. Nie wiemy dokładnie kim ale jedno jest pewne. Nie jest tylko osobą z piekła.
~ Oczami Jonathana ~
Ona się dzisiaj dziwnie zachowywała. Co z nią jest nie tak? Lucyfer? Jak można tak nazwać psa? Ta rękawiczka... Nie wydaje mi się żeby ona mogła się ciąć. Nie mogę czytać jej w myślach. Przez ten dar? Ona coś ukrywa.
~ Powrót do Mercy ~
Szybowanie uspokaja. Ten wiatr we włosach. Do tego już jest ciemno i lata się o piekło lepiej. Nikt nie przeszkadza i nie robi zdjęć, które lądują później w telewizji i wymyślają jakieś dziwne rzeczy typu człowiek ćma czy Chupacabra. Wylądowałam na skraju lasu i usiadłam na wielkim kamieniu. Otarłam łzę i przypomniałam sobie co mówiłam gdy chciałam dostać się do piekła. Kim ja wtedy byłam? Zabiłam mnóstwo ludzi. Zabiłam matkę. Tata ponoć umarł ale nie jestem pewna. Nie mogę Go zlokalizować.
Patrzyłam na drogę i czekałam aż zrobi się jasno. Koło trzeciej zaczęły jeździć samochody, skutery i ciężarówki. Jeden z nich się zatrzymał. Gościu w czarnym aucie z zaciemnionymi szybami. Otwarł drzwi i patrzył na mnie.
- No cześć, dowieźć Cię do domu? - Spytał i uśmiechał się wystawiając zęby.
- Nie dziękuję.
- No wsiadaj. Obiecuję, że z mojego domu pojedziemy prosto do twojego.
- Głuchy jesteś?! Nie!
- Wsiadaj! - Wyszedł z auta i podszedł do mnie. Chwyciłam Go za palec i złamałam. Tak by kość mu wystawała.
- Radzę panu posłuchać psycho-rapu. Na przykład Słoń - Ania. Wtedy będziesz sadysto wiedział, że lepiej nie gwałcić dzieci , a tym bardziej nastolatek, które potem są w niechcianej ciąży. Spływaj, albo będzie z Tobą źle. - Jeszcze tylko lewy sierpowy i odjechał. Ja ruszyłam do domu. Miałam nadzieję, że sytuacja się ustabilizowała i nie będzie żadnych krzyków.
Dzisiaj szkoła. Muszę się wyspać. Reszta na pewno się o mnie martwi.
*************
Rozdział taki pomieszany i można się pogubić wiem, ale nie hejtujcie mnie za to €: Miałam taką koncepcję żeby się tak namieszało.
Pozdrawiam
Nicol <3
piątek, 21 sierpnia 2015
Rozdział drugi.
Pakowałam się z płaczem i nadzieją ,że Lucyfer jeszcze to cofnie. Wiem, wiem. Strasznie histeryzuje ale ogromnie się boję ludzkości.I więzienia w niebie. Muszę robić wszystko ,żeby do niego się nie dostać! W taki sposób, gdy już nabiere sił spróbuję zdemaskować gdzie jest wejście do wymiaru N.Najgorsze jest to, że muszę chodzić do szkoły! I to z ludźmi.. Okropieństwo. Tracę nadzieje na sens mojego istnienia w tym miejscu.Dopiero po tylu latach się opamiętałam, co ja narobiłam. Teraz muszę siedzieć w tym gównie. I to sama! Nie mam znajomych na ziemi. Może kogoś poznam. Może.. Właśnie.. Wątpię ,że mnie zaakceptują.Wkładając ostanie rzeczy do torby spojrzałam na zdjęcie ojca. Gdybyś ze mną był.. Nie zrobiłabym tego. Posłuchałabym wtedy serca. Wiedziała ,że tak nie można, że krzywdzenie ludzi jest złe, że hektolitry krwi są zbędne. Ale cóż.. Trzeba iść do przodu. Jesteś silna - Powtarzałam sobie w myślach. Usiadłam na łóżku i czekałam na wysłannika. Po piętnastu minutach się zjawił.
- Trzeba iść - Powiedział sucho.
- Wiem - wstałam , zabrałam swoje rzeczy i podążałam za nim. - Żegnajcie mury piekła i inne komnaty mi tak bliskie. - Słona łza spływała po moim policzku. Wiedziałam ,że bez tego się nie obejdzie. Płakałam choć nawet nie wiem czemu? To tylko zejście na ziemię. Czy wszyscy z piekła tak mają? Wchodząc w pod piekła zobaczyłam czerwono-krwisty portal, a obok niego Lucyfera i Salomona. Któż to nas zaszczycił.. Przełamał się i wyszedł z nory. Połykałam ślinę i próbowałam wyrównać oddech.
- Spokojnie.. Wszystko będzie dobrze. Każdy się tak denerwuje. To tylko kwestia przyzwyczajenia. Potem nawet nie będziesz chciała tu wracać. Co gorsza możesz chcieć wstąpić do Nieba. - Jego twarz zmieniła wyraz na poważny. - Boisz się?
- Tak - Wyjąkałam cicho.
- Naprawdę nie ma czego. To tylko ziemska natura. Wpasujesz się, bez obaw.- Chwycił moją dłoń.- Gotowa?
- Nie.- Ten chyba nie dosłyszał i pociągnął mnie do portalu. Miałam ochotę stracić życie. Obudziłam się w czyimś ogrodzie. Muszę przyznać ,że jest całkiem, całkiem. Chryzantemy,Róże, Cykorie, - Kwiaty, to co kocham na ziemi. Wszędzie pełno różnobarwnych motyli i rozmaitych drzew. Powoli wstałam i odgarnęłam włosy.Ujrzałam duży, dwupiętrowy dom koloru białego z dużymi oknami na dole a mniejszymi u góry.Drzwi były ze świerku i pomalowane na ciemno. Podeszłam do nich i zapukałam kołatką i czekałam.Po dłuższej chwili kobieta w brunet włosach otworzyła wielkie, skrzypiące drzwi. Na pierwszy rzut oka wyglądała na bardzo miłą i sympatyczną kobietę.
- O! Już jesteś! Cieszę się ogromnie. Samanta jestem. - Podała mi dłoń.
- Ta.... Ja jestem Mercy.
- Wiem kochana. Wejdź, wejdź nie stój na tym dworze.. - Zamknęła za mną drzwi.- Rozgość się i czuj jak u siebie.
