Ostatni oddech w moim uroczym śnie i... Pobudka! Na dworze panuje straszliwa burza i wieje wiatr. Wiedziałam. Cirusy były tego oznaką. Panowała susza. Słońce gdzieś zza chmur próbowało wydostać się na pierwszy plan ale to na nic. W scenariuszu pisało coś innego. Wymierzyłam wzrokiem w Any'e , która spała jak zabita, dziwne. Taki harmider a ona się nie budzi. Lekki chłód otoczył moje ciepłe ciało ale po chwili uciekł. Przeczesałam włosy ręką i zmróżyłam oczy. Leniwie wstałam i podeszłam do mojej szafy. Otworzyłam ją i wzięłam do rąk bieliznę, kremową. Czarną bokserkę, szare rurki i czerwonoczarną koszulę w kratkę. Poszłam do łazienki i ubrałam się. Swoje włosy uczesałam i zarzuciłam do tyłu.
Czuje się dziś w szczytowej formie! Z uśmiechem na buzi schodzę na dół.
- Ty już wyzdrowiałaś? - Ucieszona Samanta spytała nalewając mojemu kuzynowi kakao.
- Jak widać. - Dodałam radośnie melodyjnym głosem i usiadłam do stołu.
- Widzisz, droga Samanto. Jonathan działa, jak natura chciała. - Oznajmił Salomon żartobliwie a reszta zaczęła chichotać.
- Ha Ha Ha. Naprawdę bardzo śmieszne - Powiedział ironicznie Archanioł.
- Się nie spinaj. Potraktuj to jak komplement. - Dodałam i pogłaskałam Go po ramieniu, po czym się uśmiechnęłam. - To kiedy idziemy po Ziemię?
- Eee.... Po balu Any'i. - Odparł chłopak.
- Kiedy ona go ma? - Spytałam biorąc do ręki pączka.
- No dzisiaj....
- Co Ty taki dziwny? - Ugryzłam wypiek i pochłonęła mnie marmolada.
- Ja? To Ty się dziwnie zachowujesz - zbulwersował się i krzywo spojrzał.
- Niech Ci będzie...Okey - Bez protestów odpowiedziałam. Zaraz po tym zeszła Anya. Wyglądała jak po ciężkiej nocy albo jakby była na kacu. Usiadła i spuściła głowę na blat po czym zaczęła dłubać w posiłku. Zdegustowana zamieszała herbatę i wzięła łyk.
- No Cholera jasna! Wyście się mózgami zamieniły czy coś?! - Wybuchnął jak wulkan Jonathan.
- Odczep się! Jestem zła - źle! Mam dobry dzień! - źle! Może mam zniknąć? Żebyś nie musiał oglądać mnie szczęśliwej! Właśnie przywróciłeś mnie do stanu normalnego. Brawa dla Ciebie. Ehh. Faceci zawsze wszystko psują! - Wstałam i wyszłam do ogrodu.
Co za głupek! Jezu! Coś Ty potworzył Boże.... No ja się pytam Co? Dziwne , że Teo cicho siedział...
Usiadłam na trawie i zaczęłam gapić się w zachmurzone niebo. Porywisty wiatr targał moje włosy bezlitośnie a ja ledwo utrzymywałam równowagę.
- Bo Cię piorun trzaśnie! - Krzyknął blondyn.
- I tak mi się nic nie stanie! - Odkrzykłam chamsko.
- Przepraszam! - Walnął. Nastała cisza. Podszedł do mnie i usiadł obok. - Przepraszam.
- Masz coś na swoje wytłumaczenie? - Uniosłam brew w górę.
- Yyy... Nie - Uciął.
- Skąd ja to wiedziałam. - Powiedziałam pod nosem i westchnęłam. - Wiesz co? Mam pytanie. Dlaczego kiedy patrzę Ci w oczy, widzę smutek - Zciszyłam ton.
- Bo nie jestem szczęśliwy. - Szczerze wyszeptał a ja lekko otwarłam usta. - A dlaczego ja patrząc w twoje szatańskie widzę miłość, współczucie i żal?
- Bo nie jestem okładką książki tylko zawartością - Spojrzałam w jego błękitne ale jakże zatroskane oczy i spoważniałam.
- Piękne porównanie diablico - Uśmiechnął się elegancko.
Poczułam , że motyle robią swoje.
Wiatr trochę się uspokoił.
Nagle tak z nikąd chłopak delikatnie dłonią objął moje policzki i musną kciukiem moje wargi. Momentalnie spuścił wzrok w dół i odłożył rękę. Wstał. - Przepraszam - Poszedł do domu. A ja zostałam sama. Jak palec? Nie... Palce nie są same, mają inne palce. Sama jak najbrzydsza osoba w szkole. W sumie takie osoby też nie są same.
Wróciłam Do Rodziny zastępczej.
******
- Aaa!!! Szybko szybko! !! - Krzyczała podekscytowana Anya a ja zręcznie zapinałam zamek jej pięknej sukienki.
- A-a Make-up?!
- No to dawaj! - Śpiesznie Usiadła przy toaletce.
- Nie chce mi się! Nie jestem w tym dobra! !! Ajć! - Machnęłam rękę i omal dziewczyna nie straciła wzroku ale na twarzy pojawiły się czarne cienkie kreski nad oczami i delikatny makijaż permanentny. Gestem nakazałam Any'i żeby odwróciła się do lustra.
Jej reakcja była świetna. Podziękowała przytulając mnie i natychmiastowo się uspokoiła.
- Trzeba spoważnieć - Oznajmiła.
Ja udałam się na dół i oczekiwałam przyjścia nieznanego mi Nicka.
Usiadłam na sofie i z bananem na ryju włożyłam nogi na pobliski stoliczek.
- No co tak zęby
? - Spytał Jack.
