Dzień jak codzień był nudny i nic specjalnego się nie działo. Może tam zabawne momenty z Any'o lub Jonathanem. Ale to pominę. Ludzie zaczęli znów wysyłać fałszywe niusy do sieci, że niby koniec świata będzie i takie tam pierdołki. Ci ziemianie przeżywali tych końców świata! Będzie co wnuką opowiadać. Twarde babki z was dziołchy! Dość o Tych głupich rzeczach. Niedaleko pewnej szkoły zaczęto budować sale gimnastyczną, cieszyli się bardzo do czasu. Obok stał nie wielki cmentarz żydowski co sprawiło, że nauczyciele zaczęli się obawiać o to, że gdy będą kopać fundamenty mogą odkryć pozostałości po cmentarzu. Szkoła podczas pierwszej wojny światowej była szpitalem i to sprawiło całe zamieszanie. Nikt nie mówił o Niemcach dobrze, nigdy nie wiadomo co mogli przed szpitalem w ziemi chować... Ale dość już o tym. Dostałam zlecenie, bardzo blisko tej szkoły. Zrobiłam co miałam zrobić i z czystej ciekawości poleciałam tam. Wszystko zarośnięte i nikt o to nawet nie dba. Pełno obłąkanych dusz i dziwnych karykatur demonów. Na wszystkich nagrobkach można było zobaczyć napis: " Zginęła/ął z ręki Hitlerowskiej. Nie zdziwiłam się szczególnie, ale ten Adolf to ma w piekle życie. Jest jednym z tych "złych ". Inni noszą mu tace z jedzeniem i ludzką krew. W wymiarze N to tak przeklinają na niego! Oczywiście po "Anielsku ".
Czasem można było zobaczyć co dzieje się w niebie Przedziela nas odporna na wszystko szyba. Niekiedy chciałam spotkać się z matką ale nie miałam odwagi. Nie miałam odwagi by po tym wszystkich po prostu spojrzeć jej prosto w oczy. Serce mi puszczało szwy na myśl o tym. Myśli nasiąkły żalem. Jak mogłam to zrobić. Jak? Właśnie. Mogłam. Jak widać czasem potrafię zachować zimną krew i zabić najbliższych. W końcu myślałam wtedy mózgiem mordercy. Nie dawno znów się nim stałam. Pozabijałam Anielskie dzieci. To straszne ale prawdziwe. Krwią rysować znaki chcieliśmy szatańskie ale nie stykło czasu. Wyrwałam jednemu skrzydła z pleców a ono się darło w niebo głosy. Szybkim ruchem odcięłam ręce i udusiłam. Tak... Okrutnie. Ups! Malutka śmierć. Jeju. Straszne! Oni naszym my im. Życie.
- Mercy! Mercy?! Halo! Pytałam Cię o coś?! Możesz mi odpowiedzieć czy ocenę niedostateczną chcesz otrzymać?
- Słucham?! Przepraszam.. Wydawało mi się, że jest już po lekcjach... - Zdezorientowana odpowiedziałam.
- Bo jest! Budzimy się. Jesteś na dodatkowych z chemii. Odpowiesz mi na pytanie? Jest naprawdę na poziomie podstawówki...
- Może pani powtórzyć?
- Ehh... Co to jest mieszanina jednorodna i niejednorodna?
- Nie wiem - Naprawdę. Nie wiedziałam takich prostych rzeczy. Nie wiedziałam co się dzieje i chciałam wyjść z sali.
- Słucham?! Żarty sobie stroisz? Odpowiedz mi natychmiast albo wpisuje ujemne punkty. To wstyd nie wiedzieć takich informacji po tylu latach nauki. - Oburzona nauczycielka patrzyła na mnie z zażenowaniem.
Nie wytrzymałam i po prostu wybuchły we mnie wszystkie spokojne komórki. Nerwy puściły i...
- Nie uczyłam się tego okey?! Uczyłam się o niebie i piekle a nie o takich badziewnych szczegółach, które wogule mi się nie przydadzą! Ja nie mogę! Po co wogule jestem na tych dodatkowych?! Nie chciałam na nie chodzić a szkoła nie powinna naciskać na uczniów i interesować się ich prywatnym życiem a wy ciągle wypytujecie nas o coś czego nie chcemy wam kurde mówić! Jak nie rozumiecie to się dokształcić trzeba. Idźcie się leczyć na głowę... Kiedy my tu powtarzamy coś co już było to inni tracą skrzydła lub życie...
