piątek, 2 października 2015

Rozdział szósty.

Oniemiałam. Doznałam szoku. Jeszcze nie widziałam Jonathana takiego wkurzonego. I ten jego smutek w głosie.
- To nie tak.. - Chciałam obrócić rozmowę, która mnie czekała w coś miłego.
- Nie? Hymm. Pomyślmy. To jak? Tak, że demonica zaprzyjaźnia się z Archaniołem żeby zniszczyć niebo! Jak mogłaś?! - Wydarł się głośno.
- Jonathan! Pozwól mi się wytłumaczyć!
- Nie masz z czego!  Dlaczego mi nie powiedziałaś? Nie skrzywdził bym Cię przecież. Ale po co. Lepiej zniszczyć mój dom!  I zabić moją rodzinę! - Wkurzył się jeszcze bardziej.
- Ach tak?!  Ale o tym, że wy zaczęliście nie wspomniałeś?!  Wy pierwsi zaatakowaliście naszych! I o tym, że jesteś ulubieńcem Boga też nie mówiłeś! Więc sam nie jesteś taki święty.
- Co ja za krzykanie słycham - Naszą kłótnie przerwał jakby naćpany Theo. - Andersenn?!
- Araonn?! - Odpowiedział nazwiskiem mojego kuzyna.
- Ja Cię kręcę. Twoim przyjacielem jest ten typ? Poważnie?  Andersenn?!
- Wy się znacie? - Spytałam i z nadzieją, że nic mnie dzisiaj nie zaskoczy czekałam na odpowiedź.
- Jasne. Tego kogoś się nie da nie znać. Kiedyś spotkałem się z nim pod cmentarzem. - Prychnął Theo.
- Dobra dość! - Przerwałam im - Przeszkodziłeś nam w czymś. Proszę odejdź. - Powiedziałam a malutka łza napłynęła mi do oka.
- Jak chcesz odszedł.
A ja stanęłam przed dawnym przyjacielem. Popatrzyłam mu prosto w oczy i Momentalnie moje ładunki płynu spływały po policzkach.
- Przestań.
- I co teraz? - Powiedziałam łkając i szlochałam dalej.
- Przestań płakać. Przyjdą po Ciebie jutro albo dzisiaj w nocy. Może i nawet za nie długo.
- Pozwól mi wytłumaczyć.. - Wybuchnęłam płaczem jeszcze bardziej i Popatrzyłam mu w oczy.
- Nie masz z czego!

~ OCZAMI JONATHANA ~
Jej łzy powodowały ból w moim sercu ale nie potrafiłem jej wybaczyć tego co zrobiła. Nawet nie powiedziała prawdy. Tak na prawdę nic o niej nie wiem. Patrzyłem na nią ale nie miałem czasu żeby się rozczulać. Nie chciałem na nią donosić ale taki był mój obowiązek. Płakała dalej co jeszcze bardziej mi szkodziło. Pobladła a jej oczy były czerwone. Byłem cholernie wkurzony na Mercy.
Dziewczyna zaczęła grzebać coś w kieszeni i powoli wyciągnęła do mnie zaciśniętą dłoń.
- Weź chociaż to. - Położyła mi rękę na mojej i przekazała przedmiot. Zamknęła moją dłoń w pięść i odeszła.
Otworzyłem palce żeby zobaczyć co mi dała. Zobaczyłem naszyjnik z kostką cukru.
Namalował się na mojej twarzy lekki uśmiech ale zaraz zniknął. Zacisnąłem rękę i odleciałem.