- Dziękuję. - Skinęłam głową i usiadłam na fotelu. Myślałam, że go złamałam bo strasznie skrzypiące są tu meble. Torby położyłam obok siebie i czekałam na resztę rodzinki.
Po chwili zauważyłam, że Samanta niesie zapażoną herbatę i ciasto. Za nią szedł mężczyzna i dziewczyna.
Wszyscy usiedli na przeciw mnie i gapili się jakbym im kogoś bliskiego zabiła.
- Jestem Jack, a to nasza córka Anya. - Przywitałam się z nią i zamilkłam.
- Powiedz nam. Ile masz lat? Tak normalnie. - Odezwała się Samanta.
- 1600.
- Takiej młodziutkiej dawno nie mieliśmy. Anya Zaprowadź Mercy do jej pokoju proszę.
- Dobrze. Chodź za mną.
Jak mi powiedziano tak i zrobiłam. Gromadka trochę sztywna ale ujdzie. Dom parterowy i stary. Białe ściany. Ciemne meble. Nawet. Nawet.
- To tu - Wskazała na podarte drzwi i weszła do swojego pokoju obok. Ja do swojego.
Nie robił wrażenia. Ściany oczywiście białe. Komoda i biurko stare i ciemne. Pod ścianą łóżko - stare. Krzesło i półka nad "spaniem ". Do komody włożyłam ciuchy. Na półkę postawiłam perfumy i takie tam a ma biurko swoje cenne książki o piekle. Pod łóżkiem był schowek. Włożyłam do niego broń i pyłki dymne . Usiadłam na łóżku i ciężko wzdychałam. Do żywych przywróciło mnie pukanie.
- Proszę! - Nie zadowolona powiedziałam. Chciałam mieć chwilę dla siebie. Drzwi się otworzyły a do pokoju weszła Anya.
- Cześć - Powiedziała nie śmiało.
- Cześ.
- Przyniosłam Ci ręczniki - podała je.
- Ty wiesz kim ja jestem?
- Tak. Ale... - Opuścił wzrok.
- Ale?
- Nie znam was. Żadna taka osoba ze mną nie rozmawiała. Uważali, że jestem głupia bo inaczej myślę. I jestem śmiertelnikiem. Dlatego.
- O. Współczuję... Widziałaś kiedyś Anioła Śmierci?
- Pod jego postacią nie ale zwyczajnie tak. Widziałam za to Anioła. Miał piekę białe i puszyste skrzydła - Mówiła z pasją.
- Chcesz zobaczyć czarne?
- Jeśli możesz to jasne.
- Okey - Stanęłam i swoje ogromne skrzydła rozłożyłam. Pięknie się prezentują, muszę przyznać. Stanęłam dumnie przed dziewczyną i czekałam na reakcję.
- Woow... Jakie mają wymiary?
- Dwa metry w długości a 150 cm w szerokości. - Zadowolona powiedziałam. Nie każdy może zadowalać takimi dużymi. Normalnie ma się mniejsze.
- Piękne. Jakie lśniące... Mogę dotknąć?
- No jasne! Co za pytanie. - Byłam mile zaskoczona tym pytaniem. Nigdy wcześniej tak nie postępował.
- Cudne. - Zachwyciła się nimi bardzo. Ruszyła nimi czasem. Głaskać też spróbowała.
- Możesz zrobić zdjęcie jak chcesz. Ale pod jednym warunkiem. Nie pokażesz Go, nikomu normalnemu.
- Najlepsza propozycja jaką dostałam - Ucieszyła się Anya. Poszła po aparat fotograficzny i w mig zrobiła kilkanaście zdjęć. Potem wspólnie wybierałyśmy najlepsze i tak nam zleciał dzień. Pod wieczór wzięłam kąpiel, zjadłam kolację i położyłam się spać. Rano czekał mnie ciężki dzień. Musiałam zabrać kilka dusz i pochłonąć trochę wiedzy. O społeczeństwie szkolnym. I lekcjach...
***
Wstałam, nie chciało mi się ogarniać więc użyłam trochę mocy. Nie powinnam ale zasady to zasady. Stworzone do łamania. Spakowałam broń i wyleciałam przez okno. Musiałam wznieść się wysoko żeby ludzkość nie zastanawiała się co to za gatunek ptaka. Lecąc mijałam innych upadłych. Znacznie brzydszych. Nie żeby coś. Mieli poszarpane skrzydła...
Po dotarciu na miejsce przesiadłam na mogile. O. Nie muszę zabijać... Wystarczy zabrać duszę. Weszłam do kostnicy i podeszłam do odpowiedniego ciała. Położyłam dłoń na głowie zmarłego i Zamknęłam oczy. Po chwili przede mną stał duch mordercy. Tym lepiej dla mnie. Doznał chyba szoku.
- Ki ...Kim jesteś?! - Przerażony odskoczył.
- Spokojnie. Przykro mi ale idzie pan do piekła. Woli pan sale prostytutek czy tortur?
- To pierwsze.. Ekstra!
- Cieszę się, że tak to przyjąłeś. - Teleportowałam Go do piekła.
No! Zostało jeszcze dokładnie piętnaście osób. Szybko zleci.
***
Po tych wszystkich zmaganiach się z tym okropieństwem wróciłam do domu. Na powitanie usłyszałam głos Jack'a.
- Gdzie byłaś?!
- W pracy.
- Nie możesz bez mojej zgody wychodzić z domu. - Wyraźnie był zdenerwowany.
- Ależ mogę! - Stawiałam opór.
- Abizu nie wyraził na to zgody! - Stawiał na swoje ale trochę się pomylił..
- Przepraszam bardzo ale Abizu nie miał nic wspólnego z tym , że zostałam wysłana na ziemię. Nawet mnie nie uczył! - Powiedziałam stanowczo.
- Jak to? - Jego głos się zmiękczył i wystraszył się mojej wypowiedzi.
- Tak to! - Do salonu przebiegła Samanta.
- Co tu się dzieje?! Mercy idź do pokoju. - Nie posłuchałam i schowałam się za ścianę.
- Ta dziewczyna uważa, że może wychodzić bez mojej zgody z domu!
- Człowieku, czyś Ty na głowę upadł?! Takie powitanie? Co ona sobie o nas pomyśli! A tak po za tym ma rację!
- Jakim cudem?!
- Słodki Jezu! Czytałeś to co nam z piekła wysłano?
