TAK WIEM MIAŁO NIC NIE BYĆ ALE NIE MOGŁAM WYTRZYMAĆ! !!!!
---------------------
Kolejne dni były bolesne i ciężkie. Ból psychiczny , który mnie dotykał był nie do zniesienia. Siedzę w tym gównie już drugi tydzień. Chciałabym poczuć trochę ciepła, jak kiedyś.... Moją dziwną konwersacje z samą sobą przerwał mi wróg, chłopak na , którym mi zależało i strażnik w jednym.
- Jak się czujesz?
- Po co pytasz? I tak Cię to gówno obchodzi. Zostaw mnie, nie chcę słuchać twoich wykładów.
- Przyszedłem tylko spytać co mam powiedzieć w szkole.
- Że się kurwa powiesiłam bo miałam dość jebanego życia! - wybuchłam.
- Hey, przestań nas obwiniać o swój los. Sama sobie na to zapracowałaś. Nie miej pretensji do nieba. - Spokojnym tonem odpowiedział.
- Jaja sobie robisz . Dlaczego akurat Ty musisz tu stać? Wolałabym tego poprzedniego. Pieprzeni niebiescy. - ostatnie dwa słowa wypowiedziałam szeptem.
- Bo tak. Taką mam pracę. Musisz się dostosować. Przykro mi , że musisz być tu ze mną. Jeszcze bardziej mi przykro , że teraz stąd wychodzisz na karę.
- Fajnie, w końcu. Od razu powinien mi ktoś uciąć łeb.
- Liczysz na śmierć? - Za niepokoił się.
- Tak. I nie będę prości o ułaskawienie.
- Ale.. z resztą nie ważne ....- Wycofał się z dalszej rozmowy.
~ OCZAMI TEO~
Szósta kreska, siódma, ósma, osiemnasta i setna ! Anielskim nożem kaleczy się najlepiej. Przynajmniej nie znikają. Łza wędrowała po mojej skórze spadając na rany. Mam ochotę stracić życie jak Mercy. Taka dobra dziewczyna a musi cierpieć. Sto dwudziesta kreska, kałuża krwi i ja ledwie przytomny. Słyszę radość ptaków i Any'e , która dobija się do łazienki i krzyczy żebym wyszedł. W końcu zadaje pytanie.
- TEO! ? Żyjesz. .....?
Nie odpowiadam, nie mam siły. Powieki same mi się zamykają. Ale Jaja, będę pierwszym demonem , który popełnił samobójstwo. Tak pięknie możliwe. Cholera, chyba nie zamknąłem drzwi.
- Te.. JEZUS MARIA MAMO! !!- Wybiegła z łazienki i poszła na dół. Po chwili straciłem świadomość i odleciałem.
Obudziłem się w swoim tymczasowym pokoju z ręką w bandażu. Głowa bolała mnie choćbym miał migrenę. Ci denni ludzie..... Zawsze muszą pomagać.
Po moich rozmyślaniach, zauważyłem dopiero , że obok na komodzie zamiast kwiatka i lampy siedzi Anya. Tylko dlaczego?
- Co Ty robisz? - spytałem podnosząc się z łóżka.
- A co mam robić? Oszalałeś? ! Chciałeś się uśmiercić! Dlaczego? ! Nie możesz mnie zostawić! Martwię się o Ciebie.... Nie mam Wogule przyjaciół. Nikt mnie nie lubi. Po odejściu Mercy tylko Ty mi pozostałeś! Nie rób tego nigdy więcej! - Wyparowała dziewczyna a mówiąc te słowa płakała. Powoli zaczynałem ją rozumieć.
- Anya! Uspokój się, proszę. Nie zrobię tego więcej. Obiecuje. - Wiedziałem , że nie mogę jej tego zagwarantować ale to był jedyny sposób żeby ją uspokoić.
- Kłamiesz.
- CO? ! Nie, skąd wiesz?
- To widać. Przepraszam nie powinno mnie tu być, nie powinnam Wogule Ci takich rzeczy mówić. Nie przejmuj się mną. Jestem zbyt delikatna. - Dziewczyna zeskoczyła z komody i wyszła z pokoju.
- Anya! Lucyferze. ...
Jak na klaśnięcie pojawił się mój wcześniej wymówiony "kolega".