~ OCZAMI MERCY -
Zapłakana weszłam do domu.
- Anya! Theo! Samanta! Jack... - Krzyknęłam z żalem. Pierwszy Zszedł Theo.
- Co się stało? - Spytał czule.
Ja nawet nie odpowiedziałam i wtuliłam się w jego ramiona. Zaczęłam moczyć jego koszulę.
- Mercy? Wszystko w porządku? - Anya podchodząc do nas spytała.
- Nie, nie jest. Ona od dawna tak nie płakała. - Odpowiedział za mnie Theo. Za co byłam mu wdzięczna.
-Uspokuj się i zwierz bratu. - Dodał Lucyfer. Po chwili Salomon uderzył mnie laską w łeb a ja się ogarnęłam.
- Ała! Dobra! Już mówię. Tylko usiądę. Musimy się pożegnać. Idę do więzienia. Anielskiego..
- Co?! Coś ty dziecko zrobiła.. Co się stało? Mów! - Szybko Spytał zdenerwowany Jack.
- Jonathan słyszał naszą rozmowę z Luckiem. Pokłóciliśmy się. Muszę odpowiedzieć za swoje czyny. Za coś czego nawet nie chciałam zrobić. On usłyszał to źle! To nie miało być tak.

*********
Czekałam na swój wyrok. Oczywiście cały czas płakałam. Nie potrafiłam pogodzić się z myślą, że spaprałam sobie życie. Które się oczywiście nie skończy! Mam przez całe istnienie świata kiblować w haźlu.
Przez moją głowę przeszła fala uczuć. Najgorsze jest to co kocham. Kocham mamę, która mnie nie chce znać.
Nikt mnie nie będzie odwiedzał bo nikogo tam nie mam.. A miałam. Pociągnęłam nosem.
Wszystko się zepsuło. Miało być tak pięknie i nie wiem czy mi się wydaje czy nie ale zwyczajnie się chyba zabujałam... W kimś kto mnie nienawidzi... To takie okropne uczucie! Wiesz, że zaraz skończysz swój żywot na ziemi i będziesz w więzieniu! Boże... Ile ja bym dała żeby cofnąć się w czasie. A mogłeś mi pozwolić. Mogłeś. Gdybym rozwaliła wymiar N to czas by się cofnął i niebo dalej by istniało a ja bym nie żyła i nie miał byś przeze mnie problemów.

- Przyszli! - Krzyknął Jack. Wzięłam zdjęcie mojej mamy i zeszłam na dół. Pożegnałam się i dałam zakłuć w kajdany. Piekło mnie bo to są Anielskie kajdanki.
- Ją to boli. - Powiedział drętwo Jonathan. Minęliśmy się wzrokiem i potem nawet nie zwracałam na niego uwagi. Zniknęłam w jakiejś otchłani.
Zobaczyłam swoją cele.
To był mój koniec.