- Nie. Zawsze pisze to samo. Po co miałem się wysilać. - Patrzył na małżonkę dziwacznym spojrzeniem.
- Nie zawsze. Geniusz normalnie. Zesłał ją sam Lucyfer! Najwyższy z najwyższych. I może robić co chce i kiedy chcę! Masz gówno do rządu Jack.
- Boże - Oparł się o rogówkę.
- Właśnie! Niezła partia.
- Nie wiedziałem. Mercy! Wybacz - Krzyknął. A ja nie zainteresowana przeprosinami poszłam czytać ziemskie książki. Znaczy... Wogule ich nie ruszyłam, zajęłam się lekcjami takimi jak: geografia, chemia. Biologia i te inne..Byłam znudzona i nieźle chciało mi się spać. Oczy same mi się zamykały i ciągle ziewałam. Wyczarowałam sobie kubek kawy i czytałam dalej. Najbardziej interesowała mnie historia.
Do pokoju wszedł zażenowany Jack. Stanął pod ścianą i schował ręce do kieszeni.
- Przepraszam Cię, to nie powinno się tak potoczyć. - Spuścił wzrok.
- Nie no, spoko. Rozumiem Cię, mieliście już sporo osób. Mogłeś się nie spodziewać, że ktoś z wyższej półki się tu zjawi. A tak na marginesie, jesteś pierwszą osobą, która mnie przeprosiła. W piekle się tego nie robi. - Próbowałam wyprostować sytuacje.
- Uff... Kamień mi z serca spadł. Sądziłem, że mnie jakoś ukarzesz za niewłaściwe zachowanie. - Uspokojony wyszedł z pokoju a ja pogrążyłam się w rozpaczy. Wogule nie rozumiałam fizyki ...
Pod wieczór zeszłam na kolację. Podano sałatkę i sok. Byłam zadowolona. Lubię sałatki.
Była taka cisza, że nie mogłam wytrzymać. Dobra, słyszałam mlaskanie Jacka i pociągania nosem Samanty.
- To kiedy pójdę do szkoły?
- Jutro. - Odpowiedziała Samanta.
- Co?! - Przestraszyłam się - Ale ja muszę jeszcze opanować jeden przedmiot!
- Zrobisz to w między czasie. - Odparł Jack.
- Będę tam z An...- Nie dokończyłam.
- Nie. Ja chodzę do innej szkoły, znaczy liceum. Do gorszego. Ale znam dużo osób z Armado. - Śpiesznie powiedziała Anya.
- Armado?!
- Twoje liceum nazywa się tak na cześć prezydenta tego miasta. De'lative. Ogólnie są tam spoko ludzie. Życzę powodzenia. - Z uśmiechem oodniosła talerz i szklankę do zlewu po czym skierowała się na górę.
Lekko wzdychałam i zrobiłam to samo. Potem walnęłam się na łóżko i Zamknęłam oczy.
Myślałam co to będzie? Czy ja nie zwariuje? I czy wytrzymam...
*******
Rozdział drugi trochę dłuższy <; W następnym Mercy pozna Jonathana,choć nie będzie to miły początek (:
Nicol ♥
- Trzeba iść - Powiedział sucho.
- Wiem - wstałam , zabrałam swoje rzeczy i podążałam za nim. - Żegnajcie mury piekła i inne komnaty mi tak bliskie. - Słona łza spływała po moim policzku. Wiedziałam ,że bez tego się nie obejdzie. Płakałam choć nawet nie wiem czemu? To tylko zejście na ziemię. Czy wszyscy z piekła tak mają? Wchodząc w pod piekła zobaczyłam czerwono-krwisty portal, a obok niego Lucyfera i Salomona. Któż to nas zaszczycił.. Przełamał się i wyszedł z nory. Połykałam ślinę i próbowałam wyrównać oddech.
- Spokojnie.. Wszystko będzie dobrze. Każdy się tak denerwuje. To tylko kwestia przyzwyczajenia. Potem nawet nie będziesz chciała tu wracać. Co gorsza możesz chcieć wstąpić do Nieba. - Jego twarz zmieniła wyraz na poważny. - Boisz się?
- Tak - Wyjąkałam cicho.
- Naprawdę nie ma czego. To tylko ziemska natura. Wpasujesz się, bez obaw.- Chwycił moją dłoń.- Gotowa?
- Nie.- Ten chyba nie dosłyszał i pociągnął mnie do portalu. Miałam ochotę stracić życie. Obudziłam się w czyimś ogrodzie. Muszę przyznać ,że jest całkiem, całkiem. Chryzantemy,Róże, Cykorie, - Kwiaty, to co kocham na ziemi. Wszędzie pełno różnobarwnych motyli i rozmaitych drzew. Powoli wstałam i odgarnęłam włosy.Ujrzałam duży, dwupiętrowy dom koloru białego z dużymi oknami na dole a mniejszymi u góry.Drzwi były ze świerku i pomalowane na ciemno. Podeszłam do nich i zapukałam kołatką i czekałam.Po dłuższej chwili kobieta w brunet włosach otworzyła wielkie, skrzypiące drzwi. Na pierwszy rzut oka wyglądała na bardzo miłą i sympatyczną kobietę.
- O! Już jesteś! Cieszę się ogromnie. Samanta jestem. - Podała mi dłoń.
- Ta.... Ja jestem Mercy.
- Wiem kochana. Wejdź, wejdź nie stój na tym dworze.. - Zamknęła za mną drzwi.- Rozgość się i czuj jak u siebie.
- Dziękuję. - Skinęłam głową i usiadłam na fotelu. Myślałam, że go złamałam bo strasznie skrzypiące są tu meble. Torby położyłam obok siebie i czekałam na resztę rodzinki.
Po chwili zauważyłam, że Samanta niesie zapażoną herbatę i ciasto. Za nią szedł mężczyzna i dziewczyna.
Wszyscy usiedli na przeciw mnie i gapili się jakbym im kogoś bliskiego zabiła.
- Jestem Jack, a to nasza córka Anya. - Przywitałam się z nią i zamilkłam.
- Powiedz nam. Ile masz lat? Tak normalnie. - Odezwała się Samanta.
- 1600.
- Takiej młodziutkiej dawno nie mieliśmy. Anya Zaprowadź Mercy do jej pokoju proszę.
- Dobrze. Chodź za mną.
Jak mi powiedziano tak i zrobiłam. Gromadka trochę sztywna ale ujdzie. Dom parterowy i stary. Białe ściany. Ciemne meble. Nawet. Nawet.
