piątek, 30 października 2015

Rozdział ósmy.

Nudne, pochmurne popołudnie i my.
My grający w gry planszowe, my gadający o duperelach i my ciężko wzdychający. My narzekający na dosłownie wszystko, my obrazujący dosłownie każdego i my słuchający fałszywych informacji z telewizji.
Rzekła bym raczej , że dziś mamy lenia. Zapowiadało się tak pięknie ale przyszła ta cholerna ulewa i zrobiło się szaro. Teraz tylko trochę pokrapuje ale ogólnie nie lubię deszczu. Salomon siedzi ciężko obrażony na cały świat, Lucyfer dumnie gapi się w lustro, Jack czyta gazetę , Samanta przewija kanały, Jonathan coś oblicza, Anya patrzy się na Teo , który patrzy się w okno a ja obserwuje sytuacje.
- Teo, kiedy zaczniecie ćwiczyć?  Nie ma dużo czasu. - Oznajmił Lucyfer.
- Teraz nie ma pogody. - Syknął.
- Kto powiedział , że musisz uczyć ją tylko walczyć? Opanuj z nią podstawy demonów i tak dalej. No już!  Na co czekasz? - Zadowolony z siebie. Nie wiem co się tak cieszy. Niczego nie dokonał. Zaczynam się Go bać.
- Jezu.... Chodź. - Mój kuzyn dawał do zrozumienia , że nie ma na to ochoty.
- Nie musimy jak nie chcesz....- Dodała cicho Anya.
- Oj musicie, musicie. Wogule się nie znacie. - Wtrącił szybko Salomon.
Oboje poszli na górę. Jaki Dżentelmen, poszli a Teo wszedł na górę przepuszczając Any'e na schodach.
- Idę do pracowni. Może wykombinuje na jakim cmentarzu leży nasza wskazówka. - Powiedział Jack.
- Ja idę dziergać. - Wstała Samanta i skierowała się do kuchni.
- Ja sobie porozmawiać muszę z Jonathanem - Uśmiechnął się Lucyfer.
Salomon uniósł dwa razy brwi do góry a ja się zaśmiałam pod nosem.

~OCZAMI TEO~

- To jest Anafaltus, nie jest groźny chyba , że mu coś zrobisz ale to chyba logiczne. Ten to Faduktu. Nie trawie gościa, krzywo spojrzysz i masz przerąbane. Tamto to.... Słuchasz mnie Wogule? - Spytałem widząc jak dziewczyna bawi się kosmykiem włosów i lekko uśmiecha.
- Ciebie się nie da nie słuchać. Kocham sposób w jaki mówisz. - Dalej patrząc w ścianę mówiła. Uśmiechnąłem się w duchu. Złagodziło to nieco "znajomego".
- Dobra. To są podstawy. Może teraz broń?
- Nie chcę.
- Magia?
- Eeee - Zaprzeczyła.
- Historia piekła ?!
- Może teraz odstawimy naukę i porozmawiamy o sobie? - Skierowała swój wzrok na moją twarz co mnie na chwilę sparaliżowało.
- Co masz na myśli? - Zrobiłem wielkie oczy i zciszyłem ton.
- No nie wiem. O Tobie Wiem trochę ale tak na boku,  jaki jesteś? - Spytała innym głosem niż zwykle, bardziej melodyjnym.
- Eeee. Zależy od sytuacji.
- Takie czary. Co.... Byś zrobił gdybyś musiał spędzić jedną noc w pokoju ze mną a byłoby jedno łóżko? - Szybko zapytała i oczekiwała odpowiedzi. - Bo ja bym kazała Ci kochać się z dywanem - Wyszczerzyła zęby.
- Tyle , że ja bym nie spał.
- Taa?  A co byś robił? - Dalej uśmiechając się Anya z każdym zdaniem przybliżała się głową do mnie.
- Patrzał jak śpisz. - Uśmiechnąłem się i pokazałem język. - Tylko Przy mnie się tak otwierasz?
- Wiesz....Chyba tak....- Zakłopotała się i spuścił głowę w dół.
- Cieszę się. - Odpowiedziałem schylając się tak by widziała moją twarz tym samym rozbawiając dziewczynę. - Dlaczego nie może uczyć Cię Mercy?  Lepiej by sobie poradziła  - Stwierdziłem wkładając ciastko do ust.