†††††††††††††††††††††††

~ OCZAMI THEO ~
Poszedłem do pokoju i padłem na łóżko. Westchnąłem i klepnąłem się otwartą dłonią w czoło. Czułem się trochę winny. Nie wiem nawet czemu. Jestem tu najmłodszy. Nawet Anya jest starsza! I jeszcze ten incydent, że Mercy jest siostrą Lucyfera. Byłem mega zaskoczony.
Martwię się o nią. Czy ona se poradzi?
Ktoś zapukał do moich drzwi.
- Proszę.
- Cześć, mogę? - Pokazując wzrokiem na łóżko spytała.
- Jasne - Ucieszyłem się na jej obecność. - Teraz Tylko Ty mi Zostałaś. - Odwróciłem się w jej stronę i posłałem uśmiech. Potem szybko wróciłem do swojej poprzedniej pozy.
- Jak się czujesz? - Zapytała ściszonym głosem bawiąc się kosmykiem włosów.
- Jakoś leci. Jak Cię o coś spytam to mi odpowiesz?
- Raczej tak.
- Mercy mówiła, że jesteś zwykle cichsza? Co to za wybuch w nocy?
- A no wiesz... Czasami tak mam. Muszę się wyładować. W końcu zbieram tą złą energię gdzieś. - Spojrzała w sufit.
- Ty nic mi o sobie nie powiedziałaś. Zamieniać się w słuch czy raczej nie masz czasu ? - Usiadłem w siadzie skrzyżnym na przeciwko Any i zacząłem rysować jakieś kółeczka po pościeli palcem.
- Nie mam co o sobie mówić. Chyba tyle, że lubię fotografować. Serio. Nie jestem ciekawym człowiekiem. W porównaniu do Ciebie... - Jej wyraz twarzy trochę posmutniał a ona Spuściła głowę w dół.
- Ej, życie wieczne wcale nie jest takie fajne. Zakochasz się w kimś z ziemi i już masz przechlapane. Ciesz się życiem! W twoim się wiele wydarzy.
- Jesteś pozytywny. Lubię to w Ludziach. Dlaczego powiedziałeś, że jesteś frajerem?
- Nigdy nic mi nie wychodzi. Zawsze coś psuje albo... Nie ważne. - Wstałem i zaświeciłem światło. Było już ciemno. Teraz dopiero dostrzegłem zielone oczy mojej współlokatorki. Kręciły mnie bardzo tego koloru tęczówki. Ale o czym ja myślę?
- A twoja rodzina? Co z nią? - Spytała mnie iskrząc swoje paczadełka. - Nie musisz mówić jak nie chcesz...
- Jeżeli chcesz słuchać to chętnie się wyżalę. - Znów się uśmiechnąłem.
- Mów! - Poklepała miejsce obok niej na znak żebym usiadł. Tak też zrobiłem.
- A więc nie wywodzę się z jakieś super rodziny. Właściwie to z marnej. Miałem czterech braci i siostrę ale moja mama... Zabiła ich. Była alkoholiczką a ojciec wiecznie gdzieś wychodził. Zostawałem z matką sam i musiałem słuchać jej narzekania, że nie jestem taki jak ona chciała. Musiałem wstawać o piątej a ona nie dawała spać do czwartej. Wiecznie miała pretensje o nic. Byłem pomiotem i gnojkiem jak to ona mówiła. Te słowa bardzo mnie bolały. Ale jej to nie obchodziło. Dla niej ważne były tylko pieniądze. Nie ważne.. - Wycofałem się z mówienia dalszej części bo przypominałem sobie chwile ,które były dla mnie ciężkie. Na szczęście moja słuchaczka zorientowała się o co chodzi i skinęła głową. Potem poklepała mnie po ramieniu i wyszła z pokoju.
Zacząłem myśleć jak wydostać Mercy z nieba? Fakt faktem iż to niemożliwe ale przynajmniej się postaram. Dla niej wszystko... Tylko ona  mi została. Jeszcze te demony ,które się sprzeciwiły.. I dziwne osoby typu Salomon... Na prawdę dziwny gość.