- To tu - Wskazała na podarte drzwi i weszła do swojego pokoju obok. Ja do swojego.
Nie robił wrażenia. Ściany oczywiście białe. Komoda i biurko stare i ciemne. Pod ścianą łóżko - stare. Krzesło i półka nad "spaniem ". Do komody włożyłam ciuchy. Na półkę postawiłam perfumy i takie tam a ma biurko swoje cenne książki o piekle. Pod łóżkiem był schowek. Włożyłam do niego broń i pyłki dymne . Usiadłam na łóżku i ciężko wzdychałam. Do żywych przywróciło mnie pukanie.
- Proszę! - Nie zadowolona powiedziałam. Chciałam mieć chwilę dla siebie. Drzwi się otworzyły a do pokoju weszła Anya.
- Cześć - Powiedziała nie śmiało.
- Cześ.
- Przyniosłam Ci ręczniki - podała je.
- Ty wiesz kim ja jestem?
- Tak. Ale... - Opuścił wzrok.
- Ale?
- Nie znam was. Żadna taka osoba ze mną nie rozmawiała. Uważali, że jestem głupia bo inaczej myślę. I jestem śmiertelnikiem. Dlatego.
- O. Współczuję... Widziałaś kiedyś Anioła Śmierci?
- Pod jego postacią nie ale zwyczajnie tak. Widziałam za to Anioła. Miał piekę białe i puszyste skrzydła - Mówiła z pasją.
- Chcesz zobaczyć czarne?
- Jeśli możesz to jasne.
- Okey - Stanęłam i swoje ogromne skrzydła rozłożyłam. Pięknie się prezentują, muszę przyznać. Stanęłam dumnie przed dziewczyną i czekałam na reakcję.
- Woow... Jakie mają wymiary?
- Dwa metry w długości a 150 cm w szerokości. - Zadowolona powiedziałam. Nie każdy może zadowalać takimi dużymi. Normalnie ma się mniejsze.
- Piękne. Jakie lśniące... Mogę dotknąć?
- No jasne! Co za pytanie. - Byłam mile zaskoczona tym pytaniem. Nigdy wcześniej tak nie postępował.
- Cudne. - Zachwyciła się nimi bardzo. Ruszyła nimi czasem. Głaskać też spróbowała.
- Możesz zrobić zdjęcie jak chcesz. Ale pod jednym warunkiem. Nie pokażesz Go, nikomu normalnemu.
- Najlepsza propozycja jaką dostałam - Ucieszyła się Anya. Poszła po aparat fotograficzny i w mig zrobiła kilkanaście zdjęć. Potem wspólnie wybierałyśmy najlepsze i tak nam zleciał dzień. Pod wieczór wzięłam kąpiel, zjadłam kolację i położyłam się spać. Rano czekał mnie ciężki dzień. Musiałam zabrać kilka dusz i pochłonąć trochę wiedzy. O społeczeństwie szkolnym. I lekcjach...
***
Wstałam, nie chciało mi się ogarniać więc użyłam trochę mocy. Nie powinnam ale zasady to zasady. Stworzone do łamania. Spakowałam broń i wyleciałam przez okno. Musiałam wznieść się wysoko żeby ludzkość nie zastanawiała się co to za gatunek ptaka. Lecąc mijałam innych upadłych. Znacznie brzydszych. Nie żeby coś. Mieli poszarpane skrzydła...
Po dotarciu na miejsce przesiadłam na mogile. O. Nie muszę zabijać... Wystarczy zabrać duszę. Weszłam do kostnicy i podeszłam do odpowiedniego ciała. Położyłam dłoń na głowie zmarłego i Zamknęłam oczy. Po chwili przede mną stał duch mordercy. Tym lepiej dla mnie. Doznał chyba szoku.
- Ki ...Kim jesteś?! - Przerażony odskoczył.
- Spokojnie. Przykro mi ale idzie pan do piekła. Woli pan sale prostytutek czy tortur?
- To pierwsze.. Ekstra!
- Cieszę się, że tak to przyjąłeś. - Teleportowałam Go do piekła.
No! Zostało jeszcze dokładnie piętnaście osób. Szybko zleci.
***
Po tych wszystkich zmaganiach się z tym okropieństwem wróciłam do domu. Na powitanie usłyszałam głos Jack'a.
- Gdzie byłaś?!
- W pracy.
- Nie możesz bez mojej zgody wychodzić z domu. - Wyraźnie był zdenerwowany.
- Ależ mogę! - Stawiałam opór.
- Abizu nie wyraził na to zgody! - Stawiał na swoje ale trochę się pomylił..
- Przepraszam bardzo ale Abizu nie miał nic wspólnego z tym , że zostałam wysłana na ziemię. Nawet mnie nie uczył! - Powiedziałam stanowczo.
- Jak to? - Jego głos się zmiękczył i wystraszył się mojej wypowiedzi.
- Tak to! - Do salonu przebiegła Samanta.
- Co tu się dzieje?! Mercy idź do pokoju. - Nie posłuchałam i schowałam się za ścianę.
- Ta dziewczyna uważa, że może wychodzić bez mojej zgody z domu!
- Człowieku, czyś Ty na głowę upadł?! Takie powitanie? Co ona sobie o nas pomyśli! A tak po za tym ma rację!
- Jakim cudem?!
- Słodki Jezu! Czytałeś to co nam z piekła wysłano?
- Nie. Zawsze pisze to samo. Po co miałem się wysilać. - Patrzył na małżonkę dziwacznym spojrzeniem.
- Nie zawsze. Geniusz normalnie. Zesłał ją sam Lucyfer! Najwyższy z najwyższych. I może robić co chce i kiedy chcę! Masz gówno do rządu Jack.
- Boże - Oparł się o rogówkę.
- Właśnie! Niezła partia.
- Nie wiedziałem. Mercy! Wybacz - Krzyknął. A ja nie zainteresowana przeprosinami poszłam czytać ziemskie książki. Znaczy... Wogule ich nie ruszyłam, zajęłam się lekcjami takimi jak: geografia, chemia. Biologia i te inne..Byłam znudzona i nieźle chciało mi się spać. Oczy same mi się zamykały i ciągle ziewałam. Wyczarowałam sobie kubek kawy i czytałam dalej. Najbardziej interesowała mnie historia.
Do pokoju wszedł zażenowany Jack. Stanął pod ścianą i schował ręce do kieszeni.