- TEO ! Ty głupi smarkaczu! Jak śmiałeś? ! Jesteś rodziną Mercy! Musisz żyć. Dla niej! I dla tej dziewczyny!
- Co wy wszyscy z tą Any'ą? !
- Słuchaj. Ona jeszcze nie wie kim jest. Tak się złożyło , że wylosowała Ciebie! Gdybyś nie był jej opiekunem to nie pozwoliłbym Ci siedzieć na ziemi!
- Że Co?!
- To nie wszystko. Za 24 godziny obudzą się trzy Demony! Trzeba sprowadzić jakoś Mercy do nas. Bez niej nie damy rady. Oni chcą zgładzić wszystko! Nawet piekło i stworzyć swój wymiar. Najgorsze jest to , że tylko Mercy może odczytać wiadomość , którą zostawił jej przyjaciel twojego wujka.
- Jak Mamy to zrobić? Nie wejdziemy do wymiaru N.
- My nie. Ale możemy skontaktować się z kimś.
- Jonathan.
~OCZAMI MERCY~
- Niebiescy! Ileż można czekać na tą karę. No co się tak gapicie?!
W końcu przyszedł jakiś Anioł z wielką kosą! Obleciał mnie strach zamknęłam oczy, przełknęłam ślinę i westchnęłam. Ciary mnie przeszły od stóp po ramiona. Gdy Anioł właśnie miał mnie zabić na salę wbiegł ten Pajac i wszystko zepsuł.
' STOP! Nie możecie. Ona jest potrzebna. - Podbiegł do mnie i uwolnił mnie po czym wypłynął przed siebie i kazał iść do celi.
- Co Ty wyprawiasz?
- Nic. Idź.
Po dotarciu na miejsce nie ogarniałam co się dzieje. Tu miałam umrzeć a tu nagle muszę żyć. Czego oni ode mnie chcą?!.
- Możesz mi wytłumaczyć co się dzieję?!
- Zamknij się. Słuchaj. Za niedługo uwolnią się demony. Musisz nam pomóc. Nikt inny nie może czytać wskazówek.
- Nie będę pomagać Niebu!
- Ajć! Nie wymiarze N. Mi , Teo. Any'i i tak dalej. Proszę Cię.
- W takim wypadku mogę się zgodzić. Pod warunkiem , że Bóg wie.
- Coś Ty taka uczciwa się zrobiła? Jasne , że wie. Daj mi rękę.
- Nie ma mowy. Wiesz jak będę cierpieć?! - oburzyłam się .
- Zaufaj mi, nie będziesz. - Mocno złapał mój nadgarstek i wybiegł ze mną z lochu.
- Przecież mogłam sama biec.
- Nie może Cię nikt zobaczyć.
- Jakbyś nie zauważył, pełno tu osób- Powiedziałam z zażenowaniem.
- Wiem. - We pchnął mnie w kant i oparł rękę o ścianę. Staliśmy tak dobry kwadrans. Nie czułam się komfortowo po tych wszystkich zdarzeniach ale no... To jest Jonathan.
- Możesz przestać?
- O co Ci chodzi? Kryje Cię, źle. Nie kryje też źle!
- Mógłbyś w inny sposób. - Przewróciłam oczami i założyłam ręce na klatkę piersiową. Osoby , które obok nas przechodziły wymyślały różne historie o nas. - Ruszajmy stąd!
- Jak ? Wszyscy się gapią. - Wzruszył ramionami.
- Normalnie jak ludzie sobie pójdziemy.
Mój plan oczywiście się udał. Nie można było tak Od razu? Szybko szliśmy lasem w kierunku mojego domu. Było ciemno i padało.
- Czekaj. - szepnął Jonathan.
- No co ?
- Coś tu...UCIEKAJ! - Ruszyliśmy w bieg. Gonił nas Tetroliopis. Pies jednego z trzech demonów.
- Nie mam siły....- Dyszałam. Za trzymałam się.
- Masz skrzydła! Leć.
Jak mi powiedział tak też zrobiłam. Leciałam ociężale jakby ktoś odebrał mi moc. W ostatnich sekundach wylądowałam i czekałam na Jonathana. Po kilku minutach. Zobaczyłam jak biegnie i pokazuje żebym wchodziła do środka ale tym razem nie posłuchałam. Gdy już razem z rozwścieczonym psem do mnie dobiegł to zwyczajnie się na mnie rzucił i wpadliśmy do środka. Szybko wstał i zamknął drzwi. Stworzył jakąś barierę ochronną.