- Nie chcesz mnie uczyć? - Zadziornie ruszyła dłonią także Jedząc ciastko.
- Coś mi się zdaje , że nie idzie mi najlepiej - Uśmiechnąłem się tym razem do niej.
- A mi , że tak.
Oboje zaczęliśmy się śmiać. Oczywiście nie za głośno. - Ty też masz skrzydła?
- No mam. - I znów te iskierki w zielonych oczach Any'i.
- Pokażesz? - Podskoczyła.
- Ale one brzydkie są ! - Ledwie dało się mnie zrozumieć bo połykałem łakocie.
- Proszę Cię - Położyła swoje dłonie na mojej klatce piersiowej.
- O ja. No dobła. - Zakryłem twarz dłońmi i rozpostarłem swe skrzydła.
Czekam i nic. Cisza.
W końcu powoli odsłaniam oczy - Co Ty robisz? - Widzę dziewczynę , która w ustach miała gumkę do mazania a rękoma mnie szkicowała.
- Rysuje Cię. - Skupiona odparła.
Po upływie dwudziestu minut byłem gotowy. - Muszę tylko dobrze pocieniować.
- Łał.. Piękne.  Szacun - Pokazałem jej kciuk i pokiwałem głową na znak , że mi się podoba. Jak zdjęcie. Profeska.
- Trochę już tu siedzimy. Może czas się ruszyć z tego pokoju?
- A no tak. Masz rację. - Otwarłem jej drzwi. - Nie są takie złe?
- Mój ulubiony odcień szarości - Posłała mi uśmiech i zeszliśmy na dół. I znów te oczy wszystkich. Masakra. No ale cóż, dla niektórych takie rzeczy są dziwne. Co ja na to poradzę?
Gdy już chciałem siadać na sofę wybiegł Jack.
- Mam!  Mam ten cmentarz. Jest na Truewitch.  Idźcie. - Zdyszany trzymał kartkę z adresem.
- Co jak nas złapią? - Zadała pytanie Mercy.
- Nie złapią. Pójdzie z wami Anya. - Wtrącił Lucyfer. Anya spojrzała na mnie ze strachem w oczach.
- Lucek!  Zwariowałeś? ! To moja córka!
- A ona to moja siostra!  Tam jest mój kuzyn i nie robię z tego afery.
- Ona nie potrafi się obronić!  Nie uczyłem jej tego! - Dodałem bacznie przyglądając się sytuacji i widząc zaniepokojenie ze strony reszty.
- Od czego Ty jesteś? - Z pretensją powiedział Salomon.
- Przepraszam bardzo ale dowiedziałem się o tym wczoraj i kurde ni jestem zobowiązany do niańczenia Any'i a po za tym nie powinna ruszać na takie akcje. - Wkurzyłem się bo prawdę mówiąc Anya trzęsła się niemiłosiernie ale oczywiście kochany pan piekła tak chcę.
- Czegoś tu nie rozumiem- Odezwał się Jonathan. - Co nam da to, że Anya z nami pójdzie? - Właśnie....
- Otóż niedouczone dzieci,  Anya jest tarczą. Gdziekolwiek z nią pójdziesz żaden Anioł, demon itp. Was nie mogą zlokalizować. Chyba , że trafią na was przypadkiem. - Z kpiną odpowiedział Salomon.
Długo nie ogarnięci Staliśmy ale po pewnym czasie ubrałem kurtkę jak reszta a gdy miałem wychodzić Samanta mnie zaczepiła.
- Teo..- Trzymiąc mnie za ramię mówiła- Proszę Cię,  nie daj jej umrzeć.
- Postaram się.
Śnieg padał jak oszalały. Ledwo brnąłem przez te śnieżyce z czasem zatrzymując się by poczekać na Any'e. Szliśmy a do cmentarza daleko. Na szczęście nie było mi zimno. W końcu ujrzałem Jonathana otwierającego bramkę i się ucieszyłem. Byliśmy na miejscu. Po godzinach szukania grobu znaleźliśmy Go i razem z Jonathanem musieliśmy odkopywać trumnę bo oczywiście dziewczyną się nie chciało.