- Przepraszam Cię, to nie powinno się tak potoczyć. - Spuścił wzrok.
- Nie no, spoko. Rozumiem Cię, mieliście już sporo osób. Mogłeś się nie spodziewać, że ktoś z wyższej półki się tu zjawi. A tak na marginesie, jesteś pierwszą osobą, która mnie przeprosiła. W piekle się tego nie robi. - Próbowałam wyprostować sytuacje.
- Uff... Kamień mi z serca spadł. Sądziłem, że mnie jakoś ukarzesz za niewłaściwe zachowanie. - Uspokojony wyszedł z pokoju a ja pogrążyłam się w rozpaczy. Wogule nie rozumiałam fizyki ...
Pod wieczór zeszłam na kolację. Podano sałatkę i sok. Byłam zadowolona. Lubię sałatki.
Była taka cisza, że nie mogłam wytrzymać. Dobra, słyszałam mlaskanie Jacka i pociągania nosem Samanty.
- To kiedy pójdę do szkoły?
- Jutro. - Odpowiedziała Samanta.
- Co?! - Przestraszyłam się - Ale ja muszę jeszcze opanować jeden przedmiot!
- Zrobisz to w między czasie. - Odparł Jack.
- Będę tam z An...- Nie dokończyłam.
- Nie. Ja chodzę do innej szkoły, znaczy liceum. Do gorszego. Ale znam dużo osób z Armado. - Śpiesznie powiedziała Anya.
- Armado?!
- Twoje liceum nazywa się tak na cześć prezydenta tego miasta. De'lative. Ogólnie są tam spoko ludzie. Życzę powodzenia. - Z uśmiechem oodniosła talerz i szklankę do zlewu po czym skierowała się na górę.
Lekko wzdychałam i zrobiłam to samo. Potem walnęłam się na łóżko i Zamknęłam oczy.
Myślałam co to będzie? Czy ja nie zwariuje? I czy wytrzymam...
*******
Rozdział drugi trochę dłuższy <; W następnym Mercy pozna Jonathana,choć nie będzie to miły początek (:
Nicol ♥
wtorek, 18 sierpnia 2015
Rozdział Pierwszy.
Siedzę na zajęciach i umieram z nudów. Agares nie potrafi opowiadać. Inni wsłuchują się z pasją. Mnie to nie interesuję, wolę tematy powiązane z walką oraz niebem. Chciałabym wiedzieć więcej. Mam za sobą zabieranie kilku dusz i tak dalej, ale to nie wystarcza. Jestem w wymiarze P, a jak dostać się do wymiaru N? Poszperam potem w bibliotece. O! Mówi coś ciekawego, chyba...
- Teraz przejdźmy do tak zwanego " Zbiegu PZN". Jest to zjawisko bardzo rzadkie i niektórym znane. Mianowicie chodzi tu o spotkanie się przedstawicieli obu stron, podczas odbierania/zabierania duszy. Jeżeli dochodzi do takich wypadków oznacza to, że osoba pozostaje w czyśćcu. Można spotkać nawet Anioła ,który siedzi u boku Boga. Na przykład Fra Angelico. Michała czy Gabriela.
Ale ten temat jest mało potrzebny. Czy są jakieś niebezpieczeństwa ze strony ziemi? Oczywiście. Może nas ujrzeć człowiek w nieodpowiednim momencie. Jakim? Jak na przykład morujemy czy mamy zamiar opętać człowieka. Odradzam wam tego ponieważ, ziemscy egzorcyści są wszechstronnie utalentowani w odpędzaniu nas, a potem to nas tylko osłabi. Zaś gdy nakryje nas człowiek , po odejściu może donieść duchom świętym. Grozi to walką sam na sam, na arenie Terra.
Co to takiego arena Tera? Rozgrywane są tam bitwy, wyścigi i inne rzeczy między wymiarem P a N .
Dziękuję to koniec na dziś, jakbyście czegoś potrzebowali roszę przygotować pytania, ja postaram się na nie odpowiedzieć w najbliższym czasie. Do widzenia !
Nareszcie. Chociaż było to nawet interesujące. Idąc szkolnym korytarzem zaczepił mnie pewien upadły.
- Cześć koścista, masz może chwilę?
- Zależy na co?
- Oj ... Dużo by tego wymieniać. - Jego oczy zaczerwieniały się stopniowo. Już wiedziałam o co chodzi.
- Nie dzięki, jak szukasz dziwek, to sala numer 456. Nie ma za co.
- Dzięki.
Jacy zboczeńce po tym piekle chodzą. Egh, aż mnie Ciary przeszły. No ale co ja sobie wyobrażałam wstępując do tego miejsca.. Idąc dalej szarym korytarzem wpadłam na Lucyfera.
- Przepraszam najmocniej! Nie chciałam - Tłumaczyłam się nie potrzebnie.
- Ależ nic się nie stało, tak się składa ,że mam do Ciebie sprawę.
- Do mnie ?! - Zdenerwowana stałam z książką do nauki. Była zdziwiona że po tylu latach się do mnie odezwał.
- Tak, przyjdź jutro po północy do mojego gabinetu. - Odszedł z dostojnością.
Ciary mnie przebiegły. O co mu może chodzić? Matko Salomona.. Byle bym nie wypadła z piekła. Miałam iść do biblioteki! Olśnienie, pokierowałam się ku niej. Po drodze rozmawiałam z kilkoma osobami czy są takie książki w ogóle w naszej skarbnicy.
Gdy po dłuższej chwili znalazłam odpowiedni regał byłam w piekło wzięta. Jest! Gruba książka z czarno-czerwoną okładką. Na grzbiecie napisane było : "Tajemnice Niebios ".
Wzięłam ją i usiadłam przy oknie na pierzące się rzeczy śmiertelników, ale widoczki...
Zaczęłam przebierać po rozdziałach ale ani widu, ani słychu o tym, jak dostać się do Nieba. Zażenowana odłożyłam książkę na półkę i rozczarowana wyszłam z biblioteki. Wszystko się we mnie gotowało! Miałam taką nadzieję. Myślałam ,że uda mi się wkraść do wymiaru N i... Zniszczyć wszystko co z pod anielskiego pióra wzięte. Okropnie się czułam, a taki tytuł..Lucek! Abizu... Tak bardzo chciałam być pierwszą z wszystkich istot piekielskich ,która tam wejdzie! Zaraz coś jest nie tak, poczułam chłód w nogach... Księga ,którą otworzyłam była niebieska a wszystko inne wokół znikało. Zostałam tylko ja i to, co miałam czytać. I krzesło... Wzięłam nie pewnie pisadło i usiadłam na siedzeniu. Ostrożnie i powoli otwarłam książkę, Napis zaczął krwawić ku memu zdziwieniu. Przewróciłam stronę i ujrzałam wielki niebieski napis : "Wymiar N bliski Wymiarze P ".