Wstałam a po chwili zbiegła Anya.
- Mercy ! - Przytuliła mnie mocno i strasznie się ucieszyła.
- Gdzie Teo?
- Leży w łóżku. Chciał się zabić. - Powiedziała to z rozczarowaniem.
- Jak to? - Od razu pobiegłam na górę otwarłam drzwi do jego pokoju znaczy mojego i stanęłam przed nim.
- Mercy! Udało się.
- Ty skurwielu! Jak mogłeś się do tego posunąć? Mądry Jesteś? NIE Pomyślałeś , Że robisz Totalne Głupstwo? Że zranisz wszystkich? Masz szczęście , że Anya Cię znalazła.
- Tak się teraz wita kuzyna? Przepraszam! Miałem załamanie psychiczne! Nie chciałem. .Przepraszam.
- Okey, Okey. Wszystko w porządku. - Przytuliłam swojego głupiutkiego kuzyna. Był dla mnie jak brat. Zawsze potrafił pocieszyć i zatroszczyć się o mnie jak rodzeństwo. Kocham Go bardzo takim jakim jest ale musiałam Go opieprzyć. Jak siostra. - Chodźmy na dół. Wszyscy już tam są.
Po minucie dołączyłam razem z Teo do reszty.
- Dobra siostrzyczko. CO ROBIMY?!
- Lucek ! Uspokój się. Nie wiem. Skąd mam wiedzieć. To Wy mnie tu sprowadziliście , liczycie , że dostanę oświecenia? Przykro mi.
- Skarbie.... Nic tak nie myślimy. Byłaś jedyną osobą , która może nam pomóc. - Powiedziała Samanta.
- Okey. Tobie wierzę. Salomon! Uspokój kurcze tego psa!
- Dobrze ! Chciał się tylko pobawić.....- Pokręcił głową.
- Tak jak ten , który omal mnie nie zabił? - Spytał zdesperowany Teo.
Wszyscy ucichli i nikt się nie odzywał. To było nie do zniesienia. Siedzę i patrze z trudnością na każdego. Dosłownie nawet mucha nie przelatuje. Panuje dziwna atmosfera. Chcę się odezwać ale nie wiem co powiedzieć.To śmieszne! Zawsze ktoś miał coś do powiedzenia. Dziwne , że Teo czegoś nie mówi.
A jednak.
- Hymm. Może Drogi Lucyferze.... Wyjaśnisz mi i Any'i o co chodzi?
- Eh.. Chciałem poczekać bo ta duszyczka jeszcze nie jest gotowa ale ze względu na okoliczności muszą Ci Teo przyznać rację. Proszę o pięć minut.
- O co chodzi? - Zaniepokoiła się Anya.
- Słuchaj. Kiedy się urodziłaś miałaś umrzeć. Ale miałaś o tyle szczęścia , że mój ojciec i Ojciec Jonathana spotkali się przy Tobie. Nie wiedzieli kto ma Cię zabrać więc zwrócili Ci duszę. Zadecydowali , że będziesz kodem do skryptu w , którym znajdują się tajne informacje na temat wspólnych celów Niebios i Piekieł. Musiałaś wylosować sobie opiekuna ale takiego, który dopiero jest w planach. Padło na naszego Teo. Musisz ją szkolić, pilnować, dbać jak o Mercy krzyczeć na nią jak na wroga i traktować jak najlepszego kumpla.
- O matko.....- Zakłopotał się chłopak.
- Mamo? Dlaczego mi nie powiedzieliście?
- Tata nie chciał....
- Wolałam umrzeć ! Niż być zamieszana w zaświaty! Dlaczego mam takie spaprane życie?
- Witaj w klubie. ....- Dodałam cicho a Jonathan pchnął mnie łokciem.
- Myślałam , że jesteście ze mną szczerzy. - Powiedziała i Wybiegła z domu.
- Anya! Jej może się coś stać! .
~ OCZAMI TEO~.
Znów Wybiegła. Przynajmniej nie przeze mnie.
- Samanta ! Idź po nią!
- Ty idź! Mnie nie będzie Jack słuchać!