- Ta ziemia jest za twarda! - Syknął Jonathan.
- E, e. Mów za siebie. - Zaśmiałem się.
- Jak nie umiesz kopać? Twój problem!- Dodała Mercy.
- Dobra ja już doszłem - Oznajmiłem nie myśląc nad tym co właśnie powiedziałem. Spostrzegłem , że dziwnie to zabrzmiało dopiero gdy reszta miała beke. - Zboczeńcy.
- Ja też już skończyłem.
- Dobra fajnie czekam na kartkę.
- Dawaj Leszczu - Powiedział Jonathan. Wkurzyłem się i puściłem trumnę.
- No dawaj - Zakpiłem.
- Ha Ha Ha. Bardzo śmieszne. Lepiej weź się do roboty bo nie mamy całego dnia - Burknął a ja Posłałem mu pyskaty uśmieszek. Z drobnymi komplikacjami wyciągnęliśmy pochówek na glebę.
- Fajnie tylko , że trumna jest zamknięta na trzy kłódki. - Skierowałem słowa do kuzynki.
- Takie chojraki z was a rozpierdzielić tego nie potraficie? - Prychnęła uderzając pięścią w zamki i rozwalając je.
- Mercy! - Zwrócił uwagę Jonathan. - Szanuj trochę zmarłych.
- Tylko , że tu nikt nie jest pochowany. To trumna przechowująca informacje. Niczym komnaty do , których otworzenia Anya jest potrzebna.
- Dobra czytaj ten tekst źródłowy wyciągnięty z podręcznika do historii.
- On Teo nie jest z podręcznika - Spojrzała na mnie z zażenowaniem. - No to jedziemy z tym koksem :
" Gdy Anioł w księżycową noc swe skrzydła stracił w upadłego się przeinaczył. W ten tarcza na świat przyjść musiał by tajemnicy Anioła dopilnowała. Gdy w szereg planety się ułożą to demony trzy swój plan ułożą. Potężne dwa wymiary mocy będą musiały żyć wspólnie tej nocy. By swe połączyły siły wysłano strażnika z piekła do niemi.
Szukaj a znajdziesz pod pomnikiem śmierci co kosą nadzoruje grób świętej pamięci".
- Nie rozumiem. - Dodałem.
- Ja też nie - Pokiwała głową Mercy. - Może Ty literacki mistrzu?
- Nie mam bladego pojęcia o co chodzi. Wiem tyle , że jest mowa o twojej mamie, Any'i i Teo.
- Kurcze!  Tekst mówi nam od czego się to zaczęło!  Musimy znaleźć następną wskazówke żeby dowiedzieć się gdzie leżą pozostałe sześć. - Anya zabłysnęła
- Dlaczego sześć? - Miałem zapytać o to samo ale mój 'kolega" mnie wyprzedził.
- Nie widzicie w tym sensu?  My jesteśmy słońcem. W układzie słonecznym jest osiem planet. List ma kolor Merkurego, następny będzie w barwach Venus - Przynajmniej tak zakładam. Gdy znajdziemy Venus pozostanie tylko sześć planet. Chyba , że przy Neptunie dostaniemy dodatkową wiadomość żeby znaleźć dziewiątą planetę , która nie jest już w układzie bodajże od 2006 roku. Pluton będzie dodatkiem , który ułatwi nam dowiedzenie się kiedy nastąpi dzień Trzech Demonów.
- Wow. Nie wpadł bym na to. Ale gdzie szukać Venus? - Powiedziałem.
- Nie wiem, może na jakimś cmentarzu? - Odparła z sarkazmem. - Wnioskuję , że to cmentarz na Nighthell. Tylko tam znajduje się taki pomnik.
- Co masz z geografii? - Spytał Jonathan.
- Piątkę,  nie ważne z resztą. Jest problem bo cmentarz czynny będzie dopiero za kilka dni. Szacuje , że tydzień max.
- Świetnie!  Zabierajmy się do domu.
- A to wykopalisko?  - Za rzuciłem.
- Zostaw to , jeszcze nas pozwą o beszczeszczenie miejsca spoczynku.
- Wy zawsze zrobicie bałagan a jak przyjdzie co do czego to wynika , że ja mam kłopoty. - Powiedziałem sam do siebie ruszając za resztą.