*********************************************

- ŚRODEK NOCY- 

Ktoś szeleszcze, ktoś stuka, ktoś puka w okna i drzwi. Chodzi po ogrodzie i rzuca kamieniami w okna. Wszyscy się obudziliśmy i zeszliśmy do salonu. Kilka osób przebiegało na dworze i się śmiało. Nie mieliśmy pojęcia co jest grane. Wszyscy piorunowali mnie wzrokiem.
- Co się tak patrzycie? - Już wiedziałem o co chodzi.. - Nie! Nie pójdę tam. Nigdy!
- Theo... Jedyny sobie z nimi poradzisz. Jesteś wyjątkowy!
- Jasne. - Prychnąłem. Chociaż słowo "wyjątkowy " o mało nie wywołało buraków na mojej twarzy to olałem te słowa. W prawdzie kobieta mnie prosi. - Ehh.. No dobrze.
Wyszedłem z domu w koszulce i długich spodniach. Było cholernie zimno i nikogo nie widziałem. To było przerażające. - Apsik! - Poczułem, że muszą być tu gdzieś goździki. Mam na nie uczulenie co mi przeszkadza. Ciągle kichałem. Nagle z krzaków wyleciał goblin. Super!  Nie mam broni!
- Theo! Masz! - Zawołał Jack. Rzucił mi miecz Mercy. No będzie wkurzona ale trzeba się czymś bronić.
Wbiłem miecz w mózg wroga i w kilku innych. Na koniec zaskoczył mnie jaszczurodemon. Zwali go Gadu, ale ja do niego tak mówić nie będę. Miał on długi ogon, który na samym końcu był bardzo ostry. Ciało normalne a twarz dziwna. Wielkie zębiska, które nie wiadomo jakim cudem nie wbijał się mu do dziąseł. Oczy puste jak u lalki.
Gdzie do cholery jest Lucyfer?! Pomógłby grzyb stary rodzinie a nie! Pornole oglądał...
Dostałem w żebra trzy razy. Zadrapania ciągły mi się od brzucha po plecy. Na koniec jeszcze dostałem w twarz. A dokładniej w policzko. W ostatnim momencie zjawił się Salomon.
- Oh Gadu!  Wracaj do domu. Nie pozwoliłem Ci wychodzi!
Przepraszam. - Powiedział łagodnym głosem. I odszedł z potworem głaskając go.
Wróciłem do domu rzucając broń w kąt.
- Serio?! Ja sobie prawie życie tracę a ten mi mówi, że niechcący nie dopilnował jednego z najgroźniejszych demonów?! Ludzie! - Usiadłem na fotelu opierając głowę o rękę.
- Spokojnie! Muszę Cię opatrzyć!
- Samo się zagoi. Samouleczanie mam zakodowane w mózgu.
- Jak chcesz! Jak będziesz czegoś potrzebował to jestem na górze. Samanta też! I Anya - Oznajmił Jack. Oboje poszli na górę a ja oparłem się i Westchnąłem.
- Widzisz, nie jesteś frajerem. Gdybyś był, już bym nie żyła. - Powiedziała dziewczyna po czym skierowała się ku pokoju.
Uśmiechnąłem się w duchu ale po chwili moje ciało zostało porażone negatywną myślą. Myślą, że ktoś zabije Mercy.