- Mnie tym bardziej....
W tym momencie wszystkie sześć par oczu wlepione były we mnie.
- Dlaczego ja?
- Wiesz ostatnio się do siebie zbliżyliście i jesteś jej opiekunem. - Stwierdził Jonathan.
- Ja z nią może z trzy razy rozmawiałem!
- Cicho! Idź że.
Po przymusem wyszedłem z domu. Rozglądam się i dostrzegam ją na drzewie. Wlatuje tam i siadam obok. Przyznam , że dość wysoko weszła.
- Przyszedłeś pewnie Bo Ci kazali.
- Eeee. .... Nie. Tak.......
- wiedziałam.
- Słuchaj. Świat się nie wali. Mnie wszyscy ciągle okłamują ale to szczegół. Może powinnaś się cieszyć?
- Z tego że mam dużo wspólnego z piekłem i niebem? Może wolałam umrzeć niż nie mieć kolegów i koleżanek.....
- Masz. Więc kim ja dla Ciebie jestem?
- Znajomym.
- Ja tak nie uważam. - Spojrzałem w dół. Szczerze? Zawiodłem się. Liczyłem na coś więcej niż "znajomy".
- Widzisz jakie życie jest głupie. - Patrzyła w księżyc a jej zielone oczy iskrzyły na widok gwiazd.
- Dobra. Nie będę Cię do niczego zmuszać. Chcieli żebym Cię zaprowadził do domu. Nie wyszło. Jak zwykle. Siłą tego nie zrobię bo no sama wiesz. A i dziękuję. Gdyby nie Ty.... Nie rozmawiałbym teraz z Tobą. - Zszedłem z drzewa i kierowałem się w stronę drzwi.
- Teo! Zaczekaj....
- No co? - Dziewczyna również zeszła i podeszła do mnie.
- Ja też dziękuję.
- Za co? - Uśmiechnąłem się.
- Za to , że nie mówisz mi jaka jestem dziwna i nie wytykasz mi wad. Popatrzyła mi w oczy i coś się we mnie złamało.
- Ee, ja.. Nie jesteś dziwna. Lubie takie dziewczyny.
- Podnieś rękę - wskazała na okaleczoną.
- Co?
- Podnieś rękę. - Podniosłem.
Anya wskoczyła mi w ramiona i Przytuliła. Na początku czułem dyskomfort ale potem też ją objąłem. Zeszłem na ziemię i odciągnąłem się od dziewczyny.
- Choć do domu. Martwią się o Ciebie.
Oboje weszliśmy do środka. Wszyscy musieli się patrzyć. Nienawidzę takich sytuacji. Zamknąłem drzwi i ruszyłem na górę dodając " Idę spać". Niestety nie sam.
- Chwila. Czekaj na mnie. - Dodał w pośpiechu Jonathan jakby też próbował wybrnąć z dziwnej sytuacji.
~ OCZAMI JONATHANA~
- Co tak uciekłeś ?- Teo zadał mi pytanie z dupy.
- Lucek coś o czymś palną i miałem miliony pytań.
- O czym?
- Śliwka! Nie ważne. - Dostrzegłem , że chłopak unosi brwi w górę i zaczyna się śmiać. - Oh, no dobra. Kiedyś z twoją kuzynką byłem w lesie i zdarzyła się nie komfortowa chwila. Nie lubię mówić o szczegółach.
- Ehemmm. ...- Położył się na łóżku a ja zrobiłem to samo.
Chwilę tak leżeliśmy. W tej błogiej chwili myślałem o Mercy. Myślałem o jej łzach kiedy mówiła mamie o tym, jakim jest potworem. Myślałem o Tym czemu mi nie powiedziała? A no właśnie! Jeszcze tego jej nie wybaczyłem! Ma szczęście , że zapomniałem. Nagle operatorka moich myśli wpakowała się do teraz już naszego pokoju.
- Teo. Jeżeli skrzywdzisz Any'e to lepiej się do niej nie klej.
- Ale co wy wszyscy? ! Jezu! Dajcie mi spokój! Jestem jej znajomym a nie adoratorem!
- Znajomym? - Mercy wyraźnie zdziwiona spytała.
- Tak! Sama mi to powiedziała. Dajcie mi wszyscy spokój.