- No nic! Wygląda pięknie! Nie wiedziałam , że Twoja córka ma takie nóżki - Puściłam oczko do opiekuna i spoglądnęłam w okno wyszukując partnera mojej przyjaciółki.
Usłyszałam lekkie pukanie co mnie nieco zdziwiło bo nikogo nie widziałam.
- Ja otworzę - Zadeklarowałam do Jacka , który aż zerwał się z miejsca by poznać wybranka córki. - Zaufaj mi. Jestem jak nie jeden dobry tatuś. - Zachihotałam i podeszłam do drzwi.
Otwarłam je ostrożnie i ujrzałam wysokiego chłopaka. Miał czarne włosy i głęboko szare oczy. No , no. Nieźle Anya.
- Yyy... Cześć? Ja tu po Any'e. - Spojrzał na mnie co mnie nieco onieśmieliło.
- Wiem. Anya, jest na górze. Zaraz przyjdzie. Mercy jestem. Nie miło mi Cię poznać - Uśmiechnęłam się sztucznie.
- Widzę , że nie przypadliśmy sobie do gustu. Ale ja nie zabiegam o Twoje względy więc przepraszam mało lato ale prosiłbym o moją partnerkę. - Uśmiechnął się ironicznie.
- Żeby zabiegać o względy Any'i trzeba przypaść mi do gustu mój drogi. Tak na marginesie jestem w twoim wieku. Synu śmierci. - Uniosłam dumnie głowę i zadowolona z siebie oczekiwałam reakcji.
- Co? Skąd wiesz? - Zaniepokoił się.
- Siostra Lucyfera wie wszystko co z piekłem związane a tylko Ty masz tak szare oczy jak szara jest śmierć mój drogi.
- Słucham? Nie będę zadawał się z kimś kto ma w domu siostrę tego zwyrodnialca! Idę stąd.
- I bardzo dobrze. Nawet nie chciała z Tobą iść. - Prychnąłam i weszłam do środka. - Anya! Możesz się rozbierać.
- Kocham Cię! - Krzyknąła z pokoju.
- Co? Jak to? Ale? Proszę o wyjaśnienia. - Powiedziała Samanta z wyrazem oburzenia.
- Otóż, co już Teo wie, Anya nie chciała iść na bal z kimś takim jak Syn Śmierci i bardzo dobrze zrobiła. Może ma ładną buźkę ale serce... Uuu i mózg. To już katastrofa totalna.
- Nie rozumiem dlaczego moja rodzona córka zwierza się rodzinie diabła a nie matce. - Spojrzała na mojego kuzyna , który tylko wzruszył ramionami.
- No! To bal z głowy. Ruszamy na cmentarz? - Zapytałam ciekawskim głosem. W odpowiedzi zobaczyłam tylko dziwne miny. - Mowę wam odjęło? No ruszamy, ruszamy. Samo się nie odkopie. - Popędziłam chłopców na górę. - Tylko ubierzcie te wasze stroje "bojowe". Tak lepiej wyglądacie - Zadziornie powiedziałam i uśmiechnęłam się.
- Mówisz poważnie? - Walnął Teo.
- Oczywiście ,że TAK !
Każdy rozszedł się w swoją stronę.
*****
Bieg. Anya trochę zmęczona ale jak na człowieka kondycję ma niezłą. Nie ma wiatru co ułatwia sprawę. Słyszę ciężki oddech kogoś kto biegnie za nami. - Jeden z trzech demonów.
- Nie dam rady ! - Krzyczy zmęczona Anya. Mała, wierzę w Ciebie.
- Dasz! - Odpowiedziałam przekonująco.
- Nie....- W tym momencie serce mi stanęło. Ja, Theo i Jonathan staliśmy jak słupy. Szczęki opadły nam na dół a widok , który nam gościł był okropny.
Moja przyrodnia siostra leżała na ziemi a demon się cieszył.
- Coś jej zrobił?! - Z łzami w oczach krzyknęłam.
- Teraz was mam - Oślizłym głosem wyższym niż normalnie powiedział Avagras patrząc na Any'e.
- Po co Ci ona? - Spokojnym tonem spytał Jonathan, dziwiło mnie bardzo , że potrafi zachować spokój w takich okolicznościach.
- Buahahah. TARCZA! - Wydobył z siebie długi krzyk i zniknął a dziewczyna zaczęła krwawić. Ale nie moralnie.
- Ona... Tak jak archanielskie dzieci... Ta krew... - Poczułam winę w sercu. Zrobiło mi się smutno.
- O czym Ty mówisz? Byłaś tam?! Odpowiedz mi?! Czy Ty tam byłaś?! - Krzyczał Jonathan szarpiąc mnie za nadgarstek.
- Ty też ! - Zaczęłam płakać. Ukucnęłam.
- Przepraszam, nie powinienem - Szepnął i objął mnie.
- Gołąbku drogi co się z nią dzieję?! - Wykrzyczał Theo do Jonathan.
- Krwawi Anielską krwią. Nie mam pojęcia czemu. Zabierz ją do Salomona. Ja z Mercy odnajdzieny Ziemię. - Chwycił mnie za ramię i pchnął do przodu. Nieco mnie to zabolało.
- Puść! To boli.
- Przepraszam za urażenie twej delikatności.
- Masz jakiś problem?
- Skąd, jestem nieco pod denerwowany. Nic poza tym. - Uśmiechnął się złośliwie.
*************************
Dawno mnie nie było
Przecież i tak nikt tego nie czyta...
The ♥ Dead♥ Kiss♥
Zamykam bloga , iż nie mam dla kogo pisać. Nie będę Go kontynuować chyba , że ktoś zechce, wtedy niech da znać
Oczywiście Go nie usuwam :)
Trzymajcie się ;*