†††††††††††††††††††
~ OCZAMI MERCY ~
Siedziałam na kamiennym łóżku i gapiłam się w ścianę. Liczyłam kreski, które rysowali poprzednicy. Cela była około 2m X 2m. Ściany były szare i podłoga również. Przy suficie wisiała na kablu żarówka, która ledwo świeciła. Moje łóżko było mniejsze ode mnie i postawione było w rogu. Obok niego stała żelazna szafeczka. Wyjść nie pozwalały mi kraty antydemoniczne. Było zimno i śmierdziało stęchlizną. Pilnował mnie strażnik.
Właśnie od więźnia z na przeciwka tak waliło. To było nie do zniesienia, czułam się zniesmaczona. Smród był niesamowity.
- Przepraszam! Moglibyście tego typa z tąd wziąć?  Cuchnie nie miłosiernie!
- Zamknij twarz. - Splunął mi do celi i chrząknoł.
- Serio?  W oborze Cię chwali? Moglibyście chociaż dbać o to miejsce! Hello!  To jest Niebo?! Złoże taką relacje,że cały wymiar P będzie miał beke. - Uderzyłam pięścią w ścianę, która się posypała- Nawet budować dobrze nie umiecie. Zadufane w sobie leszcze z ryjem niemca. - Prychnąłam.
- Milcz! - Uderzył mnie biciem w twarz.
- Rozumiem, że jestem przestępczynią ale to jest nie męskie bić dziewczynę.
- Zamknij się kobieto! - Tym razem dostałam prawego sierpowego. Obróciłam się o 360 stopni i ledwo utrzymałam równowagę.
- Co Ty robisz?! Do Tiula! Już. Faceci.. - Usłyszałam kobiecy cienki głos. Po chwili na warte przyszedł Jonathan. To będzie męka. Nie Miałam zamiaru się odzywać, i tak by mnie nie słuchał. Po kilku godzinach Odwrócił się w moją stronę.
- Masz gościa. - Rzucił sucho i odszedł kilka kroków w tył, tak by mnie widzieć. Kto by mnie odwiedzał?
Po chwili przede mną pojawiła się smukła kobieta o ciemno brązowych włosach i z lekka pozmarszczaną skórą.
- M..Mercy? - Jęknęła, ocierając jedną ręką łzę a drugą dotykając mojej twarzy.
- Mamo. - Chwyciłam jej dłoń. Obie Zaczęłyśmy płakać.
- Zmieniłaś się...
- Wiem, mamo! Przepraszam Cię, ja tego nie chciałam, chciałam dobrze. Dlaczego nie powiedziałaś mi, że jestem takim czymś?! Że jestem siostrą Lucyfera i, że byłaś z poprzednim Lucyferem? Dowiedziałam się tego od moich opiekunów! Wiesz jak mi było wstyd?.. Nie ważne - Przytuliłam ją mocno - Theo wrócił. Miałam wczoraj urodziny...
- Wiem skarbie, mam dla Ciebie prezent - odchyliła się do tyłu. Spojrzała mi w oczy. -Wybaczam Ci...
- Naprawdę?! - Zaczęłam jeszcze bardziej płakać i pociągać nosem. Ukradkiem dostrzegłam, że i Jonathan ledwo tamuje łzy ściskając naszyjnik, który mu dałam.
- Córuś?  Ależ w co Ty się zamieniasz? Miało nie być komplikacji..
- Nie umiem opisać tego czym jestem, Pokazałbym Ci ale nie jestem pewna czy mogę. - Skierowałam swój wzrok w kierunku Jonathana. On skinął głową. Ja zaczęłam się przemieniać. Moja mama nie wierzyła oczom a chłopak spuścił spojrzenie w dół żeby nie mieć pytajników w oczach. Gdy wróciłam do swojego normalnego ciała sytuacja ustabilizowała się.
- Muszę już iść. Żegnaj Mercy, Mercy Daredevil... - Odeszła a ja ze smutku wyciągnęłam rękę ku niej porażając się jedną z krat. Odskoczyłam do tyłu i usiadłam na łóżku.
- Nie jest tak źle. Widziałem gorsze twory. - Krępującą ciszę przerwał mój wcześniejszy obiekt westchnień.
- Zostaw mnie... - Ociężale powiedziałam.
- Jak sobie życzysz. - Oparł się o kraty z mojej celi. Tym razem nie potrafiłam na niego nie patrzeć. Przypomniałam sobie nasze wspólne chwile, to w lesie i wszystko. - Co? - Spytał widząc moje iskry w Oczach.
- Nic. Po prostu Chciałam na Ciebie spojrzeć. - Skuliłam się w koncie łóżka.
- Yhymm. - Odszedł od mojej celi i jął rozmawiać z moim sąsiadem. Moje dni będą tak wyglądały do końca świata. Muszę się przyzwyczaić.

†††††

Cześć! Rozdział, krótki ale się pojawił ;) Inni dodają jeszcze rzadziej! Także cieszmy się tym co mamy xD 
Pod ostatnim postem pojawiły się dwa komentarze. Trochę mało jak na to co, chciałam zrobić. 
Mianowicie chodzi o to, że planowałam zrobić konkurs. 
Konkurs na zdarzenie. 
Jeżeli pod tą notką będą przynajmniej TRZY komentarze, zrobię ten konkurs! Daje wam... Nie wiem ile czasu ale nie mało ;) Jeżeli spełnią się moje powyższe wymogi, następny nie będzie rozdział ale Ogłoszenie o konkursie! 

Ciepło ściskam i zachęcam do brania udziału! Buziole <3

                              Nicole ^~^

1 komentarz:

  1. Jeżeli piszecie z Anonima to podpiszcie się jakoś specjalnie! Żebym potem wiedziałam komu przyznać miejsce ;D

    OdpowiedzUsuń