- Teo? Wszystko gra? - czułym głosem wylała.
- Zabolało mnie to - Chłopak ukrył twarz w poduszkę a ja wymieniłem się wzrokiem z Mercy. To co teraz powiedział było. .... Zaskakujące. Mercy dalej gapiła się na niego. Miała już oczy jak żaba. W końcu wyszła.
~OCZAMI MERCY~
Bardzo zdziwiona zamknęłam drzwi od chłopaków . Ruszyłam do mojego pokoju i spojrzałam na lokatorke.
- Coś.....Się stało? - rzuciła.
- Dużo....- zaśmiałam się pod nosem.
- No mów !- Z uśmiechem powiedziała.
- Teo przez Ciebie cierpi.- To wymówiłam już poważniej.
- Co ? Dlaczego?
- Bolą go słowa , które powiedziałaś. Że jest twoim znajomym. Nie wiem czemu. Ale wiem, że to coś poważnego. Normalnie nie miałby takiej załamki.
- Ja... Nie chciałam. Nie pomyślałam , że tak na to zareaguje.
- Ja też! Ale kogo to obchodzi? Cieszmy się , że jesteśmy wszyscy razem!
****
Po upojnej nocy Wstałam wcześniej i zeszłam do kuchni. Po drodze się przeciągłam i wyjrzałam za okno. Na dole siedział już Salomon ale to nie popsuło mi humoru.
- Dzień dobry!
- Dzień dobry, co Ty taka nabuzowana?
- Właśnie nie wiem. Najlepsze jest to......Że NIE MUSZĘ CHODZIĆ DO SZKOŁY! !!!- Krzyknęłam robiąc sobie kawę i tosty.
- Oj dzieci. - z gazetą wstał z krzesła i poszedł do salonu.
Jedząc tosta patrzyłam w środek nieba. Ukazał mi się straszny widok zgładzonego świata.
- Myjesz uszy? - Zaśmiał się Jonathan.
- Yyy... Co?
- Mówiłem Ci cześć.
- Aha. Cześć. Wzięłam kubek kawy i usiadłam obok okna w holu.
Po chwili doszedł do mnie.
- Nie unikaj mnie.
- Nie unikam. Chcę być sama. Takie to trudne do zrozumienia?
- Co Ci zrobiłem? Chodzi o to objęcie? Ciesz się , że Cię nie pocałowałem...- Syknął.
- A chciałeś? - Przygryzłam wargę. Cholerka.
- Bardzo.
- Czemu?
- Nie wiem. Jakoś tak. Ale nie zrobiłem bo potrafię się po hamować. Chcę tylko żyć z Tobą w zgodzie. Przemyślałem sprawę godzinę temu i ja pogodziłem się z tym wszystkim. Zrozumiałem czemu mi nie powiedziałaś. A z twojej strony?
Ucieszyłam się w myślach. Byłam szczęśliwa. Podniosłem się z fotela i złożyłam serdeczny pocałunek na jego czole.
- Mam przez to zrozumieć , że między nami wszystko ok?
- Tak. Chyba....- Uśmiechnęłam się.
- Mercy......
- No dobre je! Głupku! - Poczochrałam Go po głowie. On objął mnie w pasie i podniósł a ja założyłam nogi na jego tułów. Ręce swobodnie opuściłam. - Co Ty robisz?
- Zanoszę Cię !
- Dokąd?
- Do twojego pokoju bo chyba zapomniałaś się ubrać - Łobuzersko się uśmiechnął. A ja? Cieszyłam się chwilą.
***********************
Tak wiem, że miało nie być ale dowiedziałam się , że mam dwie czytelniczki , które nie zostawiają komentarzy o co bardzo bym je prosiła.
Rozdział ma większość dialogów za co przepraszam osoby , które tego nie lubią ale opisywanie sytuacji itp. nie jest moją mocną stroną.
Serdecznie wam dziękuję za poświęcony czas i zapraszam do czytania dalszych losów bohaterów.
Przypominam , że jest zakładka "Postacie" w, której możecie przebadać wygląd bohaterów.
Buziaki *-*
Nicole♥
Super! Kurde Sorry Ze NIE Komentuje ALE moj Telefon Jest yaki glupi ze sie prawie pisac NIE da. Czekam na nastepny rozdzial ♥
OdpowiedzUsuń