- Mercy! Jestem oburzona twoim zachowaniem.
- Przepraszam... - Wzięłam rzeczy i wyszłam z sali. Zabrałam rzeczy z szatni i poszłam do lasu. Po drodze spotkałam Jonathana.
- O czym Ty mówiłaś na chemii? - Spytał z uniesioną brwią.
- Tak się teraz ludzi wita?! O niczym. - Wkurzona przyspieszyłam Kroku.
- Ludzi? Okey przepraszam. Cześć, o co Ci chodziło na chemii? - z drwiną powiedział.
- Czy Ty coś sugerujesz? Chodziło mi o to, że nauczyciele zawracają nam za przeproszeniem dupy a wokół jest zło. Młodym ludziom ucina się skrzydła i nie potrafią sobie poradzić a inni popełniają samobójstwa. - Próbowałam wytłumaczyć to jakoś po ludzku, nie wiem czy mi uwierzył ale.. - Zaraz, zaraz. Co Ty tam robiłeś?
- Od dłuższego czasu uczęszczam na te zajęcia. Chyba nie zauważyłaś, ale trudno. Ehemm... To ciekawe. Wiesz, że zabito nam młode Anioły? I to Archanioły... Demony są podłe. - Opuścił głowę w dół.
- Skąd niby miałam to słyszeć? - Co za tupet! Ale, że oni naszych zabili to nie wspomina. Myślą tylko o sobie.
- Nie wiem. W końcu nie jesteś do końca normalną osobą?- Uśmiechnął się do mnie ciepło.
- Fajnie wiedzieć. Sorry, ale muszę już iść. Mam obowiązki. Pa!
Bez oczekiwania na odpowiedź ruszyłam w kierunku domu.Szczerze mówiąc uciekłam bo byłam głodna. Miałam ochotę na dużą porcję spaghetti lub czegoś co by mnie zapchało. Głupio tak dzisiaj wyszło... Ta akcja z chemią i Jonathanem. Moje urojenia, że dzień już minął... Ehh... Jeszcze wzmianka o naszych dzieciach... Lucyferze... Schodzę na psy! Boli mnie głowa... Ledwo się ciągne do domu taszcząc za sobą torbę. Mijam bezpańskie psy i koty oraz inne zwierzęta... Meneli, dresiarzy i tak dalej. Woow! Nowość. Żaden nie spróbował mnie zgwałcić. Chyba już się mnie boją, co nie ukrywam, zadowala mnie i cieszy. Uradowana tym, że doczołgałam się do domu, Otwarłam drzwi i poczułam zapach mięsa.
- Co tak pachnie? - Na wstępie powiedziałam.
- Stejki! - Krzyknął Jack. Również był rad, że taka kolacja dzisiaj. Wszystkim ciekła ślinka. Wszystko wyglądało niesamowicie pysznie. Aż chciało się zatopić w grubym kawałku mięsa, które było pół krwiste. Do tego ziemniaki pieczone w całości z masłem czosnkowym i kolba kukurydzy. Skonsumowałam wszystko i wylizałam talerz jak dziecko. Potem poszłam do swojego pokoju i cieszyłam się smacznym posiłkiem. Poszłam spać spokojnie bo na szczęście jutro miała być sobota. Mój ulubiony dzień! Najwięcej przerażających demonów można spotkać.Kiedyś minęłam się z pierwszym mrocznym kosiarzem... Miał okropną twarz. Nie to co Kosiarz z simsów... Taką poparzaoną jakby.
***
- Auć!
- Co do... - Przebudziłam się około trzeciej w nocy. Otarłam oczy, które miałam zaspane i powolnym ruchem wstałam z łóżka. Ubrałam papcie i delikatnie Otwarłam drzwi. Drogę oświetlałam sobie telefonem.
~Trzask! ~
Usłyszałam spadające rzeczy w salonie więc Śpiesznie tam poszłam. Po drodze potknęłam się o coś. Był to..
- Cukier?! Co on do diabła tu robi?! - ~trzask!~. Znów usłyszałam ten dźwięk.
- Ała!
- Kto tu jest?! - Spytałam zakładając, że to Jonathan. Pomyliłam się. Włączyłam światło i moim oczom ukazała się twarz bardzo dobrze mi znana.