Po dotarciu czekała na nas gorąca czekolada i sylwetka postaci dobrze mi znanej. Siedziała obok Lucyfera. Pani Ramona. Najgorsza nauczycielka tajników wymiaru P w historii.
- Pani Glassgow ! - Razem z Mercy powiedzieliśmy chórem.
- Tak też się cieszę. Mam dla was wyniki z testu końcowego. Teo jak zwykle ta sama ocena Mercy również. To ja lecę- Znikła.
- Jest!  Udało się !
- Mi też! - Krzykłem.
- Co dostaliście ? - Spytała Anya.
- Ja N - Radośnie powiedziała Mercy.
- A ja T!
- Po ludzku proszę? - Wszyscy patrzyli na nas jak na ufo.
- Mercy dostała N czyli Nieuk a ja T czyli The Best!  Czyli ona 2 a ja 5. Z daliśmy!
Rozweseleni rozeszliśmy się do pokojów. Ciągle miałem wlepione oczy w sześcio stronowy test i miałem zaciesz jak z nowego miecza. W prawdzie zawsze dostaje taką ocenę ale jest motywacja. Dostałeś piątkę? To musisz ciągle ją dostawać. Dobra koniec zarywania do kartki papieru. Idę się umyć.


********
- Do diaska skończ mi truć głowę!  Nie i koniec. Myślisz , że my nic nie potrafimy? To się grubo mylisz.
- Nie rozumiecie , że wasza córka jest kim jest i nic tego nie zmieni? Albo piekło, albo Niebo. Wybieracie czy mam jej sam zapytać?
- Ona woli ziemię!
Taką rozmowę usłyszałem schodząc do jadalni rano.
- O co chodzi? - Spytałem przeczesując włosy.
- Teo. Jak dobrze , że Cię widzę. Uświadom tym ludziom , że Anya musi przenieść się do któregoś wymiaru!  Najlepiej do piekła bo tam jest Mercy!
- Lucek?  Salomon Cię czasami porządnie nie uderzył laską w głowę?  Nie musi, nigdzie nie ma tak napisane. Pytałem nawet Salomona i Jonathana. - Rodzice dziewczyny patrząc na mniej przyznali mi rację kiwając głową.
- Chłopak ma rację- Dołączył się Salomon. - Lucyfer na siłę próbuje wam to wmówić bo wyraźnie wasza córka wpadła mu w oko. - W tym momencie zacząłem się śmiać.
- O co Ci chodzi? - Syknął brat Mercy.
- Za stary jesteś.
- A Ty za młody!
- Ale ja do niej nie uderzam. - Zacząłem się śmiać mieszając herbatę. A Lucyfer skompromitowany patrzył na mnie błagającym spojrzeniem w stylu : Nie poniżaj mnie tak proszę.....
- Moja córka nie gustuje w... W czymś takim. Już prędzej by na Salomona poleciała. - Do waliła Samanta.
Po chwili u progu drzwi pojawiła się Mercy.
- Hey.
- Dzień dobry - Powiedziałem śmiejąc się razem z Salomonem i Jackiem.
- Czego lejecie? - Uśmiechnęła się.
- Twojemu braciszkowi marzy się upojna noc z Any'ą.
Mercy tylko chrząkła i dołączyła do grona śmieszków. Serio?  Czy on sądził , że taki odrażający typ, będzie miał szansę u takiej dziewczyny?  Dobra, może i patrzy na wnętrze ale sam wygląd odstrasza. Wątpię w ich miłość. Jest o dużo starszy i.... Nie ważne. Dwa dni temu znaleźliśmy Merkurego, musimy jeszcze czekać pięć dni do otwarcia cmentarza a przecież wtedy jest Halloween. A gdyby tak....W kraść się tam? Ale gdy o tym powiem reszcie to od razu mnie wyśmieją i powiedzą , że oszalałem. Ale kiedy chcą dostać tą wskazówke skoro będzie tam pełno ludzi? Trzeba będzie iść samemu. Najlepiej pod osłoną nocy.

~OCZAMI MERCY~
- Chodź bracie. Musimy sobie porozmawiać. - Skierowałam głowę w stronę Lucka - No! Na co czekasz? - Poszliśmy do ogrodu bo nie chciałam , żeby ktoś słyszał naszą rozmowę. Stanęliśmy na przeciwko siebie.