Zaczęłam zachłannie szukać informacji o Aniołach i Archaniołach.
Archanioł – w niektórych religiach:każdy byt duchowny, stojący w hierarchii niebiańskiej wyżej niż pozostali aniołowie,naczelnik aniołów..
- Przepraszam najmocniej! Nie chciałam - Tłumaczyłam się nie potrzebnie.
- Ależ nic się nie stało, tak się składa ,że mam do Ciebie sprawę.
- Do mnie ?! - Zdenerwowana stałam z książką do nauki. Była zdziwiona że po tylu latach się do mnie odezwał.
- Tak, przyjdź jutro po północy do mojego gabinetu. - Odszedł z dostojnością.
Ciary mnie przebiegły. O co mu może chodzić? Matko Salomona.. Byle bym nie wypadła z piekła. Miałam iść do biblioteki! Olśnienie, pokierowałam się ku niej. Po drodze rozmawiałam z kilkoma osobami czy są takie książki w ogóle w naszej skarbnicy.
Gdy po dłuższej chwili znalazłam odpowiedni regał byłam w piekło wzięta. Jest! Gruba książka z czarno-czerwoną okładką. Na grzbiecie napisane było : "Tajemnice Niebios ".
Wzięłam ją i usiadłam przy oknie na pierzące się rzeczy śmiertelników, ale widoczki...
Zaczęłam przebierać po rozdziałach ale ani widu, ani słychu o tym, jak dostać się do Nieba. Zażenowana odłożyłam książkę na półkę i rozczarowana wyszłam z biblioteki. Wszystko się we mnie gotowało! Miałam taką nadzieję. Myślałam ,że uda mi się wkraść do wymiaru N i... Zniszczyć wszystko co z pod anielskiego pióra wzięte. Okropnie się czułam, a taki tytuł..Lucek! Abizu... Tak bardzo chciałam być pierwszą z wszystkich istot piekielskich ,która tam wejdzie! Zaraz coś jest nie tak, poczułam chłód w nogach... Księga ,którą otworzyłam była niebieska a wszystko inne wokół znikało. Zostałam tylko ja i to, co miałam czytać. I krzesło... Wzięłam nie pewnie pisadło i usiadłam na siedzeniu. Ostrożnie i powoli otwarłam książkę, Napis zaczął krwawić ku memu zdziwieniu. Przewróciłam stronę i ujrzałam wielki niebieski napis : "Wymiar N bliski Wymiarze P ".
Zaczęłam zachłannie szukać informacji o Aniołach i Archaniołach.
Archanioł – w niektórych religiach:każdy byt duchowny, stojący w hierarchii niebiańskiej wyżej niż pozostali aniołowie,naczelnik aniołów..
Określenie te dotyczy jednego z dziewięciu chórów anielskich. Zazwyczaj archaniołowie są utożsamiani z najwyższymi książętami nieba. Jednak według Pseudo-Dionizego stanowią oni ósmy dziewięciu chór anielski. Stoją na czele hufców anielskich.Według różnych tradycji różna jest liczba archaniołów,przy czym zazwyczaj wymienia się siedmiu..
Anioł - byt duchowny w wielu religiach,który służy i na różne sposoby wypełnia zamysły Boga. Za dużo informacji to tu nie ma, wszystko to już wiem.. Nadzieja matką głupich. Do stu diabłów! Co mam zrobić by dowiedzieć się, jak się tam dostać? Szperam i szperam od ponad pół godziny w tej księdze i nic. czytałam coś o skrzydłach anioła niebieskiego i prawie usnęłam. Wszystko we mnie wrzało i złość ,która mnie ogarniała była nie miłosierna . Gdy chciałam odłożyć źródło informacji na miejsce, wypadł z niego tajemniczy urywek strony. Wzięłam go i poszłam do swojego pokoju.
No to czytamy - Pomyślałam.
" Istoty z piekła naturalnie mogą wejść do Nieba. Staję się to tylko wtedy, gdy upadły anioł, chimera, byt, demon itp. zdobędą zaufanie niebiańskiego osobnika".
Tyle? Serio? Lepsze to, niż nic. Tylko jak ja mam spotkać kogoś takiego? Abizu.. Idę spać. W końcu muszę iść na to spotkanie z Luckiem, denerwuję się bo mogę mieć przesrane ale.. Chcę tam iść.
Zasnęłam z wymieszanymi uczuciami.
***
Dobra idę! Raz kozie śmierć. Co?! Ja nie mogę zginąć, ale ze mnie głuptas. Omijałam nie miłe portrety demonów i jakichś dziwacznych istot. Gdy doszłam do wielkich drzwi, nerwowo zapukałam.
- Proszę! - Głos dochodzący z gardła Lucyfera aż mnie przeraził. Słyszę go tyle razy ale ten był inny.Wchodzę wystraszona , staję przed nim i mówię :
- Tak?
- Usiądź proszę, wyglądasz jakbyś na jakąś egzekucje miała iść. - Zaśmiał się złowieszczo.
- O co chodzi ? - Spytałam jak dziecko. Zrobiło mi się głupio. Tu taka odważna i wo gule a tu się boję normalnej rozmowy.
- Wezwałem Ciebie ponieważ bardzo mi imponujesz. Jesteś absolutnym skarbem w całym piekle. Czasem zastanawiam się czy przypadkiem nie jestem twoim ojcem. Nie no, żartuję. Nie spinaj się tak. - Uśmiechnęłam się i trochę mi ulżyło - A więc, chodzi tu o to, że zejdziesz na ziemię. - Spanikowałam - Będziesz chodzić do szkoły, i ześlemy Cię o rodziny ,która jest w tym specem. Ale sztuka w tym, że Ty też musisz dochować tajemnicy.
- Ale po co?
- Żeby wykonywać swoją czynność. Nadszedł czas Mercy.
- Na co?
- Na pracę, jeden z odbieraczy duszy został złapany. Zastąpisz Go. Do widzenia.
Wyszłam i stałam wryta jak słup. Bardzo się przestraszyłam. Chciałam to robić sto lat temu. Ale jak teraz o tym myślę to mnie ciarki przechodzą. Jak ja się odnajdę w samym centrum ludzkości - Szkole. Dlaczego Ja?! Bo jestem taka dobra? Co ja narobiłam ,że wplątałam się w piekło. O czym ja myślałam. Zabiłam matkę! Jestem okropna. Zalana łzami szłam przed siebie. Jutro miało to nastąpić? Kiedy! Nie jestem gotowa. Nie umiem zebrać się w sobie.Jak pozbierać myśli, wciąż są nie poukładane? A co jeśli zdemaskują i mnie? Będę w Anielskim więzieniu. Boję się pierwszy raz w życiu - Tak Naprawdę.
Jest druga notka :) Myślę ,że się podoba. Zmieniłam trochę szablon boga bo tamten nie miał nic wspólnego z treścią. :* Buziole !
Nicol ♥
sobota, 1 sierpnia 2015
Prolog.
Jestem Mercy. Stoję u bram piekła. Jestem jedną z dziesięciu tysięcy,która chcę zostać Aniołem śmierci. Wpuszczą tylko szóstkę. Tą najwspanialszą i najbardziej zdolną do siania zła po świecie.
Może i nie jestem tym typem, ale wiem jedno. Chcę mordować i odbierać duszę zmarłych. Zrobię wszystko co w mojej mocy, by zostać diabelskim wcieleniem. Nie po to zabiłam mnóstwo osób żeby teraz zostać olaną. Moje miejsce jest tutaj i tego dowiodę ! Choćby nie wiem co. I nic ani nikt nie stoi mi na przeszkodzie. Jestem zimna i nie mam serca. Mój świat jest szary a ja jestem pesymistką. Króluję tu gniew, zło i smutek. Nie ma miejsca na radość i kolory tęczy. Jest spustoszenie !
Czy Lucyfer wybierze mnie? Okaże się Czy zostanę tym, czym chcę zostać? Okaże się. Najpierw będę musiała się przedstawić i zadowolić demony, zmory i inne zjawy. Pomiędzy Piekłem a Niebem jest wojna, trzeba ją zakończyć. Oni zaczęli , my skończymy.
Cała drżę przed wejściem na sale tortur. Jak to ze mną będzie? Mogę spalić się ze wstydu.Mogę w jednym momencie zniknąć jak moi poprzednicy gdy powiem coś nie tak. Raz się żyję. Znaczy.. Będę żyła wiecznie jak się dostanę do armii upadłych.
Opierając się już wiedziałam ,że zaraz nastąpi ta chwila. Serce kołatało mi nie miłosiernie.
Zza drzwi wydobył się ciężki, niski głos.
- Mercy Daredevil....
Weszłam pewnym krokiem. Stanęłam przed radą złych i zaczęłam mówić.
- Moje imię to Mercy. Na nazwisko mam Daredevil. Zabiłam dokładnie tysiąc-pięćset-trzydzieści-dwie osoby. W tym kobiety i dzieci. Mam 16 lat. Wiem, jestem trochę młoda ale to nie stoi mi na drodze. Wiek nie m znaczenia. Ważne są umiejętności i rozum. Trzeba myśleć logicznie i rzecz jasna źle. Trzeba robić wszystko ,żeby pokazać tym z Niebios ,że są słabsi. Są gorsi. Trzeba udowodnić im ,że są dla nas nikim! Trzeba sprowadzać ludzkość na naszą drogę! By świat ogarnęło piekło! Ponieważ My! Wszyscy Tu zebrani, zasługujemy na to. Nie obchodzi mnie ,że ktoś mówi : Nie mamy szans. Ich jest więcej ! Boisz się? A więc co robisz w piekle?! Tutaj nie ma strachu! Bać to ma się ktoś nas! A nie my sami. Bóg jest bo jest. I tak nikomu nie pomaga . Wydaję tylko rozkazy aniołom, duchom świętym i innymi paskudztwami. Jestem Mercy i pragnę by Lucyfer, najwyższy z najwyższych wybrał mnie! Jeśli tego nie zrobi, będę przychodzić tu co roku! Aż zaspokoisz moje potrzeby Panie. - Skończyłam mówić i oczekiwałam odpowiedzi. Reszta wiwatowała mi i słusznie. To podniesie moją ocenę. Widać ,że im spasowałam.
- Nie mamy miejsca dla.... - W tym momencie podskoczyło mi ciśnienie - Tych tam, co stoją za bramą! Jesteś idealna. Witaj w Piekle.
Byłam szczęśliwa jak nigdy. Jak nigdy nie mogła uwierzyć w to co się teraz dzieję! Nie mogła wbić sobie tego do bani. Coś trzeba zrobić. Lecę powiedzieć rodzicom i spakować swoje bronie. Ależ się cieszę.
Po dłuższy czasie byłam już domu. Pobiegłam na górę, wzięłam to co miałam wziąć i ... No właśnie. Muszę powiedzieć mamie. Może przyjmie to z radością? Chyba ,że mam to po niej ,że nie potrafię jej czuć. Chyba ,że komuś robi się krzywda!
- Mamo! Mam wiadomość. Genialną wprost. - Mówiłam siadając na krzesło.
- Jaką? - Niezdziwiona zapytała .
- Mamo? Ja mam W I A D O M O Ś Ć !
- No dobrze! Jaką?
- Nie dziwi Cię to? No wiesz... Ja nie mam nigdy wiadomości.
- Nie zawracaj mi głowy tylko mów.
- Bo wiesz... Ja będę Aniołem Śmierci!
- Co?! Jakim boskim cudem?
- Nie boskim! Lecz szatańskim. - Lekko się uśmiechnęłam. - A więc, zabiło się kilka osób. Dziwne ,że Ciebie nie zaszlachtowałam.
- Rany boskie Mercy.. - Wyjąkała przykładając dłoń do serca i siadając na kanapę.
- Mamo? Wszystko dobrze?
- Nie.. Jak Ty mogłaś?! I to Córka Anioła... Chyba mam zawał..- Upadła na ziemię.
- Mamo! - Szybko podbiegłam do mojej matki i chwyciłam ją za rękę. Lecz ta już nie oddychała.
Zalały mnie setki myśli. Czy się z nią zobaczę? Nie, przecież pójdzie do Nieba.