- Theo?! Co Ty tu robisz?!
- Cześć? Ehh... Miałem Cię śledzić. Lucek mi kazał.. No widzisz nawet tego nie potrafię. - Zaskoczony chłopak usiadł na sofie.
- Co tu się się dzieje?! - Wystraszony Jack schodząc po schodach z Samantą powiedział. - Theo?!
- Jack! - Obydwoje podeszli do siebie i odstawili coś w stylu powitania.
- Wy się znacie? - Spytałam zaciekawiona.
- Oczywiście! Theo był tu kiedyś. Dawno temu... Naszej Any jeszcze nie było!
- Przepraszam... Kogo? - Nie ogarniający sytuacji chłopak Spytał.
- Jezu! Nie macie kiedy dyskutować tylko w środku nocy? Spać wam się nie chce? Czy znowu kurde Lucka pobiłaś i Salomon odwala jakieś przepowiednie a mama opowiada o przeszłości? - Wogule nie przejęta obecnością Theo, Anya odłożyła kubek po kawie do zlewu.
- To jest Anya. Córeczka o, której przed Chwilą Ci mówiłem - Z satysfakcją powiedział Jack.
- Córeczka? Chyba córka. Za stara na córeczkę.
- Theo! - Zmierzyłam Go wzrokiem.
Anya odwróciła się w kierunku mojego kuzyna i wyraźnie widać było zaskoczonie i zainteresowanie osobą. Theo tylko podniósł głowę w górę i z pytającym wzrokiem powiedziała "Co?".
- Nic! Kim Ty jesteś?
- Ehh - Wstał i zaczął tłumaczyć. - jestem Theo. Kuzyn Mercy. Miałem ją śledzić ale jestem kaleką i frajerem. Strzeże bram do piekła i tyle. - Posłał mi łobuzerski uśmiech a ja przewróciłam oczami.
- Bez takich szczegółów kochany. Zostaniesz czy wracasz? - Uśmiechnięta Samanta spytała.
- Ja musze wracać.
- Przecież miałeś mnie śledzić? Ile czasu Ci dał?
- Rok.
- No to możesz zostać. Ale niestety wolisz wracać do domu... -Oparłam się o blat i westchnęłam.
- Oczywiście - Odpowiedział z sarkazmem. - Jasne, że wolę zostać ale to może być kłopot.
- No może ale chętnie Cię tu przetrzymamy! - Wesoło Walnął Jack. - Anya ustąpi Ci pokoju!
Pijąca właśnie dziewczyna na te słowa wypluła koktajl.
- Co Kurwa?!
- Anya! Wyrażaj się. - Zaskoczona Samanta ją upomniała.
- Proszę pana. Nie wypada tak chyba nie? No nie wiem jak was wychowywano ale mnie dobrze. - Wzruszył ramionami a ja zachihotałam pod nosem.
- On ma rację! Nie będę ustępować mu pokoju. - Oburzona i opluta Anya zaprotestowała.
- Mam pomysł! Ja mu oddam swój pokój i pójdę do Any. Chyba, że masz czemuś przeciwko?
- Nie to świetny pomysł! Będę mogła Cie fotografować i wogule - Ucieszyła się Anya. Zaprowadziłam Theo do pokoju a sama poszłam do swojego nowego. Poszłam spać.
***
- Malowała się, szafy miała dwie każdy wiedział, że!
Ona miała suknie kolorową, czarne getry, czapkę i bluzę sportową!
- Co znowu..... - Promyki słońca muskały moją twarz, była dziewiąta rano a gdy się ogarnęłam dostrzegłam, że to Jack śpiewał w ogrodzie. Wszyscy już tam byli oprócz mnie. Musiałam się wyspać.
Wzięłam pierwsze lepsze ciuchy z szafy czyli czarne getry, białą bluzkę na ramiączkach i szarą bluzę z napisem " Przeszłość Zginęła ".
Nie wiem co oznacza ten napis ale było chłodno. Poszłam do kuchni i zjadłam gofry, które leżały na stole. Spięłam włosy w kucyk i umyłam zęby. Sprawdziłam facebooka i SMS-y. Było ich kilka. Jeden od Any.
OD ANYA: JAK WSTANIESZ IDŹ DO OGRODU! ;).