- No co? - Spytał udawając , że nie wie o co mi chodzi
- Jak co?  Ogarnij się! - Wykrzyczałam.
- Nie rozumiem o co ci chodzi? - Za niepokoił się.
- Nie nie wiesz?  O jaka szkoda?  Dostałeś amnezji? Co to ma wszystko znaczyć?  Wymyślasz jakieś historię żeby zaciągnąć Any'e do piekła!  Na głowę upadłeś?
- Nie mam bladego pojęcia w czym widzisz problem?  Ty się nigdy nie zakochałaś? !
- Owszem, ale w kategorii MOJEGO wieku!  Jesteś za stary to po pierwsze a po drugie skrzywdził byś ją! - Machałam rękami we wszystkie strony.
- Niby jak?!
- Ona jest durniu dziewicą! - Przyłożyłam rękę do ust i Spostrzegłam , że ludzie dookoła się gapią.
- No to by już nie była!  - Parchnął.
- Odwal się od niej! Sądzisz , że swój pierwszy raz chciałby przeżyć w PIEKLE z TOBĄ?  Coś mi się nie wydaje. - Odparłam z zażenowaniem bratem.
- Co Cię to gówno obchodzi? Jakoś Ty sobie możesz flirtować z ARCHANIOŁEM i jest dobrze?! Zabił by Cię a Ty dla niego ocean przepłyniesz!
- Jesteś potworem!  Gdyby nie On to bym właśnie nie żyła!  Gdyby nie on to bym sobie nie poradziła!  Wybaczył mi po tym co mu zrobiłam! - Poleciała mi Łza z oka. Nie mogłam uwierzyć w to co mówi Lucyfer.
- Skończmy tę daremną dyskusję. Tak czy siak wydziewiczę ją ja,  kiedy będę chciał, jak będę chciał i czy jej się będzie to podobać czy nie, zostanie moją żoną. - Powiedział.
- Wiesz co?! Brzydzę się Tobą!  I ona też!  Jesteś cyniczny! Potworny dosłownie, obrzydliwy i egoistyczny!  Ty pieprzony draniu!  Gdyby Ojciec żył nie byłbyś taki do przodu!
- Jak śmieszne mieszać w to ojca?! - Szybkim trafnym uderzeniem dostałam w twarz. Dostałam nie byle jak jednak dzisiaj nie miałam na Tyle sił by, przeciwstawić się temu czemuś. Bolało jak Cholera. Jak dostaniesz taką łapą z takimi pazurami.... Przewróciło mi się w głowie. Usłyszałam głos Jonathana.
- Ej!  - Tobie się nie pomyliło? Chcesz zaraz dostaniesz tak samo tylko z zdwojoną siłą! - Krzywo na niego spojrzał mijając Go w progu i podszedł do mnie. - Wszystko gra?
- Tak...- Odpowiedziałam trzymając się za policzko.
- Chodź....- Powiedział cicho obejmując mnie. Weszliśmy do domu.
- Co Ci się stało? - Zapytał czule Teo.
- A jak myślisz? - Zakpił Lucyfer - Uderzył ją pewnie!
- Co?!- Krzyknął Teo równocześnie z Jackiem.
- Nie no teraz to już przesadziłeś ! - Wkurzony Jonathan podchodząc do mojego brata wyciągnął Archanielski nóż z kieszeni a gdy znajdował się przy Lucyferze przyłożył Go do gardła potwora - Nie będziesz tu kłamał w żywe oczy!  I nie będziesz bić kobiet czy też dziewczyn oraz dzieci! A tak przy okazji, ładny mam TATUAŻ? ! - Zapytał Jonathan pokazując mu rękę ze znakiem nieba. Postacie z piekła cierpią na ten widok.
- Jonathan! Zostaw...- Krzyknęłam. - To bez sensu...