Mamo, wybacz, ale już nie jesteś moją matką. Jesteś wrogiem. Będę bezlitosna zdzierając Ci skórę . I świetnie będę się bawić przy ścinaniu głowy. Lucek . Będziesz zadowolony.
Tak zaczęła się moja przygoda z Piekłem.
*********
Tak, wiem blog o dziwnej tematyce . Kręci Cię? Czytaj. Nie? Nie czytaj proste.
Rozdziały dodawać będę... Nie wiem kiedy. Zależy czy wena mi pozwoli i czas. Myślę ,że co 2-1 tydz. będą się zjawiać.
Pozdrawiam.
Nicol ♥
Może i nie jestem tym typem, ale wiem jedno. Chcę mordować i odbierać duszę zmarłych. Zrobię wszystko co w mojej mocy, by zostać diabelskim wcieleniem. Nie po to zabiłam mnóstwo osób żeby teraz zostać olaną. Moje miejsce jest tutaj i tego dowiodę ! Choćby nie wiem co. I nic ani nikt nie stoi mi na przeszkodzie. Jestem zimna i nie mam serca. Mój świat jest szary a ja jestem pesymistką. Króluję tu gniew, zło i smutek. Nie ma miejsca na radość i kolory tęczy. Jest spustoszenie !
Czy Lucyfer wybierze mnie? Okaże się Czy zostanę tym, czym chcę zostać? Okaże się. Najpierw będę musiała się przedstawić i zadowolić demony, zmory i inne zjawy. Pomiędzy Piekłem a Niebem jest wojna, trzeba ją zakończyć. Oni zaczęli , my skończymy.
Cała drżę przed wejściem na sale tortur. Jak to ze mną będzie? Mogę spalić się ze wstydu.Mogę w jednym momencie zniknąć jak moi poprzednicy gdy powiem coś nie tak. Raz się żyję. Znaczy.. Będę żyła wiecznie jak się dostanę do armii upadłych.
Opierając się już wiedziałam ,że zaraz nastąpi ta chwila. Serce kołatało mi nie miłosiernie.
Zza drzwi wydobył się ciężki, niski głos.
- Mercy Daredevil....
Weszłam pewnym krokiem. Stanęłam przed radą złych i zaczęłam mówić.
- Moje imię to Mercy. Na nazwisko mam Daredevil. Zabiłam dokładnie tysiąc-pięćset-trzydzieści-dwie osoby. W tym kobiety i dzieci. Mam 16 lat. Wiem, jestem trochę młoda ale to nie stoi mi na drodze. Wiek nie m znaczenia. Ważne są umiejętności i rozum. Trzeba myśleć logicznie i rzecz jasna źle. Trzeba robić wszystko ,żeby pokazać tym z Niebios ,że są słabsi. Są gorsi. Trzeba udowodnić im ,że są dla nas nikim! Trzeba sprowadzać ludzkość na naszą drogę! By świat ogarnęło piekło! Ponieważ My! Wszyscy Tu zebrani, zasługujemy na to. Nie obchodzi mnie ,że ktoś mówi : Nie mamy szans. Ich jest więcej ! Boisz się? A więc co robisz w piekle?! Tutaj nie ma strachu! Bać to ma się ktoś nas! A nie my sami. Bóg jest bo jest. I tak nikomu nie pomaga . Wydaję tylko rozkazy aniołom, duchom świętym i innymi paskudztwami. Jestem Mercy i pragnę by Lucyfer, najwyższy z najwyższych wybrał mnie! Jeśli tego nie zrobi, będę przychodzić tu co roku! Aż zaspokoisz moje potrzeby Panie. - Skończyłam mówić i oczekiwałam odpowiedzi. Reszta wiwatowała mi i słusznie. To podniesie moją ocenę. Widać ,że im spasowałam.
- Nie mamy miejsca dla.... - W tym momencie podskoczyło mi ciśnienie - Tych tam, co stoją za bramą! Jesteś idealna. Witaj w Piekle.
Byłam szczęśliwa jak nigdy. Jak nigdy nie mogła uwierzyć w to co się teraz dzieję! Nie mogła wbić sobie tego do bani. Coś trzeba zrobić. Lecę powiedzieć rodzicom i spakować swoje bronie. Ależ się cieszę.
Po dłuższy czasie byłam już domu. Pobiegłam na górę, wzięłam to co miałam wziąć i ... No właśnie. Muszę powiedzieć mamie. Może przyjmie to z radością? Chyba ,że mam to po niej ,że nie potrafię jej czuć. Chyba ,że komuś robi się krzywda!
- Mamo! Mam wiadomość. Genialną wprost. - Mówiłam siadając na krzesło.
- Jaką? - Niezdziwiona zapytała .
- Mamo? Ja mam W I A D O M O Ś Ć !
- No dobrze! Jaką?
- Nie dziwi Cię to? No wiesz... Ja nie mam nigdy wiadomości.
- Nie zawracaj mi głowy tylko mów.
- Bo wiesz... Ja będę Aniołem Śmierci!
- Co?! Jakim boskim cudem?
- Nie boskim! Lecz szatańskim. - Lekko się uśmiechnęłam. - A więc, zabiło się kilka osób. Dziwne ,że Ciebie nie zaszlachtowałam.
- Rany boskie Mercy.. - Wyjąkała przykładając dłoń do serca i siadając na kanapę.
- Mamo? Wszystko dobrze?
- Nie.. Jak Ty mogłaś?! I to Córka Anioła... Chyba mam zawał..- Upadła na ziemię.
- Mamo! - Szybko podbiegłam do mojej matki i chwyciłam ją za rękę. Lecz ta już nie oddychała.
Zalały mnie setki myśli. Czy się z nią zobaczę? Nie, przecież pójdzie do Nieba.
Mamo, wybacz, ale już nie jesteś moją matką. Jesteś wrogiem. Będę bezlitosna zdzierając Ci skórę . I świetnie będę się bawić przy ścinaniu głowy. Lucek . Będziesz zadowolony.
Tak zaczęła się moja przygoda z Piekłem.
*********
Tak, wiem blog o dziwnej tematyce . Kręci Cię? Czytaj. Nie? Nie czytaj proste.
Rozdziały dodawać będę... Nie wiem kiedy. Zależy czy wena mi pozwoli i czas. Myślę ,że co 2-1 tydz. będą się zjawiać.
Pozdrawiam.
Nicol ♥
Subskrybuj:
Posty (Atom)