Jak mi napisała tak też zrobiłam. Idąc mokrą od rosy trawą zauważyłam, że stoi tam więcej osób niż moja tymczasowa rodzina. Był tam Lucyfer i Salomon.
- Cześć! Co wy tu robicie?
- W głowę dostałaś? Czy morze gorzej - Odezwał się Theo. Ze swoim uśmieszkiem podszedł do mnie i szepnął.- Urodziny masz.
- Przecież nie lubię imprez. - Odparłam niezadowolona.
- Mówiłem im ale nie słuchali.
Byłam poirytowana. I nie chciało mi się patrzeć na te wszystkie ozdoby i dekoracje.
Pozostało mi tylko udawać.
- Wszystkiego najlepszego! - Krzyknęli moi opiekunowie i Anya.
- Dziękuję! Od kiedy słuchacie polskiego disco polo? - Rzuciłam głupkowato.
- Jest lepsze od naszego! Zabiorę Ciebie w podróż do gwiazd! - Kontynuował swoje "śpiewanie ". Oddaliłam się i usiadłam na huśtawce. Popatrzyłam w chmury i dostałam SMS.
OD JONATHAN :
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO :D.
Heh. Pamiętał.
DO JONATHAN. :
DZIĘKUJĘ ^~^.
Było dosyć chłodno więc skuliłam się żeby zakryć nogi. Westchnęłam i czekałam na to, by się wyrwać. Moje czekanie przerwał Theo.
- Nad czym tak myślisz? - Spytał przysiadając się do mnie i oczywiście potykając się po drodze.
- Nad życiem.
- Żartujesz? Myślisz nad życiem a jesteś nieśmiertelna.
- Myślę nad błędami i nad tym, że mogło być lepiej a jest coraz gorzej. Wszystko się sypie. Jeszcze demony, które się sprzeciwiły coś szykują. Szybko tego nie załatwią bo mój przyjaciel jednego poważnie uszkodził - Uśmiechnęłam się wypowiadając słowo "przyjaciel ".
- Hymm. Kim jest twój przyjaciel skoro załatwił kogoś takiego?
- Archaniołem... - Spuściłam głowę w dół.
- No to nie źle. - Poklepał mnie po ramieniu i przytulił na pocieszenie. Serce trochę mi się rozgrzało tak jak kilka dni wcześniej i znów poczułam się dobrze.
- Podobasz jej się - Walnęłam tak z nikąd.
- Co z tego. Jestem teoretycznie młodszy. A po za tym, ona mnie nie.
- Zobaczysz, jeszcze się sfatacie. - Oboje zarechotaliśmy I podeszliśmy po kawałki tortu. Był smaczny.
- Dzieci, ktoś wie co robiła paczka cukru w korytarzy? - Obracając steki na grilu spytała Samanta.
- Właśnie - Dodałam - Theo?
- Co ja?! Bo najmłodszy to gorszy?! To nie ja! Chyba...
Wszyscy zaczęli się śmiać. Po dłuższym czasie mój nadajnik zapikał. To oznacza tajne spotkanie z bratem. Zamiast mi powiedzieć bo stoi obok to wysyła do sygnały. Litości.
Poszłam we wskazane miejsce i czekałam. Zjawił się i zaczął.
- Dostałaś się już do Nieba?
- Jeszcze nie. Może jutro mi się uda. - Skłamałam. Wcale nie miałam zamiaru tego robić.
- Pamiętaj co Ci obiecałem. Jesteś zdolna, wykorzystując tego chłopca imponujesz mi.
- Tak... - Lucyfer odszedł a ja się Odwróciłam bo usłyszałam męski głos.
- Jonathan?!
- Tak demonie?!
~~~~~~~~~~~~~~~
Jest kolejny rozdział ;)
Przepraszam, że musieliście tyle czekać ale szkoła = obowiązki. Kilka kartkówek i trochę brak weny.
Podoba wam się takie zaskoczenie? Czy postać Theo wam odpowiada? Zawsze mogę Go usunąć jak chcecie.
Jeżeli macie jakieś uwagi i sugestie piszcie w komentarzach.
Informuje was również
, że możecie pisać swoje pomysły! Jeżeli, któryś spodoba się reszcie na pewno Go umieszczę.
Miłego czekania na następny rozdział!
Nicole ^~^