- Jeszcze raz. Zniszcze Cię śmieciu..- Gdy już odchodził od ofiary to Lucek oczywiście musiał dodać : " Dupek " Po czym zaczął się śmiać. Chłopak był zbyt nabuzowany żeby tego nie zrobić ale wyglądało to przepięknie. Jonathana przewrócił oczami, odwrócił się w stronę Lucyfera i porządnie Go uderzył tak , że ten wypluł zęby razem z krwią. Po wszystkim poszedł na górę a ja za nim. Za mną szedł Teo , który ma po prostu genialny refleks i w oka mgnieniu swoim mieczem odciął ogon mojemu bratu.
- UPS!  Coś mi broń dzisiaj odmawia posłuszeństwa. - Rzekł a Lucyfer wydał z siebie długi, głośny jęk a potem wyleciał przez okno.
Po zachwycie chłopakami namalował mi się banan na ryju.
- Podobacie mi się tacy - Póściłam im oczko i Zadziornie się Uśmiechnęłam a oni zrobili to samo. Weszłam do pokoju a Anya odskoczyła na mój widok.
- Twarz jak po tajfunie ale uśmiechnięta!  Co się stało? - Te ostatnie słowa powiedziała już normalnie.
- Brat.
- Co?! Lucyfer? Nie wierzę. - Złapała się za głowę.
- Ale już wszystko w porządku. Chłopaki mu oddali. Jonathan pozbawił Go zębów a ten jego krzyk to przez Teo , odciął mu ogon - Zmartwiło mnie to , że Anya się przejęła. Czy ona coś do tego czegoś poczuła? - Wyglądali wtedy bosko.
- Ta?  Szkoda , że tego nie widziałam !- Zaśmiała się.
- Muszę Cię o coś spytać...- Spojrzałam w podłogę i zacisnęłam wargi.
- Słucham....?- Usiadła na łóżku.
- Czy.... - Przełknęłam ślinę- Czy. .Ty... Znaczy Tobie, znaczy Ty.....kochasz mojego.... Brata? - Bałam się odpowiedzi nie chciałam jej znać ale musiałam.
- Oszalałaś? Nigdy nie obdarzyła bym uczuciem czegoś takiego.  Nie jest wart nawet uwagi. Po tym co chciał mi zrobić? W życiu.
- Ona próbował Ci coś zrobić?! - Wtedy na prawdę się Zaniepokoiłam.
- Pamiętasz jak wtedy szybko Weszłam do domu po powrocie ze szkoły?  - Przytaknęłam - W takim tempie Weszłam ponieważ , wracałam na skróty drogą przez lasek. Spotkałam Go tam i na początku normalnie rozmawiał ze mną ale potem chwycił za nadgarstek i zaciągnął pod drzewo. Próbował mnie rozebrać - zgwałcić. Zaczęłam krzyczeć i wtedy on zemdlał. Po prostu. Zaczęłam więc biec a po wejściu do domu powiedziałam , że miałam wycisk na wufie i , że jest mi gorąco dlatego trzymam kurtkę w ręce bo mama mnie wypytywała. - Zciszonym tonem odpowiedział.
- Dlaczego nie mówiłaś wcześniej? - Szybko spytałam.
- Bo wieczorem znów mnie zaczepił i powiedział , że jak komuś powiem to mnie zabije. Ja Odparłam "Ehem" a on zaczął mnie macać. Pomyślałam , że znowu krzykne i tak też zrobiłam. Ponownie padł na ziemię.
- Nie wiem dlaczego tak się stało ale wiem tyle , że jutro zgłosimy to Salomonowi. On będzie wiedział co robić. Do tego czasu przebywaj tylko z kimś a jeżeli będzie chciał pogadać to mów , że możesz rozmawiać tu. Zależy gdzie będziesz się znajdować. Nie możesz być sama. Pamiętaj.
Teraz Chodźmy na dół jak gdyby nigdy nic i siedźmy jak zawsze.
- A jak się będą pytać czemu się tak ich uczepiłam?
- Opiekunom nic nie powiem ale Teo i Jonathanowi tak delikatnie to wytłumaczę.
- Nie! Nie chcę żeby wiedzieli.
- Okey.
Zaskoczyłam rozmowę z Any'ą i zeszłyśmy na dół do Samanta, Jacka i Salomona. Jutro trzeba to ogarnąć.

*****************
Kolejny rozdział!  Nagły zwrot akcji i afera :D Spodziewał się ktoś?  Bo ja  nie :*
Buziaki !
                            Nicole ♥

2 